Elliot Aronson uważa, że miłość rodzi miłość. Czyli, że niektórzy ludzie wybierają osoby, które – jak sądzą – ich kochają; a przekonanie to zapoczątkowuje ciąg przyjemnych doznań, które prowadzą do ołtarza. Theodor Reik uważał, że mężczyźni i kobiety wybierają partnerów, którzy zaspokajają ich ważne potrzeby, włącznie z uzupełnieniem cech, których im brakuje. „Myślę jednak, że spośród wszystkich sił, które kierują naszym wyborem partnera, najważniejsza jest nasza osobista historia, owe niezliczone doświadczenia z okresu dzieciństwa, lat młodzieńczych i dorosłości, które przez całe życie kształtują i zmieniają nasze upodobania i awersje. Ta mapa jest jedyna w swoim rodzaju” – pisze Helen E. Fisher.

Tę losowość w wyborze partnera potwierdzają badania nad bliźniętami jednojajowymi. I tak jak można było zobaczyć dużą korelację przy wyborze zawodu czy hobby, tak w przypadku wyboru partnera wszystko brało w łeb. Bliźnięta jednojajowe zakochiwały się zupełnie nieprzewidywalnie. Identycznie jak reszta ludzi.

Działa tu tzw. efekt aureoli. Osobom atrakcyjnym fizycznie przypisuje się po prostu mnóstwo innych pozytywnych cech, choćby inteligencję, dobroć, otwartość, towarzyskość. No dobrze, ale nawet najpiękniejsze kobiety  i najprzystojniejsi mężczyźni miewają problemy sercowe.

Zalany mózg

Co decyduje o zakochaniu? Dlaczego jedni pozostają na etapie bliskości, a u innych wybucha namiętność? Nagle natrętne myśli, euforia, przypływ energii, zmiany nastroju – od ekstazy do rozpaczy, zmiana priorytetów życiowych, szukanie wskazówek, czy miłość jest odwzajemniona – oto według prof. Helen E. Fisher, antropolożki kultury z Rutgers University, typowe objawy zakochania – uwaga! – niezależne od czasów, w jakich przyszło nam żyć i wzorców kulturowych. Fisher przez sześć lat badała mózgi (metodą magnetycznego rezonansu jądrowego) i zachowania szaleńczo zakochanych ludzi. I nie ma już wątpliwości, że namiętność to podstawowy ludzki popęd. „Podobnie jak łaknienie i pragnienie oraz instynkt macierzyński jest on potrzebą fizjologiczną” – podkreśla Fisher. Innymi słowy, zakochałeś się? Nie próbuj z tym nawet walczyć. Co się dzieje w naszym mózgu w czasie zakochania? Przede wszystkim podnosi się poziom dopaminy, która jest odpowiedzialna m.in. za koncentrację uwagi i zachowania ukierunkowane na osiągnięcie celu. Jej wysokie stężenie sprawia, że czujemy euforię i przypływ energii, wpadamy w ekstazę, nie możemy spać, tracimy apetyt, kołacze nam serce, a oddech przyspiesza. To dopamina podsyca rozpaczliwe wysiłki ratowania miłosnego związku. To dzięki niej jesteśmy w miłości – nawet nieodwzajemnionej – tak wytrwali.

Drugim neuroprzekaźnikiem, który zalewa mózg zakochanego, jest noradrenalina. Dzięki niej zapamiętujemy najdrobniejsze szczegóły działań ukochanego i wspólnie spędzonych chwil. Ważna jest jeszcze serotonina, której poziom akurat gwałtownie spada. Efekt? Myślenie o wybranku cały czas i zachowania typowe dla nerwicy natręctw.