Czytam książkę Helen E. Fisher „Dlaczego kochamy” i wciąż niestety nie rozumiem, dlaczego kochamy tę, a nie inną osobę. Wygląda na to, że słynna antropolog też ma z tym pewien problem: „Miłość może zostać rozbudzona, kiedy najmniej się tego spodziewamy, przez czysty przypadek”.

Oczywiście wiadomo, że liczy się biologia i chęć przedłużenia gatunku. A więc mężczyźni szukają kobiet młodych i pięknych, bo jest większe prawdopodobieństwo, że dadzą im zdrowe potomstwo. Kobiety natomiast odczuwają pociąg do bogactwa, wysokiej pozycji społecznej i tężyzny fizycznej, bo mężczyźni z takimi atrybutami zapewnią im i ich dzieciom bezpieczeństwo – oto biologiczne predylekcje, które potencjalnie mogą uruchomić mózgowy mechanizm miłości romantycznej. Według Fisher naszymi upodobaniami kieruje też element nowości. „Przedstawiciele obu płci często czują pociąg do osób, które wydają się im tajemnicze. Jak pisał Baudelaire, »kochamy kobiety proporcjonalnie do stopnia, w jakim są dla nas nieznane«. Poczucie, że wymyka się nam nieuchwytny, ogromny skarb, może wyzwolić romantyczną namiętność”. Ha, gonienie króliczka! Podsumowując: większość ludzi na świecie czuje miłosny pociąg do nieznanych sobie osób, ale o tym samym pochodzeniu etnicznym i społecznym, wyznających tę samą religię, które są w podobnym stopniu atrakcyjne, mają porównywalną inteligencję oraz podobne postawy, oczekiwania, wartości, zainteresowania i umiejętności społeczne i komunikacyjne.

 

Rozhuśtać most

Czy jest coś, co jednak może sprzyjać zakochaniu? „Tak, na przykład seks. Gdyby pani po tej sesji 36 pytań poszła ze swoim znajomym do łóżka – do czego oczywiście pani nie namawiam – jest duża szansa, że by się pani w nim zakochała. Bo seks sam w sobie prowadzi do namiętności” – tłumaczy prof. Wojciszke. Hm... A jakiś inny, mniej ryzykowny trik? Helen E. Fisher podpowiada: „Ludzie, którzy są emocjonalnie pobudzeni, czy to przez radość, czy przez smutek, niepokój, strach, ciekawość czy jakiekolwiek inne uczucie, są o wiele bardziej podatni na ulegnięcie tej namiętności. Wszystkie stany poruszenia czy wzburzenia umysłu związane są z działaniem mechanizmów pobudzenia w mózgu oraz pod-niesionym poziomem hormonów stresowych. W obu przypadkach ulega podwyższeniu poziom dopaminy, tworząc odpowiednie warunki neurochemiczne dla pojawienia się romantycznej namiętności”.

Przypomina mi się badanie, które przeprowadzili Donald Dutton i Arthur Aron. Mężczyźni przechodzili przez chwiejny most, na które-go końcu czekała na nich piękna dziewczyna. W nagrodę dawała im swój numer telefonu. Jak się okazało, dzwonili do niej ci mężczyźni, którzy szli po bardziej chwiejnym moście, a ci, którzy szli po bardziej stabilnym, nie dzwonili. Mężczyznom łatwiej było przypisać swoje pobudzenie (szybsze bicie serca, trzęsące się ręce i nogi) atrakcyjnej kobiecie, która na nich czeka, niż strachowi, który wynika z niebezpiecznej sytuacji. Na koniec naszej rozmowy prof. Bogdan Wojciszke radzi mi: „Nic tak nie sprzyja zakochaniu jak solidne gradobicie”.