Weź to na klatę!

Zanim zaczniesz czytać ten tekst, uprzedzam, że może nie być przyjemnie. Możesz poczuć się dotknięty, a może nawet stwierdzisz, że autor przesadza. A już bardzo jest prawdopodobne, że uznasz, że opisane zjawiska są prawdziwe w stosunku do innych ludzi, ale nie do ciebie. Będzie o tym, jak sobie radzimy ze słuchaniem niemiłych informacji.

Większość ludzi rozumie, że krytyka ich aktywności służy rozwojowi, ale przykłady pokazujące zachowanie krytykowanych sportowców, menedżerów i pracowników dowodzą, że raczej sobie nie radzimy ze słuchaniem negatywnych informacji zwrotnych.

Jakkolwiek byśmy próbowali oswoić krytykę, nazywając taki przekaz feedbackiem, informacją rozwojową, konstruktywną oceną, to nasze ego jest zbyt czujne, by dać się nabrać na te piękne słówka i włącza alarm w mózgu. Krytyka boli i to nie jest metafora. Niektórych na przykład boli noga, gdy po rozmowie zbyt mocno w coś kopną. Stres związany z przyjmowaniem negatywnych informacji ma swój fizjologiczny wymiar.

Gdy nasze ego jest zagrożone, organizm aktywuje różne mechanizmy obronne. Jest zrozumiałe, że nie zaprzeczamy, szukamy usprawiedliwienia, manipulujemy kontekstem sytuacyjnym. Ma to swoje dobre strony, ponieważ w ten sposób dokonujemy selekcji otrzymanych informacji. Wyobraź sobie, co by się działo, gdybyś przejmował się każdą opinią i wdrażał od razu plan poprawy.

Niestety, budowanie oporu przed przyjmowaniem krytyki przychodzi nam zbyt łatwo. Możemy zacząć zachowywać się jak selekcjoner przed klubem, który tak skutecznie strzeże drzwi lokalu, że klub bankrutuje. Trudno nauczyć się konstruktywnej reakcji na krytykę, a jak powiedział podobno Boris Becker – informacja zwrotna jest śniadaniem mistrzów. Ten znakomity tenisista nawet u szczytu kariery szukał krytycznych uwag na temat swojej gry, a był przecież absolutnym hegemonem.

Jak się nauczyć reagowania na krytykę? Czego się wystrzegać? Proponuję przyjrzeć się różnym postawom, które przyjmujemy w tej niekomfortowej sytuacji.

Oceń, jak ty sobie radzisz. Zastanów się, co możesz robić lepiej.

 

Masz zwyczaj rozpamiętywania niesprawiedliwej oceny?

To znaczy, że wszystko z tobą jest OK. Nie wierzę, gdy ktoś mówi, że jest odporny na niesprawiedliwą ocenę. Ktoś, kto ocenia, może się zwyczajnie pomylić, nie zrozumieć celu, do którego zmierzaliśmy, kierować się nieadekwatnymi kryteriami.  Nasze całe ciało wręcz krzyczy z oburzenia, a rozum przygotowuje oficjalny protest.

Trzeba jednak sprawdzić, czy nie zaczynamy nadmiernie przeżywać takiej niesprawiedliwej oceny. Złapanie kogoś na tym, że jest nieporadny i pogubił się, to świetna okazja do żartu i poprawienia sobie nastroju. Jeśli stale używamy takiego przykładu jako dowodu w różnych sporach (np. by podważać każdą ocenę kogoś, kto raz się pomylił), to znaczy, że zachowujemy się jak polityk, który używa wszelkich metod, aby pokazać się w lepszym świetle. 

Najgorzej, jeśli wytworzymy mechanizm pozwalający nam nie słuchać tych, którzy kiedyś nas zranili nieprzemyślanym słowem.

 

"Ludzie, którzy mnie krytykują, robią to nieprofesjonalnie".

Pamiętam jedno z zadań na pewnym szkoleniu. Zostaliśmy poproszeni o wypisanie, w jaki sposób chcielibyśmy być krytykowani. Szybko powstała lista życzeń. Wynikało z niej, że informacja zwrotna powinna być pomocna, konkretna, przekazana w właściwej formie i odpowiednich warunkach. Zupełnie jakby człowiek nie miał emocji, tylko chłodny rozum. Tak raczej nie bywa.

Osoba, która cię krytykuje, również jest w kłopotliwej sytuacji. Często wchodzi w rozmowę z tobą pod wpływem impulsu, nie ma przemyślanych zdań, ma kłopoty z trafnością oceny wydarzeń, które dotyczą twojej osoby. Coś się jej nie podoba, ale nie wie, jak to nazwać. Łatwiej jest powiedzieć, że coś nam się nie podoba, trudniej wskazać konkretne zarzuty, a jeszcze trudniej zaproponować rozwiązania.

Nie mamy wpływu na przebieg takiej rozmowy, ale możemy mimo to dowiedzieć się czegoś ważnego, nawet jeśli rozmówca używa generalizacji i silnych emocjonalnych określeń. Pod warunkiem, że pokażemy mu naszą otwartość na informację zwrotną, spróbujemy pomóc „recenzentowi” wyodrębnić zastrzeżenia, wspólnie z rozmówcą przeanalizujemy krytycznie omawiane sytuacje.

Jeśli natomiast przyjmiemy postawę zamknięcia, swoim zachowaniem okażemy lekceważenie, dorzucimy ironię albo kontrkrytykę (np. „to bez sensu, co mówisz”), stracimy szansę dowiedzenia się czegoś wartościowego, choć przekazanego w mało profesjonalny sposób.

 

Po słusznej krytyce, gdy coś rzeczywiście poszło nie tak jak trzeba, masz tendencję do czarnowidztwa.

Gdy przeżywamy niepowodzenie, w naszej głowie przewija się dramatyczny film. Widzimy kluczowe momenty, które doprowadziły nas do błędu, a nawet mamy wrażenie, że to musiało tak się skończyć. Mamy tendencję do oskarżania się o brak czujności i naiwność.

Ta silna potrzeba wyjaśnienia przyczyn porażki jest zrozumiała i może nam pomóc w przyszłości unikać podobnych wpadek, warto jednak szybko zakończyć grzebanie w przeszłości. Zapamiętane wydarzenia wyświetlają się w głowie w swojej katastrofalnej wersji, złość podpowiada, co mogliśmy zrobić, co powiedzieć lub jak rozpoznać zagrożenia, aby uniknąć odpowiedzialności za błąd. Najgorzej, jeśli uwierzymy, że mamy jakąś wadę, stałą cechę, która nas dyskwalifikuje.

Poradniki psychologiczne zalecają potraktowanie porażki jako koniecznego etapu rozwoju. Od nas tylko zależy, co wniesie do pracy to, co nazywamy porażką. Jeśli dobrze ją przepracujemy, za kilka lat powiemy, że było to ważne doświadczenie.