Facylitacja być może wydaje się trudnym słowem, ale oznacza coś dokładnie przeciwnego. Chodzi bowiem o ułatwianie, usprawnianie spraw lub projektów, które dotyczą jakiejś organizacji, zespołu czy społeczności. „Mamy dwie ważne składowe procesu facylitacji – wyjaśnia Jolanta Marszewska, ekspert i praktyk facylitacji metodą Process Iceberg, którą w 2009 roku wprowadziła do Polski. Musi być grupa i musi być problem do rozwiązania, np. dotyczący źle działającego procesu, projektu, który mija się z założeniami ważnymi dla organizacji. Jest więc jakaś wspólna sprawa, cel, który ludzie chcą osiągnąć i dla którego się spotykają”.

Ważne jest też upewnienie się – zanim przejdziemy do fazy poszukiwania rozwiązań – z jakim naprawdę problemem mamy do czynienia. Facylitacja nie polega na doradzaniu, ponieważ grupa zawsze wypracowuje własne rozwiązania. Nie jest też metodą nauczania partycypacyjnego, chociaż trenerzy podczas szkoleń chętnie wykorzystują jej elementy. Ani kolejną odmianą coachingu, w którym najważniejszy jest rozwój jednostkowy. Czym zatem jest?

Facylitacja to proces, w którym osoba określana jako facylitator – neutralna i niepodejmująca decyzji merytorycznych – zwiększa efektywność pracy grupy w realizacji zamierzonych celów, szczególnie w skomplikowanych sytuacjach niepewności i przy złożonych problemach, stosując interwencje, aby pomóc grupie w:

• rozpoznaniu problemu,
• określeniu możliwych rozwiązań,
• podejmowaniu decyzji,
• przygotowaniu planów działań.

Źródło: www.facylitacja.com

Nacisk na efekt

Facylitacja pomaga ludziom znaleźć ich własne odpowiedzi na postawione wcześniej pytania. Podstawą jest równe prawo każdego do działania i wypowiedzi, poszukiwanie porozumienia i docenianie różnorodności, która pojawia się w czasie pracy. „Ustalamy cele, wdrażamy pewną strukturę, ale treść tego, co zostanie wypracowane, zależy od grupy. Facylitator zawsze jest neutralny.