Najtrudniej było przez tych kilka minut, kiedy widać tylko jego twarz: bruzdy, zmarszczki, pory skóry. Kamera pokazuje je z bardzo bliska, centymetr po centymetrze, w niewyobrażalnie wolnym tempie. Kawałek policzka zajmuje cały ogromny ekran – nie mam gdzie uciec wzrokiem. Wrażenie bliskości jest tak wielkie, że prawie czuję ciepło tego obcego człowieka. Mijają minuty. Kamera przesunęła się o centymetr, za to moje myśli galopują, pokonując całe lata stąd w przyszłość i przeszłość, i odwiedzając setki miejsc – i takich, w których rzeczywiście byłam, i takich, które w ogóle nie istnieją. Jestem zawstydzona tą nieoczekiwaną intymnością i próbuję przed nią uciec.

Tak pamiętam początek „Wędrówki na Zachód” Tsaia Ming-lianga. W godzinnym filmie tajwańskiego reżysera obserwujemy buddyjskiego mnicha, który porusza się ulicami Marsylii. Niezwykle skupiony, idzie wolniuteńko, w dość dziwny sposób, tak jakby każdy jego krok był medytacją. Zwalniamy i my, siłą rzeczy, i przyglądamy się światu na ekranie, który przecież wcale nie jest egzotyczny, a w każdym razie zdecydowanie nam bliższy niż ten, z którego przyjechał mnich. Chyba bardziej egzotyczne i zadziwiające może się okazać to, co się z nami dzieje, co czujemy i myślimy podczas oglądania filmu. Czego się o sobie w kinie dowiadujemy.

Krystyna Romanowska w tym numerze „Coachingu” zachęca, byśmy odważyli się dowiedzieć, co nam przeszkadza żyć w zgodzie ze sobą. Pokazuje też, że odwaga wyrasta z wrażliwości, z lęku, ze wstydu. „W odwadze nie chodzi o wygraną czy przegraną, o skopanie tyłka. Chodzi o pokazanie się takim, jakim jestem, kiedy nikt nie daje gwarancji, że mi się uda” – uważa psycholożka Brené Brown, autorka książki „Z wielką odwagą”. Nie jest łatwo przestać udawać kogoś, kim uważamy, że powinniśmy być, i sprawdzić, jacy naprawdę jesteśmy. Czasem łatwiej niż w spotkaniach z prawdziwymi ludźmi zrobić to w kontakcie ze sztuką, choćby oglądając film o mnichu, który bardzo wolno chodzi.

Zobacz spis treści najnowszego Coachingu!