Przegłodzony ptak Patagonii

W 2011 roku firma Patagonia postanowiła pójść pod prąd. Kiedy z okazji Czarnego Piątku Amerykanie szturmowali wyprzedaże, w „New York Timesie” pojawiło się zdjęcie wyprodukowanego przez nią rozpinanego polara, a obok napis: „Don’t Buy this Jacket”. Niżej znajdowały się szczegóły dotyczące szkód dla środowiska, które wyprodukowanie owej kurtki powoduje, a także zachęta do podwójnego zastanowienia się przed zakupem jakiejkolwiek rzeczy. Hipokryzja? Świetny zabieg marketingowy? A może wizja, którą warto wspierać? Jedno jest pewne, założyciel produkującej specjalistyczne sportowe ubrania Patagonii zna się na tym, co robi, bo większość życia spędził wspinając się w Argentynie, łowiąc ryby w Rosji i surfując w Kalifornii. Nieraz dla dobra środowiska naturalnego ryzykował płynność swojego interesu. Nie bez powodu też znalazł się na liście „100 najlepszych pracodawców” magazynu „Fortune”, a jego przedsiębiorstwo na liście „100 firm najbardziej przyjaznych pracującym matkom”. Yvona Chouinarda można więc z czystym sumieniem nazywać skutecznym biznesmenem i wizjonerem, ale na pewno nie hipokrytą.

 

Biznesmen w sandałach

Urodził się w 1938 roku w zdominowanym przez francuskojęzycznych Kanadyjczyków miasteczku Lisbon w stanie Maine. Jako siedmiolatek przeniósł się z rodziną do Burbank w Kalifornii. „Lekcje historii były okazją do ćwiczenia wstrzymywania oddechu, dzięki którym mogłem w weekend głębiej zanurkować i wyłowić kilka homarów” – wspomina lata szkolne. Zamiast bakcyla nauki połknął bakcyla gór – najpierw jako członek klubu sokolniczego, a później jako zapalony wspinacz. Po pierwszych wejściach w Parku Narodowym Yosemite zorientował się, że używane przez niego haki są za mało wytrzymałe. Kupił więc na złomowisku przenośny piec kowalski, kowadło i młot i postanowił robić je sam. W ten sposób brodaty osiemnastolatek w sandałach ze skórzanej plecionki dał początek firmie, która w ciągu 15 lat miała stać się największym producentem sprzętu wspinaczkowego w USA. Zanim jednak to nastąpiło, Yvon sprzedawał swoje wyroby z bagażnika samochodu, budżet uzupełniał pieniędzmi ze znalezionych i sprzedanych butelek, a codzienną dietę – kocią karmą.

Po sukcesie Chouinard Equipment Yvon wciąż żył według swoich zasad. W pierwszym katalogu swojej firmy ostrzegał klientów, żeby nie spodziewali się szybkiej wysyłki w okresie wspinaczkowym, a gdy wysokość fali przekraczała półtora metra, brał deskę pod pachę i zamykał warsztat. Z Malindą – swoją żoną i wspólniczką – pomieszkiwał w ciężarówce, miał też w zwyczaju pić wodę z lokalnych źródeł, aby uodpornić się na pierwotniaki i pasożyty. W myśl tej samej idei w przyszłości miał zabraniać swoim dzieciom mycia rąk przed jedzeniem. W 1968 roku zostawił obowiązki firmowe na głowach swoich wspólników i wyruszył w podróż do Ameryki Południowej, gdzie surfował wzdłuż zachodniego wybrzeża, zjeżdżał na nartach ze zboczy chilijskich wulkanów i wspinał się na górę Fitz Roy. Zarówno elastyczne godziny pracy, jak i widok tego patagońskiego szczytu pozostały z nim na zawsze – te pierwsze jako część polityki firmy, a ten drugi jako logo na metkach produkowanych przez niego ubrań.