Do dziś uważam, że jedzenie smakuje lepiej, gdy jest spożywane na świeżym powietrzu. Znam też powód tej skłonności - otóż jako dziecko większość czasu spędzałam, bawiąc się na tzw. podwórku, a na posiłki do domu wpadałam tylko na chwilę, żeby nie tracić czasu na zabawę (a tę przecież można kontynuować z kanapką w dłoni). Dziś uważam, że jestem szczęściarą, mając takie wspominania z dzieciństwa.

Potwierdza to najnowsze badanie naukowców  z Instytutu Zdrowia Globalnego w Barcelonie, opublikowane na łamach International Journal of Environmental Research and Public Health. Jest to jedno z pierwszych badań, które podejmują ten temat  i wskazują na realny związek między mniejszym kontaktem z przyrodą w dzieciństwie a gorszym zdrowiem psychicznym w wieku dorosłym.

 

Spacer po lesie procentuje!

Naukowcy zebrali dane od niemal 3,6 tys. osób z czterech różnych krajów europejskich. Badanym zadali pytania o to, czy jako dzieci spacerowali po lasach, parkach narodowych, wędrowali po górach lub bawili się na podwórku. Następnie uczestnicy zostali poproszeni o wykonanie testu psychologicznego, który miał określić, czy w ciągu ostatniego miesiąca czuli się rozdrażnieni, zmęczeni albo przygnębieni.

Jak się okazało, uczestnicy badania, którzy uzyskali  lepsze wyniki w testach zdrowia psychicznego, w dzieciństwie spędzali więcej czasu wśród przyrody (ta zależność utrzymywała się nawet jeśli jako dorośli spędzali mniej czasu na świeżym powietrzu).

Im mniejszy kontakt z naturą w dzieciństwie, tym większe prawdopodobieństwo występowania depresji i lęków w wieku dorosłym.

Osoby, które dzieciństwie cieszyły się czasem na świeżym powietrzu bardziej doceniają znaczenie przyrody już jako osoby dorosłe.

Badania należy traktować jedynie jako szkic, ale o solidnych podstawach. Wątpliwości może budzić to, że uczestnicy opowiadali o swoich wspomnieniach, a te mogły być stronnicze lub zniekształcone. Zdaniem autorów, dopiero badania podłużne(mające na celu badanie tych samych jednostek na przestrzeni długiego czasu, by zaobserwować zachodzące u nich zmiany), pozwolą obiektywnie ocenić powiązania między kontaktem z naturą w dzieciństwie a zdrowiem psychicznym i fizycznym w późniejszym życiu.

Podobne wnioski sugerowało badanie przeprowadzone na terenie Danii. Wynikało z niego jednoznacznie, że osoby zamieszkujące obszary pozbawione zieleni są dużo bardziej narażone na zaburzenia psychiczne. Inne dociekania, tym razem amerykańskie, wskazały na związek między przebywaniem w otoczeniu zieleni a niższym ryzykiem depresji.

Jak to wyjaśnić?

 

Przyroda dosłownie zmienia mózg

Zdaniem ekspertów, ekspozycja na zieleń jest skorelowana ze zmianami strukturalnymi w rozwijającym się mózgu dziecka. To na razie hipoteza, ale bardzo prawdopodobna.

Nasi praprzodkowie żyli w dżunglach i sawannach, w związku z czym stale obcowali z naturą w jej najdzikszym wydaniu. Nasze mózgi są więc ewolucyjnie przystosowane do tego, by rozwijać się w otoczeniu przyrody.

Tak naprawdę dopiero w ciągu ostatnich kilkuset lat przenieśliśmy się do miast (obecnie 73% Europejczyków mieszka na obszarach miejskich, a do roku 2050 będzie to ok. 80 proc.). - Nasze mózgi nie są na to gotowe, co tworzy pewnego rodzaju napięcie, czy wręcz stres.

Istnieją zatem przekonujące dowody na to, że organizacja naszych miast i odcięcie od natury może zaszkodzić zdrowiu psychicznemu. Nie bez powodu naukowcy z Instytutu Zdrowia Globalnego wzywają decydentów do zapewnienia przestrzeni  zielonych wokół szkół i uwzględniania w programie nauczania godzin spędzonych na łonie natury.

Nasze mózgi do prawidłowego rozwoju potrzebują zieleni.