Studnia Piekieł (z ang. Well of Hell) szerzej znana jest jako studnia Barhout. To ogromne naturalne zapadlisko o nieznanym pochodzeniu. Usytuowane jest w pustynnej części prowincji Al-Mahra na wschodzie Jemenu, niedaleko granicy z Omanem. Ta naturalna formacja geologiczna z zewnątrz przypomina ogromny ślad po kuli, a wejście do niej ma ponad 30 metrów szerokości.

Studnia Piekieł – więzienie dla pustynnych demonów?

Przez setki lat jaskinia obrosła licznymi mitami i opowieściami. Jedna z ludowych legend głosi, że studnia powstała jako więzienie dla dżinnów. Nie chodzi oczywiście o sympatyczne duszki z bajek, które spełniają życzenia, a o demony i duchy powstałe z czystego ognia, które posiadają nadnaturalną potęgę i mogą przyjmować dowolną postać.

W dawnych wierzeniach arabskich wiara w dżinny była bardzo silna, a same duchy utożsamiały wszystkie wrogie człowiekowi siły natury. Świadomość, że gdzieś na pustyni czeka pułapka, w którą może wpaść nieostrożny demon, musiała być wówczas dla ludzi pociechą. Nawet, jeśli potem jego potępieńczy skowyt niósł się nocami przez pustynię, docierając aż do ludzkich osad.

Inne lokalne historie mówią o dziwnych dźwiękach i nieprzyjemnych zapachach, jakie miałyby wydobywać się z wnętrza jaru. Mimo tych niepokojących opowieści – a może właśnie ze względu na nie – nikt dotychczas nie zdecydował się zejść na dno jaskini (a przynajmniej nic o tym nie wiadomo). Jako pierwsi tego zadania podjęli się pasjonaci z Omanu.

Pierwsza w historii wyprawa na dno Studni Piekieł

Zdobycia Studni Piekieł podjął się zespół grotołazów Oman Cave Exploration Team (OCET). Ich zejście sprzed kilku dni uznano za pierwsze w historii, ponieważ nie ma żadnych informacji, które potwierdzałyby, że ktokolwiek wcześniej próbował zbadać głębiny jaskini Barhout.

Jemeńscy urzędnicy, pytani przez agencję AFP o losy jaskini, przyznali, że nie wiedzą, co znajduje się na dnie zapadliska, które „według ich szacunków ma miliony lat”. Dodając, że nigdy nie dotarli do dna, a najgłębiej zapuścili się na 60 metrów w dół. – Zauważyliśmy w środku dziwne rzeczy. Wyczuliśmy też coś dziwnego... To tajemnicza sytuacja – mówił AFP Salah Babhair, dyrektor generalny urzędu badań geologicznych i zasobów mineralnych w Mahrze.

Te słowa nie przestraszyły śmiałków z OCET. Po ustawieniu zabezpieczeń nad wejściem do jaskini, ośmiu członków zespołu zostało spuszczonych na dół na linach, a dwóch pozostało na górze, aby koordynować akcję i pomóc kolegom w wyjściu na powierzchnię.

Na dnie znaleziono węże i martwe ptaki

Choć wyprawa na dno jaskini o tak ciekawej nazwie brzmi jak idealny wstęp do horroru, to cała akcja przebiegła bez nieprzewidzianych zwrotów akcji. Uczestnicy nie stanęli oko w oko z dżinnami, demonami ani nieznanymi gatunkami zwierząt. Zamiast tego odkryli, że jaskinia sięga 112 metrów w głąb ziemi, a na jej dnie znaleźli węże i szczątki zwierząt (głównie ptaków), które zapewne trafiły do jaskini i nie mogły się z niej wydostać.

To właśnie rozkładające się zwłoki zwierząt mogły odpowiadać za „dziwny zapach”, o którym mówili urzędnicy i lokalni mieszkańcy – wyjaśnia prof. Mohammed al-Kindi, geolog z Niemieckiego Uniwersytetu Technologicznego w Omanie, który jako jeden z grotołazów zszedł na dno jaskini.

Największą uwagę badaczy przyciągnęły limonkowo-zielone perły jaskiniowe, wyrzeźbione w kamieniu przez wodę. – Pobraliśmy próbki wody, skał, gleby i niektórych martwych zwierząt, ale jeszcze ich nie przeanalizowaliśmy – poinformował  prof. Kindi i dodał, że pełny raport dotyczący odkryć zostanie wkrótce opublikowany.

Kindi, który jest również właścicielem firmy konsultingowej zajmującej się górnictwem i ropą naftową, ma nadzieję, że wewnętrzna struktura jaskini pozwoli zdobyć nowe informacje dotyczące budowy geologicznej jemeńskiej pustyni.

 

Źródło: AFP.