Kiedy Jakub Fugger przyszedł na świat, jego rodzina plasowała się na czwartym miejscu w rodzinnym Augsburgu. Jej majątek w kwocie nieco ponad 10 tys. guldenów był blisko trzydziestokrotnie mniejszy niż największego ówczesnego krezusa Europy Kosmy Medyceusza.

Inna rzecz, że Jakub był dopiero drugim pokoleniem Fuggerów, którzy urodzili się w mieście – awans społeczny tej rodziny wiejskich tkaczy do pozycji znaczących kupców był więc dość szybki jak na standardy epoki. A sytuacja rodzinnej firmy w tym właśnie momencie, w 1459 r., stawała się naprawdę dynamiczna.

Ród Fuggerów wzbogacił się na handlu i dyplomacji

Dawni tkacze, sporadycznie inwestujący też w nieruchomości, posiadali już swoje faktorie w Wenecji, Bolzano, Mediolanie, Norymberdze, Frankfurcie, Brugii i Antwerpii. Handlowali wszystkim, co znajdowało nabywców. Z czasem mieli nawet… kupić tron cesarski.

Doskonale rozumieli, że biznes nie może funkcjonować w oderwaniu od polityki i właśnie dzięki umiejętnej grze łapówką, pożyczką, informacją i przysługą umacniali swoje polityczne wpływy. „Niektórzy z faktorów Fuggerów już wtedy pełnili funkcje dyplomatyczne i na książęcych dworach reprezentowali firmę niczym ambasadorzy zaprzyjaźnionego kraju” – zauważał niemiecki historyk Günter Ogger.

Młodzieńcze lata Jakub spędził właśnie, objeżdżając faktorie, wnikając w meandry handlu i polityki. Był bystrym obserwatorem. Dzięki Wenecjanom zrewolucjonizował np. niemiecką rachunkowość, wprowadzając potrójny zapis każdej transakcji. Dziś wydaje się to oczywiste, ale w tamtym czasie zarejestrowanie każdej operacji, a następnie odnotowanie jej najpierw jako wydanie towaru, a następnie wpływ gotówki lub odwrotnie, było zupełną nowością.

Ale i koniecznością w tej coraz bardziej rozrastającej się firmie. Dzięki nowoczesnej księgowości Jakub zdobył dokładny wgląd w finanse firmy, co zapewniło mu kontrolę nad jej działalnością i możliwość dalszego planowania inwestycji. A miał w tej kwestii bardzo sprecyzowane plany.

Jakub Fugger szybko zrobił karierę, handlując metalami

W dużej mierze Jakub zawdzięczał karierę matce, która – wbrew rodzinnej tradycji – wysłała go na naukę złotnictwa. To z pewnością dzięki temu jako pierwszy z Fuggerów zwrócił uwagę na korzyści płynące z obrotu metalami i kruszcami. Zapotrzebowanie na nie w ówczesnej Europie gwałtownie rosło, m.in. w związku z ciągiem wojen między Francją i monarchiami habsburskimi, w które zaangażowane były również Anglia, Szwajcaria, a nawet Węgry i Turcja.

Ale nie tylko. W tym właśnie okresie wynalazek wielkiego koła wodnego, napędzanego nie – jak dotąd – nurtem rzeki, lecz spadającą wodą, pozwolił wznieść na niespotykany dotąd poziom zarówno górnictwo, jak i hutnictwo. W pierwszym przypadku możliwe stało się wypompowywanie wody z niżej położonych szybów, a zatem docieranie na znacznie większe głębokości.

W kwestii zaś hutnictwa, w nowoczesnych piecach osiągano teraz znacznie wyższe temperatury, dzięki czemu wytapiana ruda zamieniała się w płynną masę, nie zaś jak dotąd – gęstą. Zwiększyło to wydajność i umożliwiło tworzenie wyrobów cieńszych i bardziej precyzyjnych niż druty czy blachy, a także wybijanie bardziej złożonych wzorów na monetach.

Jakub zdawał sobie z tego sprawę, ale wiedział też znacznie więcej. Jako chłopak wychowany w rodzinie kupieckiej, szybko zaobserwował, że wydobyciem złota i srebra w salzburskich Alpach zajmowały się niewielkie, samodzielne spółki, przeważnie permanentnie zadłużone. Podobnie zresztą jak lokalni książęta w Tyrolu, w których rękach znajdowały się najbogatsze w Europie złoża rud metali. Wszyscy oni potrafili kopać, ale handlować już niekoniecznie.

Pożyczając im pieniądze, Jakub stopniowo przejmował na własność kolejne kopalnie, by już w 1488 r., nie mając jeszcze trzydziestu lat, kontrolować wydobycie i handel całego tego regionu. Znając się nieźle na nowych technologiach, szybko zwielokrotnił wydobycie, a korzystając z rodzinnych dróg handlowych, w ciągu kilku lat stał się potentatem na skalę europejską.

Dla ambitnego biznesmena to jednak wciąż było za mało. Solą w oku były dla niego złoża metali zalegające między Krakowem, Bratysławą i Budapesztem. Tu sprawa jednak nie była taka prosta, bo Węgry w tym okresie były zdecydowanie antyhabsburskie i otrzymanie jakiejkolwiek koncesji graniczyłoby z cudem.

Wielkie pieniądze miewają jednak zdolności cudotwórcze. Jakub nawiązał mianowicie kontakt z Janem Thurzo, uchodzącym wówczas za jednego z najzdolniejszych technologów górnictwa w tej części kontynentu. On także znał handel włoskich miast – studiował w Rzymie, w Padwie – fortunę jednak przyniósł mu inżynierski geniusz. W 1509 r. pisał o nim Marcin Bielski: „Naprzód jął odganiać srebro od ołowiu przez miedź, z czego bardzo zbogaciał z chudego pachołka”.

Potęga rodu Fuggerów wyrosła z kopalni i metalurgii

Kronikarz pisze tu o seigrowaniu – opracowanej przez Thurzo technologii otrzymywania czystej miedzi i srebra z rudy, zwanej czarną miedzią. Thurzo wpadł na pomysł topienia tej rudy z ołowiem, w efekcie czego powstawał amalgamat, z którego przy dość niskiej temperaturze z łatwością odłączano ołów, a pozostawała czysta miedź.

Thurzo kupował tanio rudę, przywoził ją końmi pod Kraków i tu przetapiał z ołowiem w szeregu hut w olkuskim. Później zaś wybudował pierwszą seigrową hutę w podkrakowskiej Mogile. „Na kształt Etny pałające piece za miastem Krakowem, pełne miedzi, srebra i złota ogniem spojonych” – jak opisywał ją znakomity kartograf tamtych czasów Bernard Wapowski.

Ani on, ani Bielski nie wspomnieli, że choć istotnie Thurzo przeszedł do historii metalurgii jako wynalazca procesu seigrowania, pierwsze większe pieniądze przyniósł mu unikalny talent do odwadniania kopalni. To nabrało dodatkowego znaczenia po zawarciu spółki z Fuggerem.

Wszystko to było ważne, większe znaczenie miało jednak to, że choć Jan pochodził ze spiskiej Lewoczy, posiadał obywatelstwo Krakowa. Fugger zaproponował mu spółkę na równych prawach i już wkrótce firma Ungarischer Handel weszła w posiadanie wszystkich kopalni w Karpatach.

Już w tym momencie była praktycznie monopolistą na skalę kontynentu. W kolejnych latach głównie przez podstawionych kupców zdobył też kopalnie na Dolnym Śląsku, w Hiszpanii, a nawet wydobywał sól w Tyrolu, co dodatkowo umocniło jej pozycję.

Spółka nie ograniczała się jednak wyłącznie do wydobycia i obrotu surowcami. Gdzie się dało budowano całe zaplecze metalurgiczne: kuźnie, huty, odlewnie, urządzenia do seigrowania, fabryki armat, mennice… Bodaj najbardziej imponującym przedsięwzięciem było stworzenie w 1495 r. Fuggerau – kompleksu metalurgicznego w Karyntii połączonego z twierdzą, a więc praktycznie ufortyfikowanego miasta robotniczego.

Dobiegając czterdziestki, Jakub Fugger był już najbogatszym człowiekiem Europy, a więc zapewne także świata. Swoje roczne dochody szacował na równowartość dochodów 25 tys. rodzin, nic więc dziwnego, że szybko przylgnął do niego przydomek „der Reiche” – bogacz.

Firma Jakuba Fuggera miała własną armię i wpływała na politykę Europy

Bogaczami nie zostają ludzie sentymentalni i Jakub z pewnością takim nie był. Jako jeden z pierwszych trudnił się np. handlem czarnoskórymi niewolnikami. Przewoził ich do Ameryki Południowej, a konkretnie na tereny dzisiejszej Wenezueli – będącej jego zamorskim centrum handlowym.

Kiedy zaś Albrecht Hohenzollern pożyczył od niego 30 tys. dukatów na wykup od kurii rzymskiej arcybiskupstwa w Moguncji, Fugger stał się monopolistą na handel odpustami w tym regionie. Całkiem dosłownie. Kaznodzieja odpustowy odbywał podróże w towarzystwie przedstawiciela rodziny i pieniądze z każdego rozgrzeszenia natychmiast trafiały do jego kufra.

Było to postępowanie tak ostentacyjnie cyniczne, że nie ma dziś wątpliwości, iż zaledwie kilka lat później przyczyniło się do wybuchu reformacji, a wraz z nią, wojen religijnych XVI w. O tym zaś, do jakiego stopnia Jakub Bogacz kręcił ówczesnym światem, może świadczyć to, że na wojnach tych zarobił krocie, wspierając złotem i armatami… kontrreformację.

Zresztą Ungarischer Handel miał w zasadzie własną armię. Kompleksy metalurgiczne musiały być chronione zarówno od wewnątrz – przed buntami pracowników, jak i na zewnątrz – przed potencjalnymi napadami. A olbrzymie karawany, ciągnące z Węgier, przez Kraków i Wisłą do Gdańska lub z Dolnego Śląska, Odrą przez Wrocław do Szczecina, wymagały zawsze zbrojnej eskorty. Nawiasem mówiąc, to właśnie dlatego położony w głębi lądu Kraków zaliczany był do ekskluzywnego kręgu miast hanzeatyckich.

Nie ma tu wyliczeń – tym bardziej że było to wojsko najemne i jego liczebność się zmieniała. Ale prawdopodobnie podbicie tego czy innego księstwa nie stanowiłoby dla firmy poważniejszego wyzwania. Zwłaszcza, że wpływy polityczne z pewnością zapewniłyby jej stosowne sojusze.

Jakub Fugger doskonale wykorzystał możliwość budowy nowych dróg

Fugger zawierał je zresztą również w czasach pokoju. XVI wiek przyniósł rewolucję technologiczną w wielu dziedzinach, ale jedno nie rozwinęło się zupełnie od starożytności, a mianowicie transport. Tu wciąż podstawowym źródłem napędu był koń i nurt rzek. W czasach Fuggera był on dodatkowo spowolniony koniecznością wnoszenia opłat za przejazd przez konkretne ziemie: biskupie, rycerskie czy królewskie.

Fugger genialnie to wykorzystał. Po pierwsze – tam, gdzie się dało, budował sieć nowoczesnych dróg. Po drugie zaś, uzależniając od siebie władców, przez których ziemie biegły trakty handlowe, transportował miedź bez opłat, a więc jednocześnie tanio i szybko. W ten sposób automatycznie eliminował ewentualną konkurencję.

„Nazwisko Jakuba Fuggera i synów jego brata znane było we wszystkich królestwach i krajach, także wśród pogan. Cesarz, królowie, książęta i możni panowie posyłali do niego swoich wysłanników; papież obejmował jak najukochańszego syna, kardynałowie wstawali na jego widok” – pisał kronikarz z Augsburga Klemes Sender. I nie było w tym przesady, a wraz z tym znajomościami Fugger i Thurzo zdobyli swoją najsilniejszą broń – informacje. I umieli je wykorzystać.

Imperium Jakuba Fuggera miało własnych agentów i siatkę wywiadowczą

Na początku XVI w. imperium Ungarischer Handel obejmowało całą Europę, a swoje macki miało w Ameryce Południowej i Afryce. Liczba ich faktorii ocenia się na setki, a praktycznie każdy z przedstawicieli rodziny automatycznie stawał się również dyplomatą, chętnie widywanym na lokalnych dworach. A więc, mówiąc wprost, szpiegiem Jakuba Fuggera.

To, że Fuggerowie byli bogatsi i bardziej wpływowi niż inne rody kupieckie, zawdzięczali zręcznej polityce informacyjnej. Na długo przez konkurentami Jakub Bogacz pojął znaczenie i korzyści płynące z posiadania informacji i stworzył do tego pierwszy prywatny wywiad na świecie. Posiadając pewne źródła informacji politycznych i gospodarczych, stawał się sojusznikiem królów i cesarzy, biskupów i papieży. Celowo fałszując lub wstrzymując uzyskane wiadomości, był w stanie zniszczyć konkurentów” – pisał historyk górnictwa, Tadeusz Mikoś.

Ten sam badacz pisze o tysiącach agentów, których raporty trafiały na biurka centrali w Augsburgu, zazwyczaj dobrze ukryte w ładunkach. Informacji było tak dużo, że te mniej istotne spółka zdecydowała się udostępniać zaprzyjaźnionym kupcom, politykom i bankierom. W tym celu skorzystano ze stosunkowo nowego wynalazku, jakim był wówczas druk i tak właśnie powstały pierwsze na świecie gazety, zwane wówczas „gazetami Fuggerów”.

Informacje bardziej strategiczne zostawiano jednak dla siebie, a wiedząc dosłownie wszystko, Unagarischer Handel mogło decydować o wojnie i pokoju, relacjach międzydynastycznych, a także z łatwością likwidowało konkurencję.

W tej właśnie kwestii tak ważna okazała się spółka z Janem Thurzo. Był to okres rywalizacji o dominację w Europie toczący się kilka dziesiątków lat między Hiszpanią i Francją. Fuggerowie byli w naturalny sposób związani z Habsburgami, ale ich interesy wykraczały poza podziały polityczne. Prowadzili je także na terenie będącym główną osią konfliktu, a więc na Półwyspie Apenińskim, w Niderlandach, ale też w Europie Centralnej – na Węgrzech i w Polsce.

Mając dostęp do dworów po obu stronach sporu, spółka stawała się kontynentalną agencją wywiadowczą, której nie mogła lekceważyć żadna ze stron. Tym bardziej, że obie były u Ungarischer Handel zadłużone. Firma dysponująca niemal nieograniczonymi już funduszami stała się jednocześnie największym bankiem świata.

Polska rodzina Fukierów wywodzi się od Fuggerów

„Możni panowie mogliby już przestać wojować” – miał w pewnym momencie powiedzieć Jakub Fugger. Miał prawo czuć się zirytowany polityką Habsburgów i ciągłym domaganiem się przez nich nowych pożyczek, których nigdy nie spłacali w gotówce. A jak olbrzymie były to kwoty, pokazuje fakt, że długi cesarza Karola były o 2 miliony dukatów większe niż wartość całego importu metali szlachetnych z Ameryki do Europy w całym okresie jego panowania!

Polityka dosłownie wypompowywała pieniądze z Ungarischer Handel i to ostatecznie stało się przyczyną upadku przedsiębiorstwa. Do kiedy Jakub Fugger osobiście nadzorował jego działania, wszystko jeszcze trzymało się w ryzach. Biznesmen jednak starzał się, tym szybciej, że był klinicznym przypadkiem pracoholika. I tak wykazał się wybitnym, jak na standardy epoki, zdrowiem, skoro udało mu się dożyć sędziwego wówczas wieku 66 lat.

Kiedy umierał w 1525 r., wszystko zapowiadało gospodarczą katastrofę. W Niemczech szalały wówczas niesłychanie brutalne wojny chłopskie. Na Węgrzech wybuchła rewolucja społeczna skierowana przeciwko rodzinie Thurzów, która skończyła się jej banicją, a wraz z tym wystąpieniem jej przedstawicieli z Ungarischer Handel. Siłą rozpędu firmie udało się przetrwać niespokojne czasy, ale jej znaczenie i przychody malały z roku na rok. Wegetując, funkcjonowała jeszcze dwie dekady, a formalnie została zamknięta w 1546 r.

Fuggerowie byli bardzo silnie związani z Polską. Już samo to świadczy, jak sprawnie poruszali się ponad politycznymi podziałami. Jagiellonowie byli wszak wówczas tradycyjnie skonfliktowani z Habsburgami – ci ostatni najpierw prowadzili politykę zbliżenia z Moskwą, później wspierali Zakon Krzyżacki i stanowczo potępiali hołd pruski. A jednak przez terytorium Polski wiódł wiślany szlak handlowy – tak ważny, że Jagiellonowie i Fuggerowie zmuszeni byli żyć w przyjaźni, choćby z rozsądku.

Ale chyba nie tylko, skoro jedna z gałęzi rodu Fuggerów osiedliła się w Warszawie i w 1810 r. otworzyła tu cukiernię, niezwykle popularną przez blisko sto pięćdziesiąt lat. Ostatni jej przedstawiciele, Henryk Maria Fukier i jego siostra Wanda Rogowicz, zmarli w 1959 r.