Sprytna konstrukcja bez zbędnego obciążenia
Treningi wytrzymałościowe – czy to wielogodzinne szosowe maratony rowerowe, czy intensywne wybiegania biegowe – wymagają precyzyjnej strategii żywieniowej. Szybko odnawiane zapasy glikogenu oraz stałe nawadnianie organizmu to absolutny fundament, bez którego trudno marzyć o utrzymaniu optymalnego tempa. Zazwyczaj scenariusz wygląda więc tak samo – trzeba mieć coś, w czym będziemy mieć nie tylko bidon z wodą lub izotonikiem, ale też żele energetyczne. Trochę to nieporęczne, bo ciężar to jedno, ale siłowanie się z saszetkami podczas biegu czy jazdy na rowerze? Potem jeszcze dochodzi do tego problem pustych opakowań.

Firma DualFuel doszła do wniosku, że skoro i tak sportowcy noszą to wszystko przy sobie, to po co tak się rozdrabniać? W ten sposób powstał pomysłowy bidon sportowy wyposażony w opatentowany, dwukomorowy system dozowania. To sprytny gadżet, który pozwala na płynne przełączanie się między czystą wodą a gęstym żelem energetycznym za pomocą jednego ruchu kciuka.
Czytaj też:Woda z bąbelkami zawsze i wszędzie. Wystarczy ta butelka i 3 sekundy wolnego czasu
Na pierwszy rzut oka DualFuel niczym nie różni się od klasycznych bidonów, które wkładamy do koszyków rowerowych czy plecaków biegowych. Sprzęt wykonano z bezpiecznego dla zdrowia, wolnego od BPA tworzywa LDPE. Można go bez problemu ściskać w dłoni oraz myć w zmywarce. Cały sekret kryje się jednak pod zakrętką.
Od spodu nakrętki dokręcana jest specjalna, elastyczna komora na żel o pojemności 120 mililitrów. Możemy napełnić ją dowolnym ulubionym żelem węglowodanowym kupowanym w dużych zbiorczych opakowaniach lub skorzystać z autorskich mieszanek marki. Podczas pokonywania kolejnych kilometrów wystarczy przesunąć mały przełącznik umieszczony na pokrywce i unieść ustnik. Płyn lub gęsty żel płyną przez ten sam zawór, co całkowicie eliminuje konieczność rozrywania zębami uciążliwych saszetek na trasie.

Do wyboru przygotowano nawet dwa warianty pojemnościowe głównego zbiornika: 550 ml oraz 750 ml. Trochę dziwne pojemności, ale to akurat da się wyjaśnić – wewnętrzna komora na żel zabiera nieco przestrzeni na wodę, więc to kompromis, na jaki trzeba się zgodzić, by mieć wszystko w jednym.
Mniej plastiku, więcej porządku na szlaku
Nie da się też ukryć, że takie połączenie niesie za sobą również korzyści ekologiczne. Nie nosimy ze sobą jednorazowych saszetek, które potem często lądują na ścieżkach rowerowych czy leśnych poboczach. Nawet jeśli nie celowo, zawsze coś może wypaść. Zamiast tego kupujemy jeden duży pojemnik ze skondensowanym żelem, dopełniamy bidon przed wyjściem na trening i cieszymy się pełną czystością. Brak lepkich palców i brudnych kieszeni po zużytych pakietach to ulga, którą doceni każdy kolarz i maratończyk.
Rynek widział już wprawdzie próby przeniesienia pomysłu hybrydowego dozowania do wkładów w plecakach nawadniających (systemy marek Infuze czy HybriFlow zniknęły z rynku, choć MXXY wciąż trzyma się dzielnie), jednak przeniesienie tej technologii do kompaktowej formy tradycyjnego bidonu okazało się niesamowicie strzałem w dziesiątkę.
Cena też nie jest aż taka zła
Oczywiście nie mówimy tutaj o kilkunastu złotych, bo wersja 550 ml kosztuje około 120 złotych, a wariant 750 ml – niecałe 130 zł. Z drugiej strony za dobry bidon bez BPA też trzeba sporo zapłacić, a tu dostajemy dodatkową, bardzo potrzebną funkcjonalność. Jeśli chodzi o dostępność, to producent intensywnie przygotowuje się do międzynarodowej ekspansji, zapowiadając, że zamówienia do krajów spoza Wielkiej Brytanii powinny ruszyć już w ciągu najbliższych tygodni.

Jak widać, nie trzeba zbytnio kombinować, by rozwiązać problem męczący sporą grupę osób. Wystarczyło przyjrzeć się, co im przeszkadza. Nie ma tu żadnych zbędnych dodatków czy zmiany nawyków ruchowych. Jedynie prosty, funkcjonalny gadżet, który stanie się przyjacielem każdego sportowca.
Źródło:DualFuel
