Za ostatnimi rewelacjami w tej sprawie stoją przedstawiciele Florida International University. Jak twierdzą, wskazania dotyczące wydatku energetycznego mogą być znacznie mniej dokładne, niż chcielibyśmy wierzyć. O kulisach zorganizowanych eksperymentów ich autorzy piszą na łamach PLOS One.
W ramach testów członkowie zespołu badawczego wzięli pod lupę dokładność czterech popularnych zegarków: Apple Watch Series 8, Fitbit Sense 2, Samsung Galaxy Watch 5 oraz Garmin Forerunner 955. W eksperymencie uczestniczyło 58 dorosłych osób w wieku od 18 do 50 lat. Badani reprezentowali różne rozmiary ciała i odcienie skóry, a niemal połowa z nich miała BMI wynoszące co najmniej 30.
Czytaj też: Masz tytanowy rower? Firefly uważa, że plastikowego uchwytu już nie wypada używać
Uczestnicy wykonywali kontrolowany trening na rowerze stacjonarnym. Przez około 10 minut naprzemiennie pedałowali z umiarkowaną i wysoką intensywnością. Jednocześnie mieli na nadgarstkach wszystkie cztery testowane urządzenia. Wyniki z zegarków podlegały później porównaniom z pomiarem wykonanym za pomocą profesjonalnego systemu analizującego skład wydychanego powietrza. Tzw. kalorymetria pośrednia pozwala znacznie dokładniej określić rzeczywisty wydatek energetyczny i w badaniu posłużyła jako punkt odniesienia.
Okazało się, iż żadne z testowanych urządzeń nie było w pełni dokładne. Szczególnie wyraźne różnice pojawiły się w przypadku zegarków Garmin i Samsung. Garmin zawyżał wydatek energetyczny średnio o około 69 kcal podczas sesji, a Samsung o około 57 kcal. W przypadku Apple Watch średnie zawyżenie było mniejsze i wynosiło około 22 kcal.
Ciekawie wypadł Fitbit. Średni błąd urządzenia przekraczał zaledwie 3 kcal, jednak wynik ten wymagał usunięcia kilku wyjątkowo nietypowych pomiarów. W siedmiu przypadkach zegarek wskazał wartości przekraczające rzeczywisty wydatek energetyczny ponad 4,5-krotnie. Po uwzględnieniu tych obserwacji średnie zawyżenie dla Fitbita wzrosło do niemal 129 kcal.
Najważniejszy wniosek dotyczył jednak nie konkretnych marek, lecz budowy ciała użytkowników. Analiza pokazała wyraźny trend: wraz ze wzrostem procentowej zawartości tkanki tłuszczowej zwiększał się również błąd szacowania spalonych kalorii. Zależność ta pojawiła się na wszystkich czterech testowanych urządzeniach. Oznacza to, że osoba z większą zawartością tkanki tłuszczowej może otrzymywać mniej wiarygodne informacje o wydatku energetycznym niż osoba o niższym poziomie tkanki tłuszczowej.
Czytaj też:Trenażery wreszcie przestają komplikować jazdę. Garmin pokazuje dobry kierunek
Warto mieć na uwadze fakt, iż test odbywał się podczas jednego, stosunkowo krótkiego treningu na rowerze stacjonarnym, więc wyniki nie muszą być identyczne podczas biegania, chodzenia czy innych form aktywności. Uczestnicy reprezentowali również konkretną grupę demograficzną, a algorytmy stosowane przez producentów zegarków pozostają tajne, przez co badacze nie mogli jednoznacznie wskazać technicznej przyczyny powstawania błędów.
Wyniki nie oznaczają, że smartwatche są bezużyteczne. Mogą nadal dobrze sprawdzać się jako narzędzia do monitorowania aktywności i obserwowania zmian w czasie. Problem pojawia się wtedy, gdy podaną przez zegarek liczbę spalonych kalorii traktujemy jako precyzyjny pomiar i na jej podstawie podejmujemy decyzje dotyczące jedzenia czy odchudzania. Wtedy nasze starania mogą przegrać z ograniczeniami obecnie dostępnych technologii.
Źródło: PLOS One
