Jest wtorkowy poranek, a ty tkwisz w zatłoczonym wagonie metra albo w miejskim autobusie. Zaspani współpasażerowie, ukołysani przez rytmiczne wstrząsy, siedzą w ciszy. Dziecko w wózku przygląda się nieufnie pozostałym pasażerom, ściągając brwi z niepokojem. Odwraca się do matki i szukając u niej pocieszenia, wyciąga w jej stronę rączkę. Ona nic nie mówi, tylko wyciąga dłoń, ściska dziecko i cofa rękę. Dziecko rozluźnia się, uśmiecha i odwraca. Po chwili znowu spogląda na mamę. Ta znowu bierze jego dłoń – znów ściska ją i puszcza. Dwudziestokilkulatka w spódnicy i marynarce siedzi sztywno ze skórzaną aktówką na kolanach. Co chwila odgarnia kilka jasnych kosmyków z twarzy, po czym dotyka szyi. Te gesty jednocześnie ujawniają i łagodzą jej niepokój związany z rozmową kwalifikacyjną, która czeka ją o dziewiątej. Jakaś oparta o poręcz para wymienia się czułościami: ona głaszcze jego ramiona, a on wtula twarz w jej włosy. Wciśnięta w kąt kobieta w średnim wieku pewnym ruchem biodra i łokcia trąca siedzącego obok niej młodego człowieka. Przekaz nie pozostawia wątpliwości: mężczyzna natychmiast się przesuwa, żeby zrobić jej miejsce.

Badanie komunikacji niewerbalnej nie jest w psychologii niczym nowym. Naukowcy od dawna analizowali złożone emocje i pragnienia, które wyraża nasza postawa, ruchy oraz miny. Do niedawna jednak koncepcja, zgodnie z którą ludzie mogą nadawać i interpretować treści emocjonalne za pośrednictwem kanału niewerbalnego – dotyku – budziła wątpliwości nawet w gronie badaczy zajmujących się tym zjawiskiem. Dopiero w 2009 roku psycholog Matthew Hertenstein z DePauw University wykazał, że dysponujemy wrodzoną umiejętnością rozszyfrowywania emocji za pośrednictwem samego dotyku.

Podczas serii eksperymentów Hertenstein prosił ochotników o to, by spróbowali przekazać listę emocji nieznajomej osobie, która miała zawiązane oczy. Mogli to robić wyłącznie za pośrednictwem dotyku. Wielu uczestników z niepokojem podchodziło do tego doświadczenia. „Żyjemy w społeczeństwie, które boi się dotyku” – tłumaczy badacz. „Nie mamy w zwyczaju dotykać nieznajomych, a nawet przyjaciół”.

Dotykanie mózgu - Społecznych komponentów dotyku nie da się oddzielić od wrażeń czysto fizycznych.

Mimo wątpliwości uczestnicy eksperymentu Hertensteina zdecydowali się zaryzykować dla dobra nauki. Wyniki wskazują, że potrafimy wysyłać i odbierać sygnały emocjonalne wyłącznie za pomocą dotyku, nie odwołując się do żadnych innych zmysłów. Uczestnicy przekazywali sobie osiem różnych emocji: gniew, strach, wstręt, miłość, wdzięczność, współczucie, szczęście i smutek. Okazało się, że udało im się osiągnąć 78-procentową skuteczność. „Byłem zaskoczony” – przyznaje Hertenstein. „Zakładałem, że będzie to około 25 proc.”.

Wcześniejsze badania Hertensteina i innych naukowców dały podobne wyniki za granicą, między innymi w Hiszpanii (gdzie ludzie zdecydowanie chętniej niż w Ameryce komunikują się poprzez dotyk) oraz w Wielkiej Brytanii. Realizowano też eksperymenty w Pakistanie i Turcji. „Wszędzie, gdzie prowadziliśmy badania, ludzie wydawali się zdolni do tego typu komunikacji” – twierdzi naukowiec.

Wygląda na to, że przychodzimy na świat wyposażeni w zdolność interpretowania dotyku innych ludzi. Wyniki badania potwierdzającego tę umiejętność zostały opublikowane w roku 2012. Wzbudziły duże zaskoczenie – wcześniej sądzono, że pierwszorzędowa kora czuciowa koduje tylko podstawowe właściwości dotyku, takie jak miękkość czy nacisk. Teraz okazało się, że jej aktywność zmienia się w zależności od tego, kim jest osoba dotykająca.

Wskazuje to, że emocjonalnych i społecznych komponentów dotyku nie da się oddzielić od wrażeń fizycznych. „Kiedy ktoś nas dotyka, nasz mózg nie podaje nam obiektywnych właściwości tego dotyku” – tłumaczy Michael Spezio, psycholog ze Scripps College. „Na to doświadczenie wpływa też społeczna ocena dotykającej nas osoby”.