Klepnięcia i muśnięcia - Dotyk pogłębia współpracę, ale też pokazuje, na ile mocne są więzi między ludźmi.

Jako dorośli mamy już zwykle świadomość, że dotyk odgrywa w życiu ważną rolę, zwłaszcza jeśli chodzi o poczucie bliskości. Nawet przelotny kontakt z nieznajomym może mieć wymierne skutki, budować i pogłębiać więź. W ramach przeprowadzonego w 1976 roku badania pracownicy biblioteki uniwersyteckiej zwracali studentom karty biblioteczne na dwa sposoby: jedni dotykali na chwilę ich dłoni, inni zaś tego nie robili. Rozmowy ze studentami wykazały, że ci, których dłoni dotknięto, wyżej ocenili pracowników biblioteki. Wpływ ten odnotowano także wówczas, gdy studenci nie zdali sobie nawet sprawy z dotyku.

Inne przeprowadzone w ostatnim czasie badania wykazały, że pozornie nieistotny dotyk zapewnia kelnerkom większe napiwki, że ludzie więcej kupują, kiedy pracownik sklepu wita ich dotknięciem, i że nieznajomi chętniej pomogą drugiej osobie, jeżeli jej prośbie będzie towarzyszył dotyk. To najlepszy dowód na to, że w głębi duszy jesteśmy wszyscy zwierzętami społecznymi. „W wielu przypadkach ludzie nawet nie pamiętają, że zostali dotknięci. Po prostu czują pewną więź, darzą tę osobę większą sympatią” – tłumaczy Guerrero.

Jak dużą rolę w nawiązywaniu więzi odgrywa dotyk? By to sprawdzić, zespół badaczy pod kierunkiem Michaela Krausa, psychologa z University of Illinois w Urbana-Champaign, śledził kontakty fizyczne pomiędzy członkami tej samej drużyny podczas meczów NBA (przypomnijmy sobie choćby wszystkie te zderzenia klatek piersiowych, piątki i poklepywanie po plecach). Badanie to wykazało, że im częściej członkowie danej drużyny dotykali się podczas meczów na początku sezonu, tym skuteczniejsze okazywały się zespoły i poszczególni gracze pod koniec tego samego sezonu.

„Bardzo nas to zaskoczyło. Dotyk zapowiadał wzrost skuteczności w przypadku wszystkich drużyn NBA” – mówi Kraus. „Zdarza się, że koszykarze nie mają czasu rzucić kolegom choćby kilku słów otuchy. Zamiast tego wypracowali niezwykły repertuar gestów, które pozwalają im komunikować się szybko i precyzyjnie” – tłumaczy badacz. Dodaje też, że dotyk może najprawdopodobniej poprawić skuteczność w dowolnym kontekście związanym ze współpracą między ludźmi. Podobnie jak w przypadku naszych krewnych, ssaków z rzędu naczelnych, które umacniają więzi społeczne poprzez wzajemne iskanie, u ludzi „dotyk pogłębia relację i sygnalizuje bliskość”. Badacz dodaje: „Dotyk pogłębia współpracę, ale też pokazuje, na ile mocne są więzi między ludźmi”.

Klepnięcie po plecach po udanej zbiórce podczas meczu koszykówki albo muśnięcie dłoni podczas podawania rachunku może nam pomóc skuteczniej porozumieć się z innymi. Wynika to z tego, że „kiedy stymulujemy receptory ucisku w skórze, obniżamy poziom hormonów stresu” – wyjaśnia Tiffany Field z Touch Research Institute.

Jednocześnie ciepły dotyk pobudza wydzielanie oksytocyny, tzw. hormonu przytulania, który umacnia w nas zaufanie i przywiązanie.  

Tłumaczy to także naszą skłonność do dotykania samych siebie, co w ciągu dnia robimy setki razy, aktywując w ten sposób własny mechanizm uspokajający. „Bardzo często sami się dotykamy: bawimy się włosami, przytulamy się” – tłumaczy Field. Pośród innych często pojawiających się gestów należy wymienić masowanie czoła, pocieranie dłoni i głaskanie się po szyi. Wszystko wskazuje, że są to metody skuteczne: dzięki takiemu dotykowi spada nam tętno i obniża się poziom hormonu stresu, kortyzolu.

Sygnał bliskości - U masażysty poziom hormonu stresu spada w takim samym stopniu jak u osoby masowanej.

Każdego wieczoru przed snem Hertenstein masuje plecy swojego synka. „To dla nas okazja do budowania więzi. Poziomy oksytocyny rosną, tętno spada i dzieją się wszystkie te wspaniałe rzeczy, których nie sposób dostrzec gołym okiem”. Chwile takie jak ta pokazują dwustronną naturę dotyku. Jak tłumaczy badacz: „Nie można dotykać, nie będąc jednocześnie dotykanym. Dotyk przynosi wiele korzyści także i mnie, osobie dotykającej”.

I tak rzeczywiście jest. Inicjując kontakt, możemy odnieść te same korzyści co ci, których dotykamy. Przeprowadzane przez Field eksperymenty wykazały, że u osoby, która robi komuś masaż, poziom hormonu stresu spada w takim samym stopniu jak u osoby masowanej. „Badania dowodzą, że człowiek, który kogoś przytula, czerpie z tego równie wiele, co osoba przytulana” – wyjaśnia.

Jak podkreśla Hertenstein, dotykanie drugiej osoby nie pozostaje jednostronnym sygnałem: oprócz tego, że wysyłamy w ten sposób pewną czytelną informację, wiele się też dowiadujemy na temat drugiego człowieka. Czy jest otwarty na dotyk, czy raczej woli się odsunąć? Czy jest rozluźniony, czy spięty? Czy to osoba ciepła, czy może raczej chłodna? „Czasem, kiedy dotykam swojej żony, potrafię nawet z zamkniętymi oczami wyczuć, że jest zdenerwowana” – mówi. „Da się to zauważyć choćby po napięciu mięśni. Tego typu informacje mogą wpływać na nasze zachowanie wobec drugiej osoby; na to, co myślimy i jak postrzegamy to, co ona mówi”.

Prawdopodobnie właśnie ze względu na to, że dotyk wpływa zarówno na dotykanego, jak i dotykającego, stanowi jeden z podstawowych sposobów budowania i wyrażania intymności w relacji miłosnej. W pewnym artykule naukowym opisano sekwencję dwunastu zachowań, które w przypadku par stopniowo umacniają intymność: po pierwszych trzech z nich (kontakt oko-ciało, kontakt oko-oko, rozmowa), następuje kolejnych dziewięć, które wiążą się z dotykiem (poczynając od dotyku dłoni przez pocałunek aż po stosunek seksualny). „Dotyk funkcjonuje na różne sposoby w zależności od etapu związku” – tłumaczy Guerrero. „Na początku spełnia funkcje rozpoznawcze: czy druga osoba odwzajemni mój dotyk?”. W miarę rozwoju relacji dotyk staje się coraz częstszy. „Obserwujemy go często w miejscach publicznych” – zauważa badaczka. „Ludzie trzymają się nieustannie za ręce albo obejmują partnera. To sygnał, że ich związek staje się coraz bardziej intensywny”.

Błędem byłoby jednak zakładanie, że częstotliwość dotyku u par narasta przez cały czas. Badania, podczas których obserwowano zachowania par w miejscach publicznych i analizowano ich relacje, wskazują, że częstotliwość dotyku narasta na początku związku, osiąga apogeum na początku małżeństwa, a następnie stopniowo spada. Z czasem partnerzy regulują częstotliwość dotyku w taki sposób, by dostosować się do nawyków drugiej osoby. Nieumiejętność spotkania się na wspólnym gruncie i ustalenia kompromisu odpowiadającego obu stronom może zepsuć relację już na wczesnym etapie. W przypadku par z wieloletnim stażem można w zasadzie mówić o idealnej równowadze dotyku.

Choć szczęśliwe pary dotykają się zwykle częściej niz inne, prawdziwym wyznacznikiem zdrowej długofalowej relacji nie jest częstotliwość, z jaką dotyka cię partner, ale częstotliwość, z jaką on lub ona dotyka cię w odpowiedzi na twój dotyk. „Im silniejsza wzajemność, tym bardziej prawdopodobne, że obie strony będą zadowolone z łączącej je bliskości emocjonalnej i że będą odczuwały satysfakcję z tego związku” – twierdzi Guerrero. Podobnie jak w przypadku wielu innych elementów związku, satysfakcja wiąże się w takim samym stopniu z tym, co robimy dla naszego partnera, jak i z tym, co od niego dostajemy.