Mao Zedong, syn zamożnego chłopa i analfabetki, nie przejmował się wcale, że po spożyciu ulubionej wieprzowiny na ostro puszcza głośno wiatry. Nie słuchał też namów, by dbać o zęby – do końca życia płukał usta herbatą, tak że przebarwione szkliwo trzeba było retuszować na fotografiach. Uwielbiał pływać, lecz za całe mycie starczało mu wycieranie ciała gorącym mokrym ręcznikiem. Za to w przerwach między prowadzeniem często tragicznej w skutkach polityki pisał, pisał i jeszcze raz pisał. A nawet kaligrafował.

OBIECUJĄCY MŁODZIENIEC


Urodzony w 1893 roku, a więc jeszcze w epoce cesarstwa, mały Mao w szkole podstawowej kuł na pamięć teksty klasyczne. Kiedy jako dziewięciolatek poniósł surową karę za nienauczenie się „Czteroksięgu konfucjańskiego”, uciekł z domu. W wieku dwunastu lat został zabrany przez ojca ze szkoły, nie widział jednak swojej przyszłości w gospodarstwie i dążył do kontynuowania edukacji. Dużo czytał, zarówno utwory chińskie, np. „Opowieści znad brzegów rzek”, klasyczną powieść o buntownikach w epoce Song, jak i literaturę obcą. Jako osiemnastolatek opatrzył uwagami chiński przekład dzieła niemieckiego filozofa Friedricha Paulsena „System der Ethik”. W styczniu 1912 roku wstąpił na krótko w szeregi armii republikańskiej, dążącej do obalenia cesarstwa. Pełniąc tam rolę pisarza, spędzał czas wolny na lekturze i dyskusjach.

Ferment intelektualny w ówczesnych Chinach sprzyjał debatom ideologicznym. Mao „wypróbował” nacjonalizm, anarchizm i marksizm, czytał i pisał liczne artykuły i eseje. Debiutował w 1917 r. na łamach popularnego pisma „Młodzież” artykułem propagującym ćwiczenia fizyczne. Napisał w nim, że „głównym celem gimnastyki jest żołnierski heroizm”. Represje ze strony władz tylko mobilizowały go do dalszego angażowania się w działalność społeczną i polityczną. Krok po kroku wspinał się po szczeblach kariery – był bibliotekarzem, nauczycielem, publicystą, redaktorem, dyrektorem szkoły. Uruchomił „Księgarnię kulturalną”, w której sprzedawał własne pisma polityczne i toczył dysputy z innymi młodymi radykałami. Nie szła mu niestety nauka języków obcych. W roku 1921 uczestniczył w zjeździe założycielskim Komunistycznej Partii Chin, w 1924 zaś był delegatem na pierwszy zjazd Kuomintangu (Partii Narodowej). Polityka i wojna, które od tamtej pory całkowicie go pochłonęły, okazały się źródłem natchnienia nie tylko do przemówień, odezw i artykułów, ale także do twórczości artystycznej.

Mao nie bawił się w eksperymenty. Gdy dopadło go natchnienie, brał na warsztat chińską poezję klasyczną. A ta nie należy do najłatwiejszych, obwarowana jest bowiem niezmiernie precyzyjnymi prawidłami formalnymi o korzeniach sięgających daleko w przeszłość. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że stoi to w sprzeczności z komunistyczną polityką rugowania z kultury chińskiej wszystkiego, co stanowiło „burżuazyjny przeżytek”. Sam Mao w 1966 roku powiedział: „Jednym z obowiązków Wielkiej Proletariackiej Rewolucji Kulturalnej jest eliminacja wpływów Konfucjusza we wszystkich dziedzinach”. Być może na niechęć Przewodniczącego do tego zasłużonego chińskiego filozofa wpłynęły bolesne wspomnienia z dzieciństwa. Te pozorne sprzeczności można jednak pogodzić, o czym świadczy cytat z biogramu Mao w „Antologii literatury chińskiej” z roku 1956: „Mao Tse- Tung realizuje swoje postulaty tworzenia literatury dostępnej dla mas bez wulgaryzowania formy, troszcząc się o podnoszenie poziomu estetycznego nowej literatury, nie wyrzekając się jej bojowego politycznego znaczenia”.

WIERSZOKLETA CZY POETA?

 


Mao słabo orientował się w marksizmie. Nic dziwnego, skoro od opasłych tomów klasyków komunizmu wolał dawne dzieła chińskie, opiewające wojny, dworskie intrygi i walkę o władzę. Nie przeszkadzało mu to jednak aspirować do roli największego marksisty- -leninowca na świecie ani pisać poezji zaangażowanej. Co ciekawe, dla innych miał odmienne recepty. Świadomy, że intelektualiści są zagrożeniem dla prostackiej ideologii partii, tak mówił o czytelnictwie: „Powinniśmy czytać głównie książki marksistowskie, ale i tych nie za wiele […]. Jeśli czytamy za dużo, możemy się obrócić w swoje przeciwieństwo, stać się molami książkowymi, dogmatykami i rewizjonistami”.

Z epoki walki o komunizm pochodzą wiersze Mao Zedonga do dziś popularne w Chinach. Niektóre należą nawet do lektur szkolnych. Dzieje się tak między innymi dlatego, że część z nich dotyczy kwestii stanowiących element mitu założycielskiego Chińskiej Republiki Ludowej.

Przykładem wiersz „Długi Marsz I”, gdzie klasyczna forma posłużyła Mao do wyrażenia współczesnej treści:

Czerwonej Armii niestraszny trud Długiego Marszu./ Krocie rzek, tysiące gór to zwykła dla nas sprawa./ Wu-lingu wzgórz zawiły splot drobną pnie się falą./ Wu-mengu wielki zwał zdał nam się ziarnkiem żwiru./ Złocistej rzeki nurt uderza w żar urwiska./ Łańcuchów chłodna stal nad Ta-tu mostem zwisa/ Góry Min śnieżysty szczyt najbardziej nas raduje,/ Gdy armie trzy minęły go, jaśnieje wszystkim twarz.
[tłum. Witold Jabłoński]

Zapewne właśnie owe „niezmiernie precyzyjne prawidła formalne” nie pozwoliły Mao dodać, że rzeki i góry niestraszne były jedynie dowództwu armii komunistycznej. „Straszny trud” wspinania się na „ziarnko żwiru” wzięli otóż na siebie zwykli żołnierze, przywódcy zaś większość podróży spędzili w lektykach. Wysypiając się w dzień, podczas nocnych postojów mogli toczyć dysputy i snuć plany.

Długi Marsz zakończył się w Yan’anie, gdzie komuniści założyli swoją bazę. Tam w 1942 r. zaczęła się kampania naprawy partii. Jednym z jej elementów było określenie roli intelektualistów. Mao wystąpił z referatami o literaturze i sztuce. Zarzucał kulturze klasycznej ograniczenia klasowe, postulował, żeby nowa literatura stała się „literaturą chińskich mas pracujących”, przestrzegał twórców przed uprawianiem sztuki dla sztuki i zalecał realizm jako jedyną właściwą postawę. Nie odsądzał jednak zupełnie od czci i wiary wszystkich dawnych form literackich. Być może nie chciał, by jego własne płody spłonęły na stosie ideologii? W roku 1956 Przewodniczącemu wbrew ostrzeżeniom zachciało się popływać w niebezpiecznych wodach Jangcy (powtórzył ten wyczyn jeszcze w roku 1958 i 1966). Wtedy też wyraził swój entuzjazm dla przedstawionego mu projektu gigantycznej tamy Trzech Przełomów. O przedsięwzięciu mówiło się w partii od kilku lat. Sama idea nie była nowa, podobne pomysły pojawiały się już kilkadziesiąt lat wcześniej, za czasów Republiki Chińskiej. „Trzy Przełomy znikną w przyszłości” – powiedział Mao – „a pozostanie tylko ogromny zbiornik wodny”. Natchniony swoimi wyczynami pływackimi i śmiałymi planami napisał postępowy i słuszny wiersz, znany w Polsce pod mylącym tytułem „Przejażdżka łodzią”:

Popijam wodę w Changsha,
W Wuchang rybą przegryzam,
Długą Rzekę przekraczam
Pod niebem bez chmur.
Choć wieje wiatr, grzmią fale,
Lepiej mi tu niż w domu,
Znajdę tu wytchnienie.
Mistrz mówił patrząc w rzekę:
Oto taka jest woda.
Wiatr świszcze wśród masztów,
Spokojnie Żółw i Wąż,
Rodzi się plan – południa
Na północ skoczy most,
Rzeka zmieni się w trakt.
Wznieście tamy na Xijiang,
Poskromcie deszcze z Wuhan,
Rzućcie jezioro w skały,
Niech dziwią się boginki
Tych gór, że świat się zmienia
Że świat z dnia na dzień inny.
[tłum. T. Kubiak]

Mao jako mężczyzna łasy na kobiece wdzięki poświęcał strofy swojej poezji również kobietom. Nie potrafił żyć bez otaczającego go podziwu i poklasku. Aprobaty u płci przeciwnej szukał zwłaszcza w okresach politycznych kłopotów, jak np. po załamaniu się Wielkiego Skoku Naprzód (czyli programu gospodarczego w latach 50. i 60., który miał unowocześnić Chiny, a doprowadził je do ruiny). Ucieczkę od trosk znajdował często w zabawach tanecznych, mając u boku wiele partnerek. Ale jego żonie Jiang Qing, znanej z przewodzenia niesławnej Bandzie Czworga, było przykro, że Mao pisał peany na cześć innych kobiet, jej zaś nie poświęcił choćby paru linijek. Przewodniczący łaskawie ułagodził ją wierszem, dla którego inspiracją były jej fotografie:

W niebiesko-zielonym brzasku widzę dziko rosnące sosny / Ciche i spokojne pod skłębionymi chmurami. / Jaskinia bogów narodziła się w niebie, / Bezmiar niezmierzonego piękna na pełnym niebezpieczeństw szczycie.
[tłum. Zygmunt Zaczyn]

Zachwycona rezultatem i dumna Jiang Qing również napisała wtedy poemat, poświęcony… sobie samej:

Wznoszący się nad rzeką / niebotyczny szczyt Ma oblicze spowite we mgle / Przeważnie nie można go ujrzeć / Z rzadka tylko ukazuje się w całym swym majestacie.
[tłum. Zygmunt Zaczyn]

Jiang Qing swoimi nie(d)ocenionymi talentami nie przestawała epatować i później, kiedy podczas rewolucji kulturalnej uczyniła ze swojej poezji główny oręż mający zapewnić jej poparcie.

SAM SOBIE MUZĄ


O ile bohaterami wcześniejszych utworów poetyckich Mao byli przeważnie chłopi, robotnicy i żołnierze, o tyle po roku 1960 ich miejsce w utworach Przewodniczącego zajął… sam Przewodniczący. Wprawdzie nie wprost, lecz pod maską Sun Wugonga, niezwyciężonego i przebiegłego Króla Małp z szesnastowiecznej powieści fantastycznej „Wędrówka na Zachód” Wu Chengena. Mao identyfikował się z tą postacią i uważał siebie za predestynowanego do rządzenia Chinami.

Pomimo tej niezbyt na pozór nobliwej tematyki wiele utworów Mao uważa się za poezję wysokich lotów. Uznaniem cieszy się na przykład pełna aluzji historycznych „Pieśń o śniegu” z roku 1936 czy pochodzące z 1961 roku „Oda do kwitnącej śliwy” i „Odpowiedź przyjacielowi”. Te i inne wiersze nie pełniły bynajmniej roli tylko artystycznej. Przesyłając w 1959 roku do redakcji miesięcznika „Poezja” wiersze „W Shaoshanie” i „Wspinam się na Lushan” Mao zaznaczył, że są one „odpowiedzią dla łajdaków”, którzy „przeklinają wielki dorobek sześćsetpięćdziesięciomilionowego narodu”.

Poezja Mao nie osiągała wprawdzie nakładów Czerwonej Książeczki, ale i tak 96 milionów (!) egzemplarzy jego zbiorów wierszy wydrukowanych tylko w latach 1966–1968 robi wrażenie. Cytaty z różnych dzieł Przewodniczącego umieszczano m.in. na samochodach, rowerach, rikszach, a nawet… beczkach z wodą. Kaligrafia jest dziedziną sztuki ściśle związaną z literaturą, ale i malarstwem. Kreślone pędzelkiem i tuszem znaki stanowią integralny element kompozycji klasycznych obrazów. Inskrypcje takie spełniają także często rolę samodzielnych dzieł sztuki. Budzą szczególną estymę, jeśli wychodzą spod ręki osoby znanej lub utalentowanego kaligrafa. A najlepiej kogoś łączącego w sobie obie te cechy.

Mao był właśnie kimś takim. Dzieła jego ręki jeszcze bardziej wyjątkowymi czynił fakt, że przez trzy dziesięciolecia po założeniu w 1949 roku Chińskiej Republiki Ludowej kaligrafia nie tylko nie cieszyła się popularnością, ale wręcz uznawana była za relikt niechlubnej przeszłości. W tym czasie – oprócz Mao – działało tylko dwóch innych słynnych kaligrafów, obaj ustosunkowani i wysoko postawieni. Mniej wpływowi kaligrafowie starej daty podczas rewolucji kulturalnej bywali zmuszani do palenia własnych dzieł.

Piękną sztukę kaligrafii Mao potrafił połączyć z bieżącymi celami politycznymi. W 1963 roku rozpoczął kampanię „Uczenia się od towarzysza Lei Fenga”, młodego żołnierza, który umarł rok wcześniej. Wysławiano jego dobroć, skromność, chęć niesienia pomocy i zachęcano młodzież, by szła jego przykładem. Z czasem szlachetność Lei Fenga została sprowadzona do bezgranicznego oddania Mao. Slogan „Uczcie się od towarzysza Lei Fenga” oprócz Mao kaligrafowali także inni partyjni notable. Kaligrafia Mao obecna jest w Chinach i dziś, trzydzieści dwa lata po jego śmierci. W dziełach Przewodniczącego dopatrzono się nawet nowego stylu, którego naśladownictwo jest ostatnio obiektem współzawodnictwa miłośników tej sztuki.

Gdyby Mao, zamiast polityce, oddał się w pełni kaligrafii, gdyby zamiast ideologii całkowicie poświęcił się poezji, być może historia potoczyłaby się inaczej, a kultura chińska zyskałaby wybitnego twórcę? Jedno jest pewne – nawet gdyby pozbawione nimbu potęgi władzy wiersze Mao okazały się wcale nie tak wybitne, skutki uprawiania przez niego poezji byłyby niewątpliwie mniej szkodliwe niż uprawiania polityki.