ZAGUBIENI LIDERZY

Christian Schnor miał wszystko, o czym większość ludzi może tylko marzyć. Był bliskim przyjacielem duńskiej rodziny królewskiej, członkiem zarządu ubezpieczeniowej grupy Winterthur. Miał piękną żonę i dwójkę dzieci. W wielkim londyńskim banku HSBC kierował działem ubezpieczeń. Zarządzał inwestycjami wartymi 750 milionów dolarów. Za każdy rok pracy otrzymywał sześciocyfrową pensję. Jednak w ostatnim czasie sporo stracił na wadze i rzadko bywał w biurze. Zarząd banku, przekonany, że Schnor choruje, bagatelizował ten fakt.

W styczniu Schnor został znaleziony martwy w luksusowym londyńskim hotelu. Powiesił się na pasku od spodni. Jego konto bankowe było niemal puste. Cały majątek wydał na luksusowe prostytutki i narkotyki.

Jeszcze 20 lat temu w londyńskim City nie było żadnego gabinetu psychiatrycznego. Tymczasem w ciągu ostatnich lat zapotrzebowanie na takie usługi rośnie w tempie 30 procent rocznie. Wielkie sukcesy zaczęły rodzić wielkie tragedie.

Zdaniem psychiatrów u podłoża rosnącej fali depresji wśród menadżerów leży zaburzona równowaga między pracą a życiem osobistym. Zamiast odczuwać radość ze zwykłego życia, potrafią czerpać satysfakcję jedynie z zarabiania pieniędzy. Do tego bezpośrednie kontakty międzyludzkie zostały zastąpione w dużym stopniu przez formy wirtualne: maile, komunikatory, portale społecznościowe, sms-y. Tymczasem nasze organizmy nadal potrzebują bezpośredniej bliskości innych ludzi: ich wsparcia, współczucia, wdzięczności, wspaniałomyślności. Gdy tego nie dostają – zaczynają odmawiać posłuszeństwa. Najpierw pojawiają się problemy ze snem i odżywianiem. Potem potrzeba sięgnięcia po alkohol, leki lub narkotyki. To samonakręcająca się spirala, która często kończy się próbą samobójczą.

Psychologowie podkreślają, że ludzie, którzy żyją zarówno pracą, jak i sprawami rodzinnymi, a do tego mają jeszcze inne szeroko rozwinięte relacje społeczne, o wiele lepiej znoszą trudności nie tylko ze względów emocjonalnych. Także dlatego, że mają większy dostęp do wiadomości, opcji i rozwiązań, które mogą im pomóc w pokonaniu problemów.

Amerykańska firma, która rekrutowała pracowników pod kątem ich wierności celom i zasadom swojego biznesu, szybko zorientowała się, że zaszła w ślepą uliczkę. Pracoholicy i wierni wyznawcy szybko wpadali w kłopoty rodzinne i osobiste. By uciec od tego, pracowali jeszcze więcej – problemy pogłębiały się. Efektem była coraz bardziej kłopotliwa rotacja menadżerów i spadająca wydajność. Ratunkiem okazała się zbiorowa psychoterapia, pozwalająca odnaleźć pracownikom równowagę między pracą a życiem osobistym.

Jednak nie wszyscy potrafią znaleźć na czas rozwiązanie. Rosnąca liczba menadżerów z depresją skłoniła dyrektorów dwóch polskich szpitali psychiatrycznych do ogłoszenia planów stworzenia oddziałów dla ludzi biznesu, gdzie w luksusowych warunkach i anonimowo uczyliby się opanowywać emocje i zwalczać stres. Pomysł stworzenia oddziałów dla „białych kołnierzyków” został jednak wyśmiany przez media i internautów.

Czy polscy menadżerowie są lepiej przygotowani do radzenia sobie z kryzysem niż ci z Zachodu? Ekonomista prof. Witold Orłowski, potwierdza, że lepiej działamy w warunkach braku stabilności. Wielu polskich przedsiębiorców przeżyło już trudne czasy, to im teraz pomaga. Dziś są inne problemy i wyzwania, ale kto przez to przeszedł, jest niewątpliwie zahartowany.