Jak twierdzą autorzy doniesień na ten temat – będący przedstawicielami Uniwersytetu w Southampton oraz Uniwersytetu Wschodniej Anglii – to gwałtowne zmiany klimatu były jednym z kluczowych czynników, które doprowadziły do błyskawicznego zasiedlenia ogromnych obszarów Oceanu Spokojnego.
Czytaj też: Neandertalskie dzieci pobierałyby podwójne 800+. Badania ujawniły, jakimi były gigantami
Od dawna archeolodzy zastanawiali się, dlaczego po dotarciu do Samoa i Tonga około 3 tys. lat temu Polinezyjczycy pozostawali na tych wyspach przez blisko 1700 lat, mimo że dysponowali znakomitymi umiejętnościami żeglarskimi. Następnie, między około 900 a 1050 rokiem, nastąpił nagły rozkwit ekspansji. W ciągu zaledwie 250 lat osadnicy dotarli niemal do wszystkich wysp wschodniego Pacyfiku, w tym Tahiti, Hawajów, Wyspy Wielkanocnej i Nowej Zelandii. Tempo tej kolonizacji do dziś uznawane jest za jedno z największych osiągnięć żeglugi w historii ludzkości.
Aby wyjaśnić przyczynę tej nagłej migracji, uczeni przeanalizowali osady denne z jezior i bagien na wyspach Pacyfiku. W warstwach mułu zachowały się biomarkery oraz izotopy wodoru, które pozwalają odtworzyć ilość opadów sprzed nawet dwóch tysięcy lat. Badania wykazały, że tuż przed rozpoczęciem wielkiej ekspansji Samoa i Tonga doświadczyły najsilniejszej suszy w całym badanym okresie. Średnia roczna suma opadów na Samoa mogła spaść nawet o 28 procent, a na niektórych wyspach kryzys był jeszcze bardziej dotkliwy.
Zdaniem autorów publikacji dostępnej w Journal of Pacific Archaeology, długotrwały niedobór deszczu musiał znacząco wpłynąć na codzienne życie mieszkańców. Ograniczeniu uległy zasoby wody pitnej, pogorszyły się warunki upraw, a rosnąca populacja coraz silniej konkurowała o malejące zasoby. W takich warunkach wyprawy na nieznane wcześniej wyspy mogły stać się nie tyle wyborem, co koniecznością. Jednocześnie bardziej na wschód Pacyfiku warunki klimatyczne ulegały poprawie: tam opady się nasilały, tworząc korzystniejsze środowisko do zakładania nowych osad.
Badacze ustalili również, że za megasuszę odpowiadały długotrwałe zmiany temperatur powierzchni oceanu. Spowodowały one przesunięcie rozległego pasa opadów nad Pacyfikiem na wschód. W efekcie Samoa i Tonga znalazły się w strefie wyjątkowo suchego klimatu, podczas gdy bardziej odległe wyspy otrzymywały więcej deszczu. Oznacza to, iż migranci nie uciekali jedynie przed pogarszającymi się warunkami, ale jednocześnie kierowali się ku regionom oferującym większe możliwości przetrwania.
Czytaj też: Tajemnica 32 symboli z epoki lodowej. Naukowcy próbują rozszyfrować najstarszy system komunikacji
Nie ma co jednak udawać, że klimat był jedynym czynnikiem odpowiedzialnym za rozpoczęcie wielkiej ekspansji. W tym samym okresie rozwijała się technologia budowy polinezyjskich kanu. Konstrukcja kadłubów oraz ożaglowanie zyskały nieco udosokonaleń, dzięki czemu łodzie stały się szybsze, stabilniejsze i lepiej radziły sobie z żeglugą pod wiatr. W połączeniu z presją demograficzną, a także pogarszającymi się warunkami środowiskowymi stworzyło to warunki do rozpoczęcia jednej z najbardziej imponujących migracji w historii człowieka.
Źródło: Journal of Pacific Archaeology
