Niektórzy z nas wierzą, że w pewnych sytuacjach nie możemy być do końca sobą. Staramy się więc być jacyś, najczęściej, jak sobie wyobrażamy „lepsi” niż jesteśmy i w rezultacie rośnie nasze poczucie, że coś jest z nami nie tak. Wierzymy, że nie wszystkie części nas są w porządku, że powinniśmy je ukrywać. Ceną, którą za to płacimy jest odcięcie od źródła naszej mocy. Jak do niego powrócić? Jak poczuć się wewnętrznie wolnym, aby być tym, kim naprawdę jesteś? 

 

Czy naprawdę nie możemy do końca być sobą?

Ilu z nas myśli po cichu: „nie mogę odmówić szefowi, bo pomyśli, że odpuszczam sobie pracę i mnie zwolni”.  I wykonujemy kolejne zadanie, którego sensu i celu nie widzimy, a nasza wewnętrzna frustracja i poczucie bezradności rośnie.  Albo „nie powiem żonie, że chcę pojechać z kumplami w góry, bo będzie zła” i dziwimy się potem czemu w naszych związkach jest duszno i brakuje powietrza. Złościmy się na tych wszystkich ludzi wokół, którzy „nie pozwalają” nam postępować w zgodzie ze sobą, „ograniczają” naszą wolność i naszą prawdziwą naturę. Na szefa, na żonę, na przyjaciół, a już najchętniej na rodziców. 

Ja też tak myślałam, że są takie sytuacje, w których nie powinnam być sobą. Wierzyłam, że niekiedy postępowanie w zgodzie z tym, co naprawdę czuję, może być ryzykowne. Miałam takie poczucie, że niby jest wszystko w porządku, ale czegoś brakuje. Niby wszystko gra na zewnątrz, mam kilku przyjaciół, ale jakbym nie mogła być w pełni, jakby była między nami jakaś szyba, jakby każdy był napięty i trochę w jakiejś roli, za jakąś maską.

W pracy też za dużo było starania się, prób udowodnienia swojej wartości, wyrabiania się. Czułam, że czegoś brakuje w tych relacjach, zawodowych i prywatnych, że wszyscy odgrywamy jakąś rolę. I zaczęłam szukać. Co to jest? Tak trafiłam do Laboratorium Pschychoedukacji, do podyplomowego studium trenerów grupowych. I pierwsze wrażenie, kiedy weszłam do sali, uderzyło mnie, że w tych ludziach, którzy tam siedzieli jest spokój, osadzenie, że oni sobie pozwalali tak po prostu być. To było dla mnie takie dziwne, jak zupełnie nowy świat.

Do tej pory, jak wchodziłam do jakiegoś miejsca, to wyglądało na to, że wszyscy się starali, czuć było napięcie, próby wyrabiania się w sytuacji. A tam, ci ludzie siedzieli w takim niesamowitym spokoju. Kto chciał rozmawiać, rozmawiał, ale jakoś tak nienachalnie, niektórzy po prostu siedzieli i nic nie robili. Czasami było po prostu cicho. Czuć było niesamowitą swobodę i luz.

Poczułam tam przestrzeń do bycia sobą i to mnie zachwyciło. Zaczęłam się zastanawiać, jak to zrobić, żeby pozwolić sobie na taki wewnętrzny luz. To był początek drogi. Kolejnym krokiem były warsztatach rozwoju osobistego u Kasi Miller. Podczas jednego ze spotkań Kasia zaczęła opowiadać historię,  jak raz została zaproszona do telewizji i kazano jej się ubrać w coś co jej nie odpowiadało, więc przestała przyjmować zaproszenia do tej stacji. Wiecie dlaczego? Powiedziała, a brzmiało to dla mnie wtedy jak objawienie, „po co mam iść tam, gdzie nie chcą mnie prawdziwej?”. No właśnie, po co?

 

 

Wszyscy mamy te same wyzwania

Kiedy skończyłam studium trenerów, zaczęłam sama prowadzić warsztaty z kobietami. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego, że dla wszystkich bycie autentycznym to prawdziwe wyzwanie. Każdy się chowa za swoją maską i wydaje mu się, że jest sam.

W 2011 roku pytałam kobiety o ich pewność siebie. Aż 95% z nas przyznało, że ukrywa swoje prawdziwe uczucia! Wszyscy przybieramy maski. Maski i role są jak ubrania, które nas krępują i blokują naszą siłę. Okazało się także, że wszyscy tak samo potrzebujemy swobody bycia i autentyczności, tęsknimy za byciem prawdziwymi i życiem własną prawdą, z głębi swojego serca. 

Wtedy wpadłam na pomysł, by zacząć prowadzić warsztaty, które pomogą kobietom skontaktować ze sobą prawdziwą, odkryć tą często zapomnianą siebie. Tak powstał program warsztatów „Codziennie PEWNA SIEBIE”, a niedawno ruszyły także spotkania  grupy rozwojowej „Spotkaj SIEBIE PRAWDZIWĄ”. 

 

Co blokuje naszą autentyczność?

Gabrielle Bernstein, amerykańska coach i autorka książek zapytana o to, czy jest dumna z tego, kim się stała, odpowiedziała: „Tak naprawdę to nie stałam się kimś, ja po prostu uwolniłam się od tego wszystkiego, co blokowało mnie przed byciem tym, kim naprawdę jestem.”

Często czujemy, że czegoś brakuje w naszych relacjach, w naszym życiu, w naszej pracy. Wtedy zaczynamy myśleć, że to z nami coś jest nie w porządku. No, bo niby mam dobrą pracę… co z tego, że nie czuję radości, kiedy do niej idę. Bo niby to dobry związek… ale czemu jest w nim wszystko oprócz miłości...

To co odkryłam, to że wszystko z nami w porządku, tylko czasami po prostu siebie nie znamy, a kiedy poznajemy, zaczynamy bardziej ufać swoim uczuciom i ocenie sytuacji.

Drugie częste fałszywe przekonanie to to, że albo jesteśmy w świecie korporacji i tu musimy się wpasowywać w różne role, albo jesteśmy totalnie autentyczni niczym buddyści, którzy zamykają się w aśramie. W trakcie mojej podróży, okazało się jednak, że można połączyć te dwa obszary. Mogę być  obecna w świecie biznesu, będąc sobą. Dziś już wiem, że to mit, że bycie sobą źle się dla nas skończy.

Kolejne przekonanie, które nas ogranicza, to to że musimy chować pewne części siebie, ukrywać przed światem. Bo pewne aspekty mnie, takie jak poglądy, zainteresowania czy opinie są wstydliwe i nie na miejscu. Tymczasem okazuje się, że im bardziej jesteśmy autentyczni, tym bardziej stajemy się godni zaufania i transparentni dla innych.

Kolejny mit to, że muszę być jakiś, żeby skutecznie zadziałać. Tymczasem kiedy jestem zrelaksowana, kiedy jestem sobą, mam więcej energii. Nie marnuję energii na ciągłe myślenie o tym, jak się zachować i jaka powinnam być. A przede wszystkim blokuje nas takie przekonanie, że musimy iść na kompromis: by być zaakceptowanym w świecie ról, musimy się w nie wpasowywać. Nie musimy. Świat potrzebuje autentycznych ludzi bez masek.

 

Stary świat, nowy świat     

Stary świat, w którym żyłam, a w którym wciąż żyje tak wielu z nas, to był świat „albo-albo”. Albo autentyczność albo sukces. Nowy świat, który odkrywam od kilku lat to pełen dobra i ciepła świat: i, i -  i autentyczność i sukces. Jestem w porządku taka jaka jestem i właśnie będąc sobą mogę osiągać największe sukcesy.

Kiedyś mi się wydawało, że żeby realizować swoje marzenia, muszę jeszcze coś osiągnąć, muszę do czegoś dojść, jeszcze się postarać. Dziś wiem, że mogę zrealizować każde marzenie, jeśli jest prawdziwe i żywe, a ja podejmę decyzję, żeby się w nie zaangażować. W starym świecie dominował perfekcjonizm i ciągłe staranie się. W nowym świecie idę za wewnętrznym impulsem, sprawdzam, odważam się na pewne rzeczy, akceptuję siebie. W ten sposób też inni ludzie łatwiej mnie przyjmują.

 

Co pomaga być autentycznym i żyć pełnią siebie?

Po pierwsze nie ocenianie tego, czego doświadczasz, otwartość. Po drugie - zwracanie uwagi na ciało, zauważanie napięcia i świadome relaksowanie się. Zawsze kiedy pojawia się napięcie, to znaczy, że jesteś poza swoim naturalnym stanem. To co najbardziej pomaga być autentycznym sprowadza się do czterech prostych rzeczy. I tak dochodzimy do punktu mocy.

PUNKT MOCY

1. ZOBACZ, JAK JEST

Zadaj sobie pytanie, zbuduj sobie nawyk, zawsze kiedy rozmawiasz z kimś, zapytaj siebie:

Jak bardzo jestem autentyczny tu i teraz na skali 1-10?

2. PRZYJMIJ TO, CO JEST

Zrób 3 głębokie oddechy w to co jest, pozwól sobie poczuć, że jest właśnie tak, bez oceny czy to dobre czy to złe i na ile to możliwe rozluźnij ciało, rozluźnij się w tym co jest.

Walka z tym co jest, co naprawdę czujesz, tylko napędza to poczucie bycia nie takim, tylko to podkręca. I ta sztuczność jeszcze bardziej narasta – jest to bardzo namacalny proces fizyczny w ciele, który pozwala to uchwycić – napięcie bycia jakimś versus relaks bycia sobą.

3. ZAPROŚ AUTENTYCZNOŚĆ

I teraz z tego punktu rozluźnienia i przyjęcia tego co jest, zapytaj siebie jak mogę zaprosić więcej autentyczności do tej chwili, do tej relacji, do swojego bycia tu i teraz. To intencja która się rodzi i która może wyrosnąć z tego co jest.

Mózg ma taką wrodzoną ambicję, że kiedy tylko nazwiemy to, czego pragniemy, zacznie od razu pracować żeby nam w tym pomóc.

4. PODEJŚCIE BADACZA: WOLNA OD OCENY CIEKAWOŚĆ SAMEGO SIEBIE


Przestań starać się być kimś innym. Już jesteś. Abyś naprawdę poczuł przypływ wewnętrznej siły, potrzebujesz wolnej od oceny ciekawości samego siebie. Podejścia badacza, który chce poznać całego siebie, a zarazem nie ma preferencji dotyczących tego, co odkryje. Chcącego jedynie zobaczyć całą prawdę o sobie.

Kiedy w codzienności pędzisz jak motorek, załatwiając miliony spraw, spotykając się z dziesiątkami osób i czujesz spadek energii, wewnętrznej mocy, nagle jest taki punkt zatrzymania, punkt doładowania energii, osadzenia w sobie. Nagle pojawia się ciekawość: jak bardzo autentyczny jestem teraz?

To jest Twój PUNKT MOCY! Zbieramy punkty w hipermarkecie, w systemie payback, kiedy tankujemy paliwo. Więc to, co Ci proponuję to zbieranie PUNKTÓW MOCY. Każde zatrzymanie w punkcie mocy, to to potężne doładowanie energii. Odczarujmy to, autentyczność to nasza siła a nie wada, zbierajmy punkty mocy i twórzmy razem nowy świat pełen autentycznych ludzi.

Największa Twoja siła tkwi w autentyczności. Pozwól sobie być tym, kim naprawdę jesteś.