
Kamienna linia łącząca świat bogów z polami
Najbardziej intrygującym elementem jest bez wątpienia monumentalny geoglif. Ta zbudowana z układanych kamieni linia ciągnie się prosto przez krajobraz na dystansie co najmniej dwóch kilometrów. Może oczywiście przywodzić na myśl słynne Rysunki z Nazca, czyli prawdopodobnie najbardziej znane i enigmatyczne tego typu struktury. Funkcja peruwiańskiego geoglifu wydaje się jednak nieco inna. Archeolodzy dostrzegają rytualną ścieżkę, która w prostej linii łączyła ufortyfikowaną osadę na wzgórzu Cerro Lescano z rozległymi polami uprawnymi w dolinie, kierując się ku drugiemu wzgórzu, Cerro Tres Cruces.
Czytaj też: Jesteś potomkiem Czyngis-chana? Badacze prześledzili DNA twórcy słynnego imperium i nieźle się zdziwili
To pierwszy wyraźny przykład, w którym osada Chimú jest połączona z innymi elementami krajobrazu za pomocą ścieżki rytualnej, czyli geoglifu – podkreśla Henry Tantalean z Universidad Nacional Mayor de San Marcos
Oba wzgórza, połączone tą kamienną linią, najprawdopodobniej były postrzegane jako apus, a więc święte góry w andyjskiej wizji świata, siedziby opiekuńczych duchów. To fizyczne połączenie miejsc sakralnych z terenami rolniczymi jasno pokazuje, iż uprawa ziemi nie była dla Chimú wyłącznie czynnością ekonomiczną. Była częścią szerszego, duchowego porządku, w którym ludzka praca i rytuał splatały się nierozerwalnie.
Pola uprawne większe niż sądzono
Skala zaawansowania rolnictwa w tym rejonie okazała się imponująca. W sektorze zwanym Pampas de Lescano zidentyfikowano około 100 hektarów precyzyjnie ukształtowanych pól. To znacznie więcej niż wcześniejsze szacunki dla podobnych stanowisk w dolinie. Bruzdy miały różne kształty: od wężowych po grzebieniowe i były zaopatrywane w wodę przez sieć mniejszych kanałów odchodzących od głównego systemu irygacyjnego, zwanego Wielkim Kanałem Szczytowym. Na powierzchni wciąż można znaleźć kamienne narzędzia, jak motyki, które potwierdzają intensywną pracę na tych terenach. Analizy pyłków i fitolitów pobranych z gleby mają ostatecznie potwierdzić, jakie rośliny tu uprawiano. Wszystko wskazuje na to, że były to podstawy lokalnej diety: kukurydza, dynia i fasola.
Centralnym punktem tego rolniczo-rytualnego kompleksu była okazała świątynia. Jej podstawa to czworokątna, kamienna platforma o wymiarach około 40 na 50 metrów i wysokości dochodzącej do trzech metrów, zorientowana na północ, co było zgodne z praktyką Chimú. Przed nią rozpościerał się ogromny plac o powierzchni blisko 8000 metrów kwadratowych, zdolny pomieścić tłumy. Całość układa się w logiczny obraz społeczeństwa, w którym władza, gospodarka i religia były ze sobą ściśle splecione. Geoglif nie był tylko drogą, ale zarazem widzialnym znakiem władzy elit, które kontrolowały zarówno żywność, jak i dostęp do świata nadprzyrodzonego.
Trwa nieubłagany wyścig z czasem
Niestety, radość z odkrycia przyćmiewa świadomość poważnego zagrożenia. Współczesna infrastruktura, taka jak słupy wysokiego napięcia, drogi serwisowe, a nawet prywatne fermy drobiu, nieubłaganie wkracza na teren stanowiska. Archeolodzy pracują w trybie, który sami określają mianem archeologii ratunkowej, starając się udokumentować wszystko, co jeszcze pozostało. Odkrycie, jakiego dokonali, przedstawia społeczeństwo Chimú jako twórców nie tylko monumentalnych budowli, ale i zrównoważonego, głęboko symbolicznego systemu zarządzania krajobrazem. Pozostaje jednak pytanie, czy uda się ocalić te świadectwa przeszłości, zanim rozwój współczesnego Peru bezpowrotnie je zatrze.
