Od czego może zależeć liczba ryb na rafie koralowej? Od złożoności ekosystemu i od liczby ludzi, którzy mieszkają w okolicy – to pewne. Ale zespół dr. Joshuy Cinnera z James Cook University w Australii, który badał rafy w zachodniej części Oceanu Indyjskiego, wykrył jeszcze jeden czynnik. To – jak ogłosił w czasopiśmie „Current Biology” – zamożność mieszkających nad morzem społeczeństw. Tam bowiem, gdzie ludność dopiero co zaczęła się wspinać po drabinie rozwoju gospodarczego, liczba ryb spadała do ledwie jednej czwartej tego, co można było znaleźć w pobliżu zarówno terenów biednych, jak i bogatych.

Te wyniki ucieszyły zwolenników hipotezy zwanej środowiskową krzywą Kuznetsa. Ma ona kształt odwróconej litery U. Zgodnie z nią najbiedniejsze społeczeństwa w niewielkim stopniu szkodzą środowisku. Gdy się bogacą, ich negatywny wpływ rośnie. W pewnym momencie ludzie jednak orientują się, że niszczenie przyrody szkodzi gospodarce, a nawet ich zdrowiu. To oznacza, że dotarli na szczyt krzywej Kuznetsa i jeśli dalej będą się bogacić, będzie ich stać na zadbanie o środowisko. Dr Cinner tak wyjaśnia fenomen społeczeństw „w pół drogi do zamożności”: „Mają technologię, dzięki której eksploatują rafy, ale nie mają instytucji, by je chronić. Nie są też na takim poziomie rozwoju, by mogli przestawić się na inne sposoby zarobkowania niż rybołówstwo”.

Magazyn „Conservation”, który niedawno opublikował obszerny raport o związkach między kryzysem ekonomicznym a stanem przyrody, jest bardziej ostrożny. Krzywa Kuznetsa sprawdza się, ale nie wszędzie i nie zawsze. Im bogatsze społeczeństwo, tym więcej daje na ochronę przyrody.

W latach kryzysów ekonomicznych w USA, choćby w roku 1987 czy 1999, darowizny na rzecz Sierra Club czy WWF natychmiast spadały. Podobnie kształtują się poglądy ludzi na temat tego, co jest ważniejsze: wzrost gospodarczy czy ochrona środowiska. Z danych od 1985 do 2006 roku wynika, że gdy dochód rośnie, Amerykanie przedkładają przyrodę nad gospodarkę (65 kontra 30 proc.), a gdy spada – preferencje się wyrównują (47 proc. za przyrodą, 43 – za gospodarką).

Krzywą Kuznetsa nie do końca potwierdzają też przytaczane w „Conservation” wyniki badań dr. Robina Naidoo i prof. Wiktora Adamowicza z University of Alberta w Kanadzie. Porównywali oni średni dochód na mieszkańca w stu krajach z liczbą gatunków zagrożonych tam wymarciem. W przypadku pięciu grup organizmów – roślin, bezkręgowców, ryb, płazów i gadów – zależność była jednoznaczna: im bogatszy kraj, tym więcej wymierających gatunków. Ekonomia nie miała widocznego wpływu na losy ssaków. Tylko ptaki pięknie wpasowały się w krzywą Kuznetsa – najlepiej sobie radziły w najbiedniejszych i najbogatszych krajach. Dlaczego? Gdy ludzie chcą pomóc przyrodzie, to wspomagają raczej programy ochrony ślicznych ptaszków, a nie jakichś „robali”. Wygląda więc na to, że z kryzysu ekonomicznego ucieszą się głównie insekty, ryby, żaby i jaszczurki...