1marca 1887 r. 21-letni Aleksander (Sasza) Uljanow i jego towarzysze z organi­zacji terrorystycznej „Narodnaja Wola” („Wola Ludu”) mieli rzucić bomby w kierunku cara Aleksandra III, jego żony Marii i następcy tro­nu Mikołaja, przejeżdżających po Prospekcie Newskim. Data planowanego zamachu nie była przypadkowa, bowiem tego dnia sześć lat wcześniej narodowolcy zgładzili poprzednie­go monarchę - Aleksandra II.

Tym razem policja wiedziała o planach spiskowców i zatrzy­mała zamachowców z bombami, jeszcze zanim zdążyli przystąpić do działania. W tym samym dniu aresztowano Saszę.

Mieszkająca w Symbirsku nad Wołgą rodzina Uljanowów zdawała sobie sprawę, że grozi mu najwyższy wymiar kary. Matka j Maria pospieszyła do Petersburga, by osobiście błagać cara o litość dla syna. Pięciu § organizatorów spisku, w tym Uljanow, zostało skazanych na karę śmierci. Aleksander III był gotów ułaskawić swych niedo­szłych oprawców, gdyby ci okazali skruchę i zwrócili się do niego z uniżoną prośbą. Sasza nie skorzystał z tej możliwości. 8 maja 1887 roku został powieszony na dziedzińcu Twier­dzy Szlisselburskiej.

Jak utrzymywali historycy radzieccy, do­wiedziawszy się o straceniu Saszy, jego młod­szy brat Włodzimierz (Wołodia) uroczyście przyrzekł: „Nie, nie pójdziemy tą drogą. To nie j est droga właściwa”. Po latach j ego siostra Ma­ria, wówczas 9-letnia, przyznała, że mógł użyć nieco innych słów. Nie zmienia to jednak faktu, że śmierć starszego brata stała się punktem zwrotnym w życiu Lenina. Wywołała u niego odruch buntu i skłoniła do próby zrozumie­nia życiowych wyborów Saszy: dlaczego brat poświęcił świetnie zapowiadającą się karierę naukową i dotychczasowe wygodne życie?

OBOWIĄZEK PRZEDE WSZYSTKIM

Rodzina Uljanowów - ojciec Ilja, matka Maria oraz szóstka ich dzieci (Anna, Aleksan­der, Wołodia, Olga, Dymitr i Maria) - uchodziła za zgodną i szczęśliwą. Mieszkali w dużym domu, gdzie każde z trójki najstarszych dzieci miało własny pokój. Uljanowowie zatrudniali kucharkę i nianię, a do prac gospodarczych (piłowania drewna czy odgarniania śniegu) wynajmowali okolicznych robotników.

Choć mieszkali w prowincjonalnym Symbirsku, liczącym 43 tys. mieszkańców, rodzice zapewnili dzieciom jak najlepsze wykształce­nie. Służyli też przykładem, że ciężka praca stanowi sposób na osiągnięcie sukcesu. Ojciec był synem krawca o tatarskich czy kałmuckich korzeniach, który zmarł, gdy chłopiec miał 6 lat - mimo to Ilja zdołał ukończyć studia matematyczne na Uniwersytecie Kazańskim.

Najpierw pracował jako zwyczajny na­uczyciel, awansując kolejno - na stanowisko inspektora, potem zaś na kuratora szkół pań­stwowych w guberni symbirskiej. Za swoją pracę uzyskał tytuł rzeczywistego radcy stanu (według tabeli rang to odpowiednik stopnia generalskiego), a w końcu - szlachectwo.

Z tymi zaszczytami wiązały się licz­ne obowiązki wymagające od Ilji ciągłego przemieszczania się po terytorium liczącym ponad 40 tys. km kw. Podróże tarantasami (powóz z półokrągłą budą zakrywającą tylną część pojazdu, zawieszoną na drewnianych drążkach, co miało zapewnić resorowanie) po kiepskich drogach i wieczne zmagania z biurokratami przypłacił zresztą zdrowiem. Po kilkunastu latach pracy cierpiał na arteriosklerozę i zmarł nagle na wylew w 1886 r. w wieku 55 lat. Wcześniej jednak, nawet tego nie podejrzewając, wykształcił w Aleksan­drze potrzebę dokonywania zmian i wpoił mu głębokie poczucie obowiązku, graniczące z poświęceniem.