Nagie, bezbronne pisklę męczy się; jego drobne ciałko całe drży z wysiłku. Rozcapierza kikuty, które kiedyś przemienią się w skrzydła, unosi grzbiet, wyprostowuje nogi i nic. Po wielu godzinach prób udaje się – jedno z jaj gospodarzy, szarych trzcinniczków, wysuwa się na grzbiecie pisklęcia poza brzeg gniazda, przez moment chwieje się i z pluskiem spada do wody stawu. Potem następne i kolejne. Młoda kukułka, półżywa ze zmęczenia, zostaje w gnieździe sama. „Śmiertelność kukułek w gniazdach jest bardzo duża. Dlatego tak trudno było nakręcić tę scenę” – opowiada Artur Homan, reżyser filmu „Rytmy natury”.

Kukułki składają jaja m.in. do gniazd trzciniaków oraz podobnych do nich, ale mniejszych trzcinniczków. Trzciniaki nie dają się jednak łatwo oszukać. Jeśli rozpoznają „desant” kukułki, to albo porzucają cały lęg, albo na tym samym gnieździe budują drugie i tam powtórnie składają własne jaja. Nieco łatwiej jest podrzutkom w gniazdach trzcinniczków. Młoda kukułka potrzebuje do rozwoju co najmniej tyle jedzenia, co cztery pisklęta gospodarzy razem wzięte. Dlatego podrzutek wykluwa się wcześniej i – wciąż nieopierzony, z trudem się poruszając – wyrzuca z gniazda przybrane rodzeństwo. Jeśli tego nie zrobi, sam umrze z głodu. „

Kukułka ma wielkość gołębia, a trzcinniczek jest mniejszy od wróbla” – wyjaśnia Artur Homan. Jeśli pada deszcz, trzcinniczek nie jest w stanie przykryć i ochronić pisklęcia pasożyta. W czasie złej pogody przybrani rodzice nie potrafią też zebrać dość pokarmu, by go wykarmić. Poza tym kukułka jest o wiele cięższa niż cztery pisklęta gospodarzy i nierzadko gniazdo się pod nią zapada. A ponieważ trzcinniczki gniazdują w trzcinach, młody podrzutek spada do wody i tonie.

Mimo tak dużej śmiertelności piskląt dorosłe kukułki wciąż wolą podrzucać swoje jaja do cudzych gniazd, niż wychowywać je samodzielnie. Podobnie jak i liczne inne gatunki ptaków czy owadów. Ten styl życia wydaje się bowiem wyjątkowo kuszący.

Kukułki z sześcioma nogami

Opieka nad potomstwem, która wyewoluowała niezależnie w wielu grupach zwierząt, zapewnia dużą przeżywalność dzieciom. Wymaga jednak wielkiego wysiłku. Podrzucanie jaj innym rodzicom to zbieranie korzyści z tego wynalazku bez ponoszenia jego kosztów. Przynajmniej tak to wygląda na pozór, bo za kukułczy styl życia trzeba zapłacić sporą cenę.

Być może dlatego wiele zwierząt traktuje podrzucanie jaj do cudzych gniazd jako opcję dodatkową. „Często samica praktykująca ten proceder ma już pod opieką pewną liczbę własnych jaj, a te oddane w dzierżawę mogą dla niej stanowić coś w rodzaju ubezpieczenia na czarną godzinę” – tłumaczy kukułcze obyczaje nie-których owadów prof. Marlene Zuk w książce „Seks na sześciu nogach”. Jako przykład uczona podaje pluskwiaki z rodziny prześwietlikowatych – „delikatne owady z filigranowymi skrzydełkami żyjące na różnych ogrodowych roślinach”. Samice paru gatunków z tej grupy niekiedy „składają jaja pośród jaj będących pod opieką innej samicy”. Ten proceder powtarzają wielokrotnie, aż do chwili, gdy nie mogą zna-leźć więcej kandydatek na przybraną matkę.

Podobne zachowania obserwowano u grabarzy – chrząszczy, które żywią się padliną. W niej składają jaja i wychowują potomstwo. O świeże zwłoki potrafią toczyć walki. Gdy jedna para grabarzy zwycięży, pokonana samica często pozostaje w pobliżu i cichcem stara się złożyć tam swoje jaja. Nowa gospodyni potrafi przy tym tolerować jej obecność. Bo – jak twierdzi prof. Zuk – wychowywanie obcych dzieci własnego gatunku może przynosić korzyści obydwu stronom.

„Drapieżniki na ogół nie pożerają wszystkich jaj czy grup młodych” – pisze uczona. „W takich wypadkach warto być członkiem wielkiej hordy, ponieważ im większy wybór ma drapieżnik, tym mniejsze ryzyko stania się jego ofiarą”.

Ptasia mafia atakuje

Podobną motywację mogą mieć kaczki, nagminnie podrzucające sobie jaja. „Ten obyczaj jest rozpowszechniony wśród wszystkich polskich gatunków kaczek. One potrafią nawet sobie podkradać jaja, żeby zwiększyć różnorodność piskląt we własnym gnieździe!” – opowiada Piotr Świętochowski z Towarzystwa Przyrodniczego Dubelt. Ma to sens, ponieważ kaczki mogą wysiadywać kilkanaście jaj naraz.

 

W przypadku ptaków mających mniejsze możliwości w tym zakresie ryzyko śmierci podrzutka jest o wiele wyższe. Biologiczni rodzice starają się więc choć trochę zwiększyć szanse swego potomstwa w obcym gnieździe. Np. dorosłe starzyki brunatnogłowe z Ameryki Północnej organizują w tym celu coś w rodzaju ptasiej mafii. Składają jaja w gniazdach blisko stu innych gatunków, ale ofiary często rozpoznają podrzutki i wyrzucają je z gniazda. Starzyki uważnie to obserwują. Jeśli ich potomek rzeczywiście zostanie wypchnięty, napadają na gospodarzy i niszczą ich pozostałe jaja bądź  pisklęta. Bywa więc, że ofiary ze strachu przed „mafią” godzą się na obecność podrzutka. Ale pod jednym warunkiem – że razem z nim odchowają choć część własnego potomstwa.

Jednak nawet „mafijny” nadzór nie musi zapewnić podrzutkowi bezpieczeństwa. Widać to na przykładzie kukułki czubatej z Półwyspu Iberyjskiego, która składa jaja do gniazd ptaków krukowatych. Hiszpańscy badacze przez pięć sezonów obserwowali sroki wychowujące pisklęta pasożyta. Jeśli w gnieździe znajdowało się zarówno potomstwo biologiczne rodziców, jak i przybrane, to te cudze było karmione wy-raźnie rzadziej niż własne.

Może z obawy przed takim obrotem spraw samice afrykańskich miodowodów, które swoje jaja składają często do gniazd żołn, postępują brutalniej. Zaraz po podrzuceniu potomka dziurawią dziobem wszystkie inne jaja, które już są w gnieździe. Najgorzej traktują przy tym te, które są większe od pozostałych. Brytyjscy naukowcy, którzy badali takie zachowania, twierdzą, że jest to obawa przed konkurencją. Te większe jaja mogła bowiem złożyć inna samica miodowoda. A pisklę podrzutek, gdy tylko się wykluje, zasztyletowuje dziobem wszelkie młode ptaki, których jego matka nie zdołała zabić wcześniej – także te należące do jego własnego gatunku. Dla młodego miodowoda największym niebezpieczeństwem jest więc inny miodowód w gnieździe. Ten, który się pierwszy wykluje lub jest silniejszy, zakłuje drugiego. Matka każdego z nich stara się zatem zniszczyć konkurencję w zarodku.

Poznaj wroga swego

Młode kukułki traktują konkurencję równie bezwzględnie jak miodowody. Przybrani rodzice próbują się bronić, co prowadzi do swoistego wyścigu zbrojeń. Kukułcze jaja naśladują kształtem, wielkością i ubarwieniem te składane przez gospodarzy. Samica kukułki podrzuca więc swe potomstwo głównie jednemu gatunkowi ofiar – temu, w którego gnieździe sama się wychowała. Zadanie ułatwia jej kolor piór przypominający krogulca – drapieżnika wyspecjalizowanego w polowaniach na drobne ptaki. Na jego widok skrzydlata drobnica rzuca się do ucieczki. Wykorzystuje to kukułka, by podrzucić jaja do pozostawionych bez opieki gniazd.

Ale to nie zawsze się sprawdza. Drobne ptaki i tak często potrafią rozpoznać kukułkę. Rzucają się wtedy na nią i zmuszają do ucieczki. Naukowcy z University of Cambridge odkryli w 2009 roku, że niedoświadczone trzcinniczki uczą się tej sztuki, obserwując starszych kolegów. Podobne obserwacje poczyniono w Japonii, gdzie kukułki znalazły nowe ofiary: sroki błękitne. Początkowo nie reagowały one na za-chowanie pasożyta, ale po 40 latach nauczyły się go atakować, a nawet rozpoznawać jego jaja w swoim lęgu. Z powodu takiej zmasowanej obrony wśród kukułek pojawiła się nowa for-ma barwna: brązowa, przypominająca raczej pustułkę niż krogulca. Jeśli trzcinniczki nauczą się rozpoznawać jedną z nich, to druga nadal może udawać drapieżnego ptaka. Od czasu do czasu udaje się jej więc podrzucić jajo do cudzego gniazda.

Potem już nie przejmuje się jego losem. Młode musi radzić sobie samo. Ledwo wykluje się z jaja, a już zaczyna z mozołem wyrzucać z gniazda konkurencję. Potem musi przekonać przybranych rodziców, że warto mu przynosić więcej pokarmu niż zwykłemu pisklęciu. Młoda kukułka dopomina się więc o jedzenie głośniej, a wnętrze jej dzioba jest jaskrawiej ubarwione niż innych ptaków. To są bodźce, które bardzo silnie wyzwalają ptasi instynkt rodzicielski. „Zdarza się, że zupełnie obce ptaki nie potrafią oprzeć się »czarowi« kukułki. Podlatują do gniazda, w którym jest ona wychowywana, i wkładają jej do dzioba pokarm” – opowiada Artur Homan.

Także i ta metoda obarczona jest sporym ryzykiem. „Głośny pisk przyciąga uwagę tak-że drapieżników. Dlatego młode kukułki częściej padają łupem lisów, jenotów czy norek” – dodaje reżyser „Rytmów natury”. Żeby więc dochować się potomstwa, kukułka musi składać więcej jaj niż te ptaki, które samodzielnie opiekują się swymi pisklętami. Jak na razie wciąż przynosi jej to korzyści. Ale trzcinniczki zapewne jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa. Ich wojna z kukułkami jest daleka od zakończenia.

 


• DLA GŁODNYCH WIEDZY:

» Film „Rytmy natury” Artura Homana – www.film.barycz.pl

» Artykuł „Pasożytnictwo lęgowe wśród biebrzańskich ptaków” znajduje się w książce „Tajemnice doliny Biebrzy” pod red. Jana Taylora (TransHumana, 2013)

» Więcej o pasożytnictwie lęgowym wśród owadów – „Seks na sześciu nogach”, Marlene Zuk (Prószyński i S-ka, 2012)