Tanie latanie od dawna działa według bardzo prostej zasady: sam bilet może kosztować grosze, ale każda dodatkowa usługa szybko winduje cenę podróży. Ryanair od lat opiera na tym swój model biznesowy, a najnowsze informacje pokazują, że przewoźnik zamierza jeszcze mocniej uszczelnić kontrolę bagażu podręcznego. Jeśli więc liczycie na „upychanie na siłę”, lepiej dwa razy sprawdźcie wymiary plecaka przed wyjazdem.
Koniec pobłażania dla zbyt dużych plecaków
Obecnie pasażerowie mogą bezpłatnie zabrać na pokład jedną małą torbę o maksymalnych wymiarach 40 × 30 × 20 cm, która musi zmieścić się pod siedzeniem. Większy bagaż podręczny — do 10 kg i o wymiarach 55 × 40 × 20 cm — wymaga już wykupienia usługi Priority. Problem w tym, że wiele osób nadal próbuje „naginać” regulamin, wciskając do darmowego limitu mocno wypchane plecaki albo torby wyraźnie większe niż dopuszczają zasady. I właśnie z tym Ryanair chce teraz walczyć znacznie agresywniej.
Najwięcej emocji budzi nowy system motywacyjny dla pracowników lotniskowych. CEO Ryanaira, Michael O’Leary, przyznał, że obsługa naziemna otrzyma wyższe premie za wykrywanie pasażerów z ponadwymiarowym bagażem. Zmiany mają wyglądać następująco:
- prowizja za wykrycie nieregulaminowej torby wzrośnie z 2,5 do 3,5 euro,
- znikną limity dotyczące liczby zgłoszeń,
- kontrole przy bramkach mają być znacznie dokładniejsze niż dotychczas.
Dla nas, podróżnych, oznacza to jedno — pracownikom będzie zwyczajnie opłacało się sprawdzać bagaże bardziej rygorystycznie. Jeśli obsługa uzna, że Wasz plecak wygląda podejrzanie, zostaniecie poproszeni o umieszczenie go w specjalnym koszu pomiarowym. Jeśli torba się nie zmieści albo będzie zbyt mocno wypchana, pojawi się opłata naliczana przy bramce. A ta potrafi zaboleć bardziej niż sam lot.
Czytaj też: Dlaczego szyby samolotów mają miniaturowe dziurki? Ich rola jest większa, niż myślisz
Dopłata za ponadwymiarowy bagaż może wynieść nawet około 300 zł. W przypadku odmowy zapłaty przewoźnik może po prostu nie wpuścić pasażera na pokład. I właśnie dlatego internet jest dziś pełen poradników typu „najlepszy plecak do Ryanaira”, bo dla wielu osób kupno nowego bagażu okazuje się tańsze niż ryzykowanie kary na lotnisku.
Tanie latanie robi się coraz mniej „tanie”
Trzeba uczciwie przyznać, że linie lotnicze mają prawo egzekwować własny regulamin. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy cały system zaczyna przypominać polowanie na dodatkowe opłaty. Szczególnie że przy prowizji „od złapanego pasażera” atmosfera przy gate’ach może zrobić się jeszcze bardziej nerwowa niż zwykle.
Oczywiście, to w dużej mierze wina podróżnych, którzy kupują bilety w absurdalnie niskich cenach, a dopiero później odkrywają, ile kosztują wszystkie dodatki. Sam kiedyś widziałam ludzi przepakowujących ubrania na podłodze lotniska albo zakładających trzy bluzy naraz, żeby tylko zmieścić się w limicie bagażu. Zresztą, to normalna praktyka i zapewne każdy chociaż raz widział lub nawet doświadczył czegoś takiego.
Czytaj też: Boisz się turbulencji? Omijaj te połączenia lotnicze
Dlatego przed kolejnym wyjazdem naprawdę warto poświęcić kilka minut na sprawdzenie wymiarów plecaka. Bo przy obecnym podejściu Ryanaira nawet kilka dodatkowych centymetrów może okazać się najdroższą częścią całej podróży. Zawsze lepiej, by bagaż był nieco mniejszy niż większy. Zwłaszcza że teraz raczej wątpliwe, by tak łatwo nam się „upiekło”. Polecam sprawdzić sobie torby/plecaki z opcją worka próżniowego, choć to też trzeba dobrze przemyśleć, bo na miejscu niekoniecznie musimy mieć możliwość użycia odkurzacza, więc problem po prostu zostanie odłożony w czasie do powrotu.
Tak czy inaczej, zawsze warto czytać drobne druczki i sprawdzać wszystko przed zakupem biletu. Chociaż lot do Rzymu na weekend kusi niską ceną, to trzeba myśleć również o bagażu, bo to właśnie on potrafi sprawić, że tania wycieczka zmieni się w drenujący portfel wypad.
Źródło: The Times
