Według zestawienia najbardziej wyboistą trasą lotniczą w Europie okazało się połączenie między Niceą a Genewą. Wysoko w rankingu znalazły się również loty na linii Nicea-Zurych, Mediolan-Zurych oraz Mediolan-Lyon. W pierwszej dziesiątce dominują połączenia prowadzące nad Alpami lub w ich bezpośrednim sąsiedztwie. Aż osiem z dziesięciu najbardziej podatnych na turbulencje europejskich tras rozpoczyna się lub kończy w Szwajcarii.
Czytaj też: Lubię miasta, w których da się odetchnąć. Kraków właśnie dostał za to światowe wyróżnienie
Eksperci tłumaczą, że góry są jednym z głównych źródeł silnych turbulencji atmosferycznych. Gdy potężne masy powietrza przemieszczają się nad wysokimi pasmami górskimi, tworzą fale górskie i niestabilne prądy powietrzne. Samoloty lecące przez takie obszary mogą doświadczać nagłych wstrząsów nawet przy bezchmurnym niebie. To właśnie dlatego loty nad Alpami, Andami czy Himalajami regularnie trafiają na szczyty podobnych rankingów.
Autorzy badania wykorzystali dane dotyczące około 10 tysięcy tras lotniczych łączących 550 największych lotnisk świata. Analiza opierała się na wskaźniku EDR, czyli Eddy Dissipation Rate, używanym przez meteorologów i lotnictwo do pomiaru intensywności turbulencji. Im wyższy wynik, tym bardziej niestabilne warunki podczas lotu. Co ciekawe, nawet najbardziej turbulentne europejskie trasy wciąż mieszczą się w kategorii lekkich turbulencji. Według ekspertów prawdziwie ekstremalne turbulencje są stosunkowo rzadkie, choć pojedyncze incydenty potrafią być bardzo groźne.
W skali globalnej Europa i tak wypada stosunkowo spokojnie. Najbardziej turbulentną trasą świata po raz kolejny zostało połączenie Mendoza-Santiago de Chile przebiegające przez Andy. Lot trwa zaledwie około godziny, lecz samoloty regularnie wpadają tam w silne fale powietrzne wywoływane przez najwyższe pasmo górskie Ameryki Południowej. W światowym rankingu wysoko znalazły się również połączenia w Chinach, Nepalu oraz rejonach Himalajów.
Rosnące zainteresowanie turbulencjami nie jest przypadkowe. W ostatnich latach doszło do kilku bardzo głośnych incydentów lotniczych związanych z gwałtownymi wstrząsami podczas lotu. Największym echem odbił się dramatyczny lot Singapore Airlines z Londynu do Singapuru w maju 2024 roku. Samolot nagle wpadł w bardzo silne turbulencje, w wyniku których jedna osoba zginęła, a ponad sto zostało rannych. To wydarzenie wywołało globalną dyskusję o bezpieczeństwie lotów i zmianach klimatycznych wpływających na atmosferę.
Czytaj też: Spieszmy się zwiedzać Meksyk, bo tak szybko znika. Satelity ujawniły skalę problemu
Naukowcy coraz częściej ostrzegają, że turbulencje mogą stawać się mocniejsze wraz ze zmianami klimatu. Wzrost temperatury atmosfery wpływa na prądy strumieniowe i zwiększa niestabilność powietrza na dużych wysokościach. Szczególnie niebezpieczne są turbulencje czystego nieba występujące przy pozornie czystym niebie, których praktycznie nie widać na radarach pogodowych. Według części badań liczba takich zjawisk wzrosła w ostatnich dekadach nawet o kilkadziesiąt procent.
Mimo alarmujących nagłówków piloci i eksperci lotniczy podkreślają jednak, że turbulencje bardzo rzadko stanowią zagrożenie dla samego samolotu. Nowoczesne maszyny projektowane są tak, aby wytrzymywać znacznie większe przeciążenia niż te spotykane podczas normalnych lotów pasażerskich. Największym problemem pozostają urazy pasażerów i członków załogi, którzy w chwili silnych wstrząsów nie mają zapiętych pasów bezpieczeństwa. Dlatego linie lotnicze coraz częściej utrzymują sygnał zapiąć pasy nawet podczas spokojnego lotu.
Źródło: Turbli
