Jak czytamy w opisie tego specyfiku w bazie leków serwisu Medycyna Praktyczna, semaglutyd to „analog ludzkiego glukagonopodobnego peptydu-1 (GLP-1), hormonu inkretynowego”. Wiąże się wybiórczo i aktywuje receptory GLP-1 obecne w trzustce, mózgu, nerkach czy naczyniach krwionośnych.
 

Jak działa

Kontrola GLP-1 jest pomocna w leczeniu otyłości, bo receptor ten „działa wielokierunkowo w zakresie regulowania łaknienia, stężenia glukozy oraz czynności układu sercowo-naczyniowego”. Semaglutyd reguluje trzustkowe wydzielanie insuliny. Lek ten poprawia kontrolę glikemii poprzez zmniejszenie stężenia glukozy we krwi zarówno na czczo jak i po posiłkach (m.in. w niewielkim stopniu opóźnia opróżnianie żołądka).

Twórcy leku rozumiejąc, że ten środek dla diabetyków może zmniejszać masę ciała i masę tłuszczową redukując podaż kalorii (głównie hamując łaknienie) chcieli zobaczyć, jak dobrze poradzi sobie w terapii otyłości. Zawsze to nowy rynek zbytu, i to większy od ludzi z cukrzycą. Za pieniądze producenta semaglutydu, firmy farmaceutycznej Novo Nordisk, w 129 ośrodkach badawczych w 16 krajach na 4 kontynentach przeprowadzono globalne badanie na grupie blisko 2000 osób. 
 

Uczestnicy

Wszyscy uczestnicy mieli 18 lat lub więcej, otyłość mierzoną indeksem masy ciała oraz przynajmniej jedną nieudaną próbę samodzielnego odchudzania się za sobą. Były to głównie osoby białoskóre – 75,1 proc.; głównie kobiety – 74,1 proc. w wieku średnim 46 lat i o przeciętnej wadze 105,3 kg. W teście nie brali udziału diabetycy oraz osoby, które przeszły zabiegi chirurgiczne mające pomóc im w schudnięciu. Jednak 43,7 proc. osób zidentyfikowano jako zagrożone cukrzycą. Trzy czwarte uczestników miało jakąś chorobę towarzyszącą związaną z otyłością, jak np. nadciśnienie.

Ponad 1300 osób dostawało przez 68 tygodni raz w tygodniu zastrzyk z 2,4 mg semaglutydu (początkowo 0,25 mg a potem dawkę zwiększano; pełna od 16. tygodnia), lub mniejszą w przypadku trudnych do zniesienia efektów ubocznych (mdłości, wymioty, biegunka albo zatwardzenie). Pozostali uczestnicy eksperymentu byli w grupie placebo. I jednym i drugim doradzano jak zmienić dietę i jak ćwiczyć. Zachęcano ich do 150 minut aktywności fizycznej tygodniowo. Sugerowaną dietę kontrolowano jedynie poprzez aplikację mobilną, w której informacje samodzielnie zostawiali biorący udział w teście.
 

Wyniki

Przez 15 miesięcy trwania eksperymentu więcej osób schudło z grupy, gdzie poza zachętą do ćwiczeń, poradami dotyczącymi diety podawano jeszcze semaglutyd, niż z grupy placebo, gdzie tylko doradzano w sprawie jedzenia i aktywności fizycznej (średnią różnicę „z lekiem” i „bez leku” policzono na 12,7 kg.). Według pomiaru w 68 tygodniu aż 86 proc. straciło przynajmniej 5 proc. początkowej masy ciała (31, 5 proc. w grupie placebo), 69 proc. straciło przynajmniej 10 proc. masy ciała (12 proc. w grupie placebo), 50 proc. straciło przynajmniej 15 proc. masy ciała (4,9 proc. w grupie placebo).

Na zakończenie testu aż 1/3 uczestników eksperymentu, którym podawano semaglutyd straciło przynajmniej 20 proc. wyjściowej masy ciała. To jest wynik osiągany zwykle po roku do 3 lat po operacji bariatrycznej.
 

Życie po leczeniu

BBC zdołał porozmawiać z jedną z brytyjskich uczestniczek eksperymentu, panią Jan z Kent, która odchudzając się z pomocą semaglutydu straciła aż 28 kg początkowej wagi (1/5 wyjściowej masy ciała). – Ten lek zmienił moje życie i kompletnie zmienił podejście do jedzenia – przekonuje. Jak wyjaśniła pani Jan, próby odchudzania się z pomocą przeróżnych diet sprawiały, że czuła się nieszczęśliwa. Biorąc lek niejedzenie „przyszło jej łatwiej”, bo zwyczajnie „nie czuła głodu”. Co podkreśla BBC, jak tylko skończył się eksperyment, dawne nawyki żywieniowe powróciły i kobieta zaczęła tyć.