1. Chcę budować przyszłość

Iwona Kossmann pracowała na menedżerskich stanowiskach w branży kosmetycznej, telekomunikacyjnej, modowej i wydawniczej. Dziś ma firmę pod marką Koss-mann, butik i sklep internetowy.

Pewnego dnia doszłam do wniosku, że w pracy chcę budować moją przyszłość, nie tylko teraźniejszość. Do tej decyzji dojrzewałam wiele lat. Na spotkaniach poświęconych kobiecej przedsiębiorczości, gdzie występowałam jako ekspert i dowód na to, że kobieta może wysoko awansować w korporacyjnych strukturach, pytano mnie często: „Pani Iwono, a może własna firma?”. „Może” – odpowiadałam. W końcu nadszedł rok 2012, przełomowy i bardzo dla mnie trudny. Odszedł mój ojciec, zmarło także dwoje przyjaciół. Te wydarzenia pozwoliły mi zrozumieć, jak ulotne jest życie. Dotarło do mnie, że czas, który mamy, jest ograniczony. W smutku i żalu związanym ze stratą pomyślałam, że może nigdy nie będzie już lepszego momentu, żeby stworzyć sobie inne życie i... pracę.

Zdecydowałam się na modę kobiecą. W tej branży jest duża konkurencja, lecz ja chciałam wypełnić niszę – stworzyć kolekcję, którą kobiety mogłyby nosić do pracy. Moda o prostych, klasycznych liniach, w monochromatycznych kolorach, z doskonałych materiałów, która nie nudzi się po jednym sezonie. Takie ubrania, zgodne z korporacyjnym dress code, sama chciałabym nosić. Moim biznesowym wzorem jest Armani, który swoje imperium rozwijał po czterdziestce. Udało mu się, do dziś sam prowadzi własne firmy. To dla mnie inspiracja, nie chciałabym doświadczyć sytuacji, gdy w wieku 60 lat chcę pracować, ale nie mogę.

Gdybym została w korporacji, pewnie tak by się stało. W Polsce najciekawsze kariery w dużych spółkach trwają krótko, a w mniejszych nie ma zbyt dużej przestrzeni rozwoju. Gdy rozstałam się z poprzednim pracodawcą, dostałam kilka nowych ofert zatrudnienia. Zadałam sobie pytanie: czy w tej pracy będę za dziesięć lat i będę mogła się w niej rozwijać? Odpowiedź brzmiała: nie. Jestem wdzięczna korporacjom za to, co mi dały. Ten okres mnie zbudował. Przeszłam z poziomu asystenta do stanowiska prezesa. W Unileverze poznałam wiele narzędzi marketingowych, zdałam sobie sprawę, że produkt to koncepcja, ale równie ważne jest jej wdrożenie. Z tych czasów wyniosłam też umiejętność tworzenia strategii biznesowej. Coty było dla mnie szkołą życia, pokazało, jak ważny jest przepływ pieniądza i relacje z inwestorami.

Z kolei praca w telekomunikacji dała mi możliwość pracowania, gdziekolwiek jestem: iPhone, laptop, iPad i inne narzędzia pozwalają mi być dostępną, reagować szybko. Doświadczenie z Deni Cler pokazało mi, że moda to mój świat i dało mi przekonanie, że w tej branży szansę mają także firmy nowe, budowane od zera, a nie tylko te z pokoleniowymi tradycjami.

Jak sobie radzić w okresie przejścia między etatem a własną działalnością? Nie zrażać się przy każdej przeszkodzie. Zapewnić sobie środki utrzymania przynajmniej na rok. Otoczyć się doradcami: prawnikiem i dobrą księgową. I nie myśleć o korporacji jak o oazie bezpieczeństwa. Trzeba pamiętać, że jeśli nie ma w niej wzrostu przychodów i zysków, żaden prezes się nie utrzyma.

Teraz jestem przedsiębiorcą, który pracuje dwanaście godzin dziennie. Trudne chwile? Przynajmniej kilka. Pierwsza, gdy wydawało mi się, że nie dopnę finansowo projektu. Ale dopięłam. Druga – wycofanie się kontrahenta produkującego kolekcję. Pomógł dobry kontrakt. Trzeci – natłok przepisów, który kazał mi zwątpić, czy uda nam się otworzyć sklep zgodnie z planem. Ale i to się udało, wystartowaliśmy z końcem marca.

Pracuję więcej niż dawniej, ale elastyczniej. Mogę zacząć pracę o szóstej rano, by o ósmej być do dyspozycji córek. Mają czternaście i sześć lat, potrzebują mnie w ważnych dla siebie momentach. Przyznam, że z dzieciństwa starszej wiele mi umknęło, nie można przecież odwołać posiedzenia zarządu z powodu przedstawienia w szkole czy wizyty u ortodonty. Dziś młodsza córka rozkłada w domu rysunki i mówi: „To najnowsza kolekcja. Co dajemy do produkcji, mamo?”. Starsza już planuje, że w przyszłości będzie pracować w firmie. Strefy prywatna i zawodowa przenikają się coraz bardziej. Ale w tej całej intensywności, napięciu, ekscytacji, czekaniu na wyniki sprzedaży po raz pierwszy od wielu lat udało mi się znaleźć czas na sport – jogę, tenis, pływanie. Dbam o ciało i duszę. To ważne, bo przecież muszę mieć siły, by udźwignąć zadanie, którego się podjęłam..