Najgorzej mają Meksykanie. Według najnowszych danych OECD (Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju) są najbardziej zapracowanym narodem świata. W 2018 r. przepracowali średnio 2258 godzin rocznie, a ustawowy czas pracy w ich kraju wynosi 48 godzin tygodniowo. Na podium znajdują się też Kostarykanie i Koreańczycy – w 2017 r. obie nacje spędziły w pracy ponad 2 tys. godzin. W Południowej Korei ustawodawca dopuszcza pracę nawet przez 52 godziny tygodniowo.

Polacy z wynikiem 1928 godzin w 2017 roku są w raporcie OECD na wysokim siódmym miejscu. Dla porównania – Niemcy, którzy zamykają stawkę, przepracowali dwa lata temu aż 600 godzin mniej niż my (1356). Jeśli przyjmiemy, że pracujących dni w roku jest 250, wychodzi, że nasi zachodni sąsiedzi średnio spędzali w pracy zaledwie 5,5 godziny dziennie. – Jeśli się patrzy na statystyki, to Polacy pracują raczej dużo niż mało – potwierdza prof. Sylwiusz Retowski, psycholog pracy i organizacji z Uniwersytetu Humanistycznospołecznego SWPS. – Niestety, bardzo dużo osób jest u nas nieaktywnych zawodowo – tych pracujących jest raptem tylko ok. 56 proc. (dane za zeszły rok). A więc ci, którzy pracują, pracują powyżej średniej europejskiej.

Skutki tego stanu rzeczy pokazuje ranking „The Workforce View in Europe 2018”. Wynika z niego, że jesteśmy najbardziej zestresowanymi pracownikami w Europie. Stresu każdego dnia doświadcza w pracy aż 27 proc. Polaków. Na drugim biegunie są Holendrzy – na co dzień w pracy stresuje się tylko co dziesiąty z nich. Nie dość, że pracujemy w napięciu i ponadprzeciętnie długo, to jeszcze nie ograniczamy się do godzin roboczych. Według raportu firmy Naturativ badającej filozofię slow life w polskim wydaniu, aż połowie z nas zdarza się pracować w czasie wolnym. Co gorsza, aż co trzecia osoba w wieku 25–44 lat odczuwa niekiedy wyrzuty sumienia, gdy odpoczywa! Fatalnie jest zwłaszcza wśród młodych: według raportu prawie połowa osób w wieku 18–24 czuje dyskomfort, jeśli nie wykonuje swoich obowiązków zawodowych w czasie wolnym.

Trudno się temu dziwić. W naszej kulturze bycie zapracowanym jest ciągle synonimem sukcesu, a lenistwo ma fatalną reputację. Tymczasem badania naukowe dowodzą czegoś odwrotnego. Nicnierobienie jest nam niezbędne – i dla zdrowia fizycznego, i psychicznego.

NIE BIEGNIJ!

O tym, że współczesny styl życia nam szkodzi, po raz pierwszy zrobiło się głośno dzięki psychologowi Robertowi Levine’owi z Uniwersytetu Stanowego Kalifornii we Fresno. W 1999 r. prof. Levine opublikował przełomową pracę, w której w pomysłowy sposób szacował tempo życia w 31 krajach świata. Zespół psychologa zmierzył, jak szybko ludzie chodzą po ulicy, jak prędko pracownik poczty sprzedaje znaczek i jak dokładne są zegary w miejscach publicznych. Na tej podstawie określono, jak szybko żyją mieszkańcy poszczególnych krajów. Państwami o największym tempie życia okazały się Szwajcaria, Irlandia i Niemcy. Polska znalazła się na dwunastym miejscu. „Tempo życia było większe w krajach o zimnym klimacie i indywidualistycznej kulturze” – pisał prof. Levine. Najwolniejszy kraj to Włochy.