Tym bardziej że wiele z fobii, jakie przeżywają dorośli ludzie, wydaje się dość dziwaczna. Zrozumiałe są jeszcze dość często spotykane lęki przed pająkami (arachnofobia), wężami (ofidiofobia), małą zamkniętą przestrzenią (klaustrofobia) czy dużą otwartą przestrzenią (agorafobia). Ale „lęk przed byciem obserwowanym przez kaczki” wydaje się bezsensowny. Tymczasem są ludzie, którzy się czegoś podobnego boją. – Znałam też panią, która panicznie bała się wyjeżdżać poza Warszawę – opowiada dr hab. Ewelina Knapska. – Inna kobieta tak była opanowana przez arachnofobię, że nie mogła spać pod namiotem. Bała się, że pojawi się pająk, a ona nie będzie pewna, w którą stronę on pójdzie. Na myśl o tym robiła się blada.

 

Gdy lęk powraca

Do niedawna wydawało się, że namierzono już miejsca w mózgu, gdzie te wszystkie lęki powstają. Kluczowe miało być ciało migdałowate, które jest głównym źródłem wszystkich emocji. Ważną rolę odgrywać miał też hipokamp, czyli struktura mózgu odpowiadająca za pamięć długotrwałą. To dzięki niemu ludzie i zwierzęta kojarzyli strach z określoną sytuacją, miejscem lub rzeczą. Za trzecią strukturę związaną z odczuwaniem strachu uznawano korę przedczołową, która spina ze sobą ciało migdałowate i hipokamp, działa też hamująco na niektóre reakcje emocjonalne.

10 najdziwniejszych fobii

  • Fobofobia – lęk przed silnym lękiem albo rozwinięciem się dziwacznej fobii. Terapia fobofobii jest trudna, bo nie ma określonego, zewnętrznego bodźca, który by ją nasilał. To raczej stan ciągłego napięcia psychicznego.
  • Tafofobia – lęk przed pogrzebaniem żywcem. Fobia ta trafiła do popkultury (np. książka Tima Krabbe „Złote jajko” i film „Zniknięcie” zrealizowany na jej podstawie).
  • Hylofobia – strach przed drewnem, drzewami i lasem.
  • Heksakosjoiheksekontaheksafobia – lęk przed liczbą 666, którą w Apokalipsie św. Jana nosi Bestia symbolizująca Antychrysta. Szóstka jest zresztą w całej Biblii symbolem niepełności i braku, które są cechami Złego.
  • Gefyrofobia – strach przed mostami, a dokładniej przed przekraczaniem mostów. Osoby cierpiące na gefyrofobię starają się tak wybrać drogę, by ani razu nie przejść ani nie przejechać po moście.
  • Neofobia – lęk przed nowościami. Oczywiście, najczęś ciej zapadają na niego ludzie w wieku podeszłym.
  • Hafefobia – strach przed dotknięciem. Osoby, które cierpią na hafefobię, nie lubią ani gdy ktoś ich dotyka, ani gdy same muszą czegoś lub kogoś dotknąć.
  • Ablutofobia – lęk przed myciem się, a nawet zanurzeniem w wodzie. Tę fobię, jak łatwo się domyślić, częściej obserwuje się u dzieci niż u osób dorosłych.
  • Nomofobia – bardzo nowoczesna fobia, która polega na lęku przed utratą telefonu komórkowego lub choćby brakiem dostępu do niego.
  • Filofobia – strach przed zakochaniem się i życiem z drugą osobą w bliskim związku. Naturalną konsekwencją nieleczonej filofobii jest całkowita samotność.

Nowe metody badawcze pozwoliły dowieść, że to nie jest takie proste. – Za zarządzanie zachowaniem odpowiadają nie całe struktury, ale znajdujące się w nich konkretne obwody – wyjaśnia dr hab. Knapska.

– W tej samej strukturze mogą być obwody o różnych funkcjach. Wiemy więc, że zarówno w ciele migdałowatym, jak i w hipokampie oraz korze przedczołowej znajdują się komórki związane ze strachem. Nie jest to jednak jedno miejsce, ale cała sieć w mózgu.   Gdyby udało się ją poznać, można by wygaszać fobie, umieszczając elektrody wprost w mózgu. – Już coś podobnego robi się w Holandii przy terapii osób z zaburzeniami kompulsywnoobsesyjnymi – mówi badaczka. – Zwykle takich pacjentów, którzy chorobliwie powtarzają pewne czynności, leczy się farmakologicznie. Część osób jest jednak oporna na taką terapię. U nich właśnie wkłada się elektrodę bezpośrednio do mózgu i przepuszcza delikatny prąd. Efekty bywają spektakularne. Widziałam na konferencji film, na którym zarejestrowano kobietę, która obsesyjnie myła ręce, miała wiele rytuałów, a do tego czuła silne lęki. W trakcie stymulacji jej mózgu elektrodą pacjentka była świadoma i opowiadała, jak jej stan się poprawia. To trwało tylko kilka minut i naprawdę działało. Tyle że taką stymulację trzeba u pacjentów powtarzać, gdy objawy wracają. Z czasem, niestety, zdarza się to coraz częściej.