Potem porównał wagę i długość skrzydeł (co jest miarą wielkości) piskląt matek w świetnej kondycji i tych eksperymentalnie upośledzonych. Córki matek mających trudności z lataniem były o 8 proc. lżejsze i mniejsze, ale synowie byli równie dobrze rozwinięci w obu grupach. Co więcej, matki z przyciętymi lotkami częściej decydowały się na synów, którzy w tej sytuacji okazali się łatwiejsi do wychowania. Podobny eksperyment przeprowadzono też z australijskimi agamami Amphibolurus muricatus. Tam matki hodowane w laboratorium dostawały pokarm gorszej i lepszej jakości. Te na mniej kalorycznej diecie inwestowały w mniejszą liczbę jaj, za to dwukrotnie większych, i z tych większych wykluwali się głównie synowie.

To szaleństwo wokół synów ma oczywiście miejsce wówczas, kiedy muszą oni walczyć o względy partnerek albo o pozycję w stadzie. Wśród hien dominującą płcią są samice i to w nie matki inwestują intensywniej nie tylko w czasie ciąży i karmienia, ale także później, gdy już przedstawią szczeniaki w stadzie. Z badań zespołu naukowców pod kierunkiem Marion L. East z niemieckiego Leibniz Institute for Zoo and Wildlife Research wynika, że hieny z Serengeti zapewniają córkom taką pozycję socjalną w stadzie, jaką same zajmują.

Agresja zaczyna się w domu

Żeby sprawdzić, czy decydują o tym geny, czy znów matczyna manipulacja, badacze podmieniali matkom córki i czekali na efekty. Gdyby pozycja zależała od tego, że dzieci dziedziczą zestaw genów, który daje im potencjał podobny do matczynego, adoptowane hieny niekoniecznie powinny zajmować tę samą pozycję, co opiekunka. Gdyby jednak matka wymuszała na podwładnych szacunek wobec własnych dzieci – adoptowane córki powinny budzić taki sam respekt jak adopcyjna matka. I budziły.

Podobnie jak młode zebry, myszy czy pawianice. Pozycja tych ostatnich – jak się okazało w badaniach zespołu Patricka Ogola Onyango pracującego równocześnie na uniwersytetach w Pinceton i Nairobi – ma dodatkowo długotrwały wpływ na stres synów. Uczeni mierzyli poziom glikokortykoidów (hormonów stresu) u młodocianych samców w czasie, gdy jeszcze byli pod opieką matki, i 4–6 lat później, a więc już po tym, jak uniezależnili się od niej, a nawet po jej śmierci. Okazało się, że synowie wychowywani przez podporządkowane samice mają wyższy poziom hormonów stresu (i w dzieciństwie, i później) niż zrelaksowani koledzy – synowie matek dominujących, którym nigdy niczego nie brakowało. Biolodzy byli zdumieni, że ten wpływ utrzymuje się tak długo.