Współczesny rynek projektowania wnętrz oraz technologii domowych w ostatnim czasie skoncentrował się przede wszystkim na rozwoju konceptu inteligentnego domu i surowego minimalizmu. Zaawansowane czujniki ruchu, systemy automatyzacji, sterowanie aplikacjami i asystenci głosowi miały na celu uczynienie przestrzeni życiowej maksymalnie funkcjonalną, bezpieczną i wydajną.
Jednak w miarę jak technologia staje się coraz bardziej powszechna, tym częściej pojawiają się pytania o emocjonalny wymiar mieszkania oraz o to, jak otoczenie wpływa na samopoczucie jego użytkowników. Odpowiedzią na te zmiany, może być podejście zaprezentowane przez holenderską markę Moooi, która proponuje odejście od schematycznego pojęcia automatyzacji na rzecz projektowania domów sprawiających wrażenie tętniących życiem.
Czerpią inspirację z natury, lecz nie chodzi o kształty, tylko uczucie

Marka Moooi już na pierwszy rzut oka powala swoim rozmachem i wręcz przytłacza emocjami, chociaż na początku nie wiadomo dlaczego, to po chwili uczucia zaczynają się krystalizować. W odróżnieniu od tradycyjnych aranżacji, w których układ mebli i oświetlenie pozostają statyczne od momentu instalacji, projekt Moooi zakłada, że wnętrze powinno podlegać ciągłym, subtelnym zmianom.
Czytaj też: Sztuczne słońce zamiast głośnego budzika? Brzmi świetnie, ale czy to w ogóle działa?
Rozumiejąc istotę świata, główną inspiracją dla Moooi stała się sama natura, lecz przede wszystkim sposób, w jaki światło słoneczne przemieszcza się między koronami drzew, jak cienie wydłużają się i skracają w ciągu dnia oraz jak otoczenie naturalnie reaguje na upływ czasu.

I da się to na pewno dostrzec w projektach tej firmy. Światło przebija się przez kolejne warstwy materiału, wzburzając nawet statyczne płatki. Innym razem napotyka na swojej drodze siateczkę drutu w lampach, które chociaż wiemy, że zostały stworzone rękami człowieka, to i tak wydają się wyrastać bezpośrednio z betonowej ściany.
Kolejny krok to dopuszczenie technologii w organiczny sposób
Jednak we współczesnym świecie, do świata natury nieubłaganie wtargnęła technologia, której w wielu miejscach nie da się już uniknąć. Zamiast jednak dać jej zdominować “ożywione” projekty przy użyciu na przykład widocznych urządzeń, system ten ma funkcjonować płynnie i nieinwazyjnie.

Oświetlenie może miękko przechodzić z porannych tonacji w cieplejsze odcienie popołudniowe, a elementy wyposażenia mogą subtelnie dostosowywać się do obecności i aktywności domowników. Przedstawiciele marki podkreślają, że celem nie jest stworzenie kolejnego skomplikowanego interfejsu technicznego, lecz wprowadzenie do wnętrza dynamiki przypominającej zmieniającą się pogodę za oknem.
Wizyta w zaprojektowanym w ten sposób wnętrzu ma angażować wszystkie zmysły. Z tego powodu Moooi znacząco rozszerza tradycyjne rozumienie oferty meblarskiej. Zamiast ograniczać się wyłącznie do mebli i lamp, marka tworzy spójne ekosystemy obejmujące pokrycia ścienne, dywany, płytki ceramiczne, a także indywidualnie dobrane kompozycje zapachowe.

Szczególnie interesującym elementem tej strategii jest współpraca z firmą EveryHuman, wykorzystująca sztuczną inteligencję do przekładania emocji i cech osobowości użytkownika na spersonalizowane zapachy domowe. W tym ujęciu zapach przestaje być jedynie dodatkiem rozpylanym w pomieszczeniu, a staje się pełnoprawnym materiałem wykończeniowym, równorzędnym z tkaniną czy drewnem. Podobne podejście zastosowano w przypadku cyfrowo drukowanych dywanów i modułowych powierzchni, które umożliwiają łatwą modyfikację estetyki w miarę ewolucji gustu mieszkańców.
Czytaj też: To wyjątkowe krzesło po prostu nie działa, jeżeli na nim nie usiądziesz, chociaż powstało z origami
Klasyczny smart home skupia się na zbieraniu danych i automatyzacji codziennych zadań (takich jak regulacja temperatury czy sterowanie zamkami). W przeciwieństwie do tego, koncepcja Moooi stawia na budowanie nastroju i relacji między człowiekiem a jego otoczeniem. Zamiast domu, który stale monitoruje i analizuje zachowania użytkowników, marka proponuje przestrzeń, która współtworzy atmosferę i towarzyszy mieszkańcom w codziennym życiu.

Marka Moooi pokazuje, że w świecie naciskającym na upraszczanie, wciąż jest miejsce na swobodę, lecz przede wszystkim kształty i zabawę z nimi. Co uwidacznia się w katalogu, o którym na pewno nie można powiedzieć, że szuka balansu – wręcz przeciwnie. Nikogo nie interesuje balansowanie, tylko odbijanie się od granic absurdu, do kiczu, po drodze zahaczając minimalizm, aby ostatecznie skończyć z czymś czego się nie można było spodziewać.
Meble da się kupić i w Polsce, lecz trzeba być przygotowanym na szalone zakupy.
Źródło: yankodesign
