Rower był dla niej trochę za duży. Nic to. W podekscytowaniu wyczekiwała na swoją pierwszą jazdę bez bocznych kółek. Bardzo się bała; na szczęście towarzyszyła jej mama. Szła za nią cierpliwie, przytrzymując siodełko. Pomagała córce w utrzymaniu równowagi, dopóki ta nie nabrała wystarczającej pewności, aby pojechać samodzielnie. Gdy rower osiągnął prędkość tak dużą, że dziewczynka poczuła ożywczy powiew wiatru na twarzy, odwróciła się, żeby powiedzieć mamie, jakie to fajne uczucie i… zorientowała się z zaskoczeniem, że już jej przy niej nie ma – machała córce z oddali.

Olya Kovnatska, która skorzystała z pilotażowego programu mentoringowego oferowanego przez Institute of Management Accountants, swoją pierwszą przejażdżkę rowerem bez bocznych kółek pamięta tak, jakby było to wczoraj. „Przepełniła mnie duma z osiągniętego sukcesu. Zdziwiło mnie przy tym, że poszło tak łatwo. Wiele lat zajęło mi zrozumienie, że było to moje pierwsze spotkanie z mentoringiem. Wszystko, czego potrzebowałam, to pchnięcie w odpowiednim kierunku. Resztę zrobiłam sama” – wspomina, wyrażając wdzięczność swojej mamie.

 

ROLA MENTORA

Pewien turysta błąkał się po Nowym Jorku w poszukiwaniu jednej z najbardziej prestiżowych sal koncertowych na świecie. „Jak dostać się do Carnegie Hall?” – spytał przechodnia. „Ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć” – ów odparł. Ale czy ćwiczenie wystarczy, żeby dostać się do Carnegie Hall? – spytała retorycznie dr Joanna Kaczorowska podczas swojego wystąpienia w ramach zeszłorocznej konferencji TEDx zorganizowanej przez nowojorski uniwersytet Stony Brook. Nie – odpowiedziała po chwili światowej sławy skrzypaczka, gwiazda niezliczonych występów w Carnegie Hall. Jej zdaniem kluczowe znaczenie ma w tym wypadku otrzymane od mentora wsparcie. Jakimi przymiotami powinien się charakteryzować mistrz?

Odyseusz powierzył opiekę nad swoim synem Telemachem Mentorowi – mądremu i lojalnemu doradcy. Miał on za zadanie prowadzić i nauczać młodzieńca, w czasie, gdy jego ojciec walczył w wojnie trojańskiej. Dziś „mentor” to synonim mądrego doradcy i przewodnika. Tradycyjnie jest to osoba starsza, doświadczona, która osiągnęła znaczne sukcesy w swojej dziedzinie i cieszy się zasłużonym autorytetem. Inwestuje swoją mądrość i doświadczenie w relację, która ma na celu wsparcie młodszego, rokującego ucznia.

Świetny mentor pasjonuje się swoją dziedziną. Darzy ucznia szacunkiem, aktywnie słucha, powstrzymuje się od rozwiązywania za podopiecznego problemów i wydawania mu poleceń. Wspiera go w odkrywaniu i maksymalizowaniu własnego potencjału. Pomaga mu stawiać wartościowe cele i zagrzewa go do ich osiągania. Daje osobiste świadectwo, uczy, dzieli się przemyśleniami i wskazówkami, przedstawia możliwości. Komunikuje się w sposób szczery i otwarty. Wie, jakie pułapki mogą czaić się na drodze ucznia, bo sam taką drogę z sukcesem przebył. Chroni, doradza, motywuje, wspiera i pomaga, ale interpretację i decyzję pozostawia swojemu mentée.

Zdaniem eksperta w dziedzinie mentoringu prof. Kathy E. Kram ze School of Business w Boston University mentor powinien udzielać wsparcia dwojakiego rodzaju – z jednej strony stwarzać uczniowi szansę wzbijania się na wyższy poziom rozwoju (stawiać mu wyzwania i wspierać go na etapie realizacji, pomagać w nawiązywaniu cennych kontaktów, przekazywać wiedzę ekspercką, przestrzegać przed niebezpieczeństwem, dzielić się kontaktami i innymi zasobami), z drugiej strony powinien udzielać swojemu protégé wsparcia psychospołecznego (otwarcie rozmawiać o jego celach, aspiracjach, lękach i niepokojach, wzbudzać motywację do działania, oferować akceptację i przyjaźń oraz porady).

Mistrz godzien ucznia Martin Kaczmarski, mentée Krzysztofa Hołowczyca, to młody sportowiec, który przebojem wdarł się do czołówki rajdu Dakar. 24-latek zapytany przeze mnie o to, co jego zdaniem jest najważniejsze w relacji mistrz–uczeń, odpowiada: „Doświadczenie i wiedza odgrywają oczywiście kluczową rolę w naszej relacji, niemniej to właśnie wsparcie emocjonalne nierzadko potrafi wyjść na pierwszy plan. Nigdy nie zapomnę, kiedy podczas rajdu Dakar dopadł mnie potężny kryzys – psychiczny, kondycyjny, mentalny. Usiedliśmy wówczas z Krzyśkiem gdzieś w cieniu z dala od serwisowego zgiełku i odbyliśmy dwugodzinną męską rozmowę, która postawiła mnie na nogi i pozwoliła mi osiągnąć dobry rezultat na mecie. Nie zapomnę tego nigdy”. Swojego mentora Martin ceni szczególnie „za to, że w ogóle zgodził się na współpracę i udział w programie mentoringowym Lotto. Za to, że nigdy nie odpuszcza i zawsze z tym samym zaangażowaniem omawia ze mną technikę jazdy czy trudne momenty na trasie. W tym wszystkim znalazło się miejsce na fajną przyjaźń. Mamy naprawdę dobry kontakt, no ale to jest chyba podstawa w takim układzie”. Młody kierowca podziwia też otwartość i pasję Hołowczyca.

Pasję jako ważny atrybut mentora wymienia również Joanna Kaczorowska. Skrzypaczka podkreśla, że cechą wspólną trójki jej mentorów: zmarłej przed dwoma laty prof. Jadwigi Kaliszewskiej, Charlesa Tregera i Philipa Setzera są miłość do muzyki i traktowanie bycia muzykiem jako życiowego powołania.

Charlesa Tregera Kaczorowska ceni szczególnie za to, że pomógł jej przekroczyć strefę komfortu. Czuła się tak, jakby wrzucił ją do oceanu bez kamizelki ratunkowej.  Z kolei Philip Setzer, który wraz z kolegami z Emerson String Quartet zdobył dziewięć nagród Grammy (na razie ma ich na swoim koncie więcej niż Lady Gaga – żartuje Kaczorowska), pomógł jej zbudować pewność siebie. Po każdym występie rozmawiał z nią, wskazywał, co w jej grze było dobre, a co złe. Przed rozpoczęciem rozmowy mentoringowej z podopieczną podbudowywał ją słowami: „Joanna, wierzę w ciebie. Myślę, że masz coś ważnego do powiedzenia, myślę, że możesz zostać wspaniałą skrzypaczką, myślę, że dasz radę”. Zainspirował ją do pracy nad pewnością siebie. Relacja trwała cztery lata i – jak twierdzi utalentowana Polka – dzięki niej „z poczwarki przemieniła się w motyla”. Teraz sama jest mentorem i pomaga innym młodym skrzypkom w rozwoju.