Na szczęście coraz więcej osób zaczyna to dostrzegać i nie mówię tu tylko o użytkownikach, takich jak wy, czy ja. Meta, właściciel Facebooka i Instagrama, właśnie zawarła ugodę z amerykańskim okręgiem szkolnym Breathitt County w Kentucky, który oskarżał firmę o projektowanie algorytmów uzależniających dzieci i pogłębiających problemy psychiczne wśród uczniów. Co istotne, do porozumienia doszło tuż przed rozpoczęciem głośnego procesu, który mógł stać się jednym z najważniejszych sporów technologicznych ostatnich lat.
Na pierwszy rzut oka sprawa mogła wydawać się lokalnym konfliktem
Breathitt County zrzesza zaledwie sześć szkół i około 1600 uczniów. Patrząc tylko na te liczby, nikt by nie powiedział, że złożony przez tamtejszy okręg szkolny pozew, może odbić się tak szerokim echem. Jednak praktyce znaczenie procesu wykraczało jednak daleko poza granice Kentucky. Prawnicy traktowali go bowiem jako tzw. proces modelowy, który miał pokazać, jak ławy przysięgłych reagują na argumenty dotyczące wpływu mediów społecznościowych na zdrowie psychiczne dzieci i nastolatków. Wynik mógł mieć ogromne znaczenie dla ponad 1200 podobnych pozwów złożonych przez szkoły z całych Stanów Zjednoczonych. Właśnie dlatego sprawa była tak uważnie obserwowana przez branżę technologiczną.
Oczywiście w pozwie nie zabrakło aspektu finansowego. Okręg szkolny żądał 60 mln dolarów, które miały zostać przeznaczone na wieloletnie wsparcie psychologiczne dla uczniów oraz działania związane z przeciwdziałaniem depresji, stanom lękowym i cyberprzemocy. To akurat zrozumiałe – skoro Meta ciągle spycha odpowiedzialność na innych, samemu umywając ręce, to niech chociaż zapłaci. Znacznie ciekawsze wydaje mi się jednak coś innego.

Szkoły chciały również wymusić na platformach realne zmiany. Nie nowe funkcje ochrony, które w praktyce oznaczają, że to rodzic czy opiekun musi jeszcze bardziej kontrolować swoje dziecko. To Meta miała w końcu wziąć odpowiedzialność i dokonać przeprojektowania w samym sposobie projektowania aplikacji. Wśród postulatów pojawiały się między innymi ograniczenia mechanizmów odpowiedzialnych za utrzymywanie uwagi użytkownika, takich jak nieskończone przewijanie treści.
To pokazuje, że dyskusja coraz rzadziej dotyczy wyłącznie tego, ile czasu młodzi ludzie spędzają przed ekranem. Coraz częściej pytamy również o to, dlaczego aplikacje są projektowane w taki sposób, by jak najtrudniej było je odłożyć. Bo trzeba sobie uzmysłowić, że wszystkie te mechanizmy nie są przypadkiem, podobnie jak wpływ, jaki mają one na użytkowników. Giganci znają sztuczki psychologiczne i z powodzeniem przekuwają je na kod.
Meta nie była jedyną firmą na celowniku
Jak możecie się domyślać, nie chodziło tylko o Metę, chociaż to firma Zuckerberga zawsze jest pierwsza w ogniu krytyki. Zapewne przez to, że już kilkukrotnie do sieci wyciekły wewnętrzne badania, jasno pokazujące, iż firma zdaje sobie sprawę ze skali problemów, ale nie zamierza niczego konkretnego z tym zrobić. Jednak zarzuty kierowane są do większości głównych graczy, takich jak TikTok, Snapchat czy YouTube.
Czytaj też: Od szafotu do TikToka. Dlaczego tak łatwo wpadamy w pętle doomscrollingu?
Niestety, do procesu ostatecznie nie doszło i szczerze mówiąc, w ogóle mnie to nie dziwi. Meta poszła na ugodę, by tylko uniknąć publicznej rozprawy w sądzie. I tak, można tu powiedzieć, że firma chciała zwyczajnie oszczędzić sobie zachodu, ale… No właśnie. Myślę, że raczej chodziło o to, co podczas tego procesu mogło wyjść. Co ciekawe, wcześniej podobne porozumienia z tym samym okręgiem szkolnym podpisały też wspomniane wyżej platformy, co pokazuje, że nie tylko Meta nie chce upubliczniać swoich brudów.

Szczegóły ugód pozostają tajne, dlatego nie wiadomo, jakie kwoty zostały ostatecznie wypłacone ani czy firmy zobowiązały się do wprowadzenia konkretnych zmian w swoich produktach. Zapewne mówimy tutaj o naprawdę grubych milionach. Spotkałam się w sieci z głosami krytyki wymierzonymi w przedstawicieli okręgu szkolnego, który składał pozew. Tylko czy realnie mieli inne wyjście? Nie znam realiów finansowania szkół w USA i tego, skąd pozyskiwałyby one pieniądze na proces, mogę więc tylko przypuszczać, że wdawanie się w batalię sądową (zapewne ciągnącą się w nieskończoność), przysporzyłoby im więcej szkody niż pożytku. Natomiast w ten sposób uzyskali finanse na zapewnienie odpowiedniej pomocy psychologicznej dzieciom i młodzieży.
Ugoda wcale nie oznacza końca problemów dla gigantów technologicznych
Nawet jeśli tu Meta i inni zawarli ugody, to pojawią się kolejne pozwy, zarówno od osób prywatnych, jak i różnych instytucji. W marcu Meta oraz Google przegrały proces wytoczony przez młodą kobietę, która przekonywała, że platformy społecznościowe doprowadziły ją w dzieciństwie do poważnych problemów psychicznych. Ława przysięgłych przyznała jej 6 mln dolarów odszkodowania. Kilka miesięcy wcześniej firma Marka Zuckerberga została również obciążona karą w wysokości 375 mln dolarów w sprawie dotyczącej ochrony nieletnich użytkowników przed szkodliwymi treściami oraz internetowymi drapieżnikami seksualnymi. A to jedynie kilka głośniejszych przykładów.
Według analiz Bloomberg Intelligence potencjalna odpowiedzialność finansowa firm technologicznych wynikająca wyłącznie z pozwów składanych przez amerykańskie szkoły może sięgać nawet setek miliardów dolarów. I niezależnie od tego, jak zakończą się kolejne procesy, jedno wydaje się pewne. Coraz trudniej przekonywać opinię publiczną, że media społecznościowe są wyłącznie neutralnymi narzędziami komunikacji.
Czytaj też: Media społecznościowe miały nas połączyć i to robią. Dlaczego więc coraz częściej czujemy się samotni?
Jak zresztą zauważył były pracownik Mety, Arturo Béjar — jeśli produkt od początku projektowany jest tak, aby maksymalnie zatrzymywać uwagę użytkownika, to negatywne skutki dla części osób stają się nie tyle błędem systemu, ile jego przewidywalną konsekwencją. To właśnie ten argument coraz częściej pojawia się w kolejnych pozwach. Nie chodzi wyłącznie o to, jakie treści trafiają do użytkowników. Chodzi również o sam mechanizm działania platform i sposób, w jaki wykorzystują one psychologię człowieka do utrzymywania zaangażowania.
