
SANAT sposobem na rozpracowanie antarktycznych mechanizmów
Projekt, o którym mówimy, został zrealizowany przez ekspertów z Alfred Wegener Institute, Leibniz Institute for Tropospheric Research oraz Max Planck Institute for Chemistry. W ramach kampanii SANAT (Spatial distribution of Antarctic Aerosol and Trace gases) przeprowadzono serię lotów badawczych w głąb kontynentu, aż do 80. równoleżnika południowego. Były to pierwsze tak rozległe pomiary aerozoli nad centralną Antarktydą od ponad 20 lat.
Czytaj też: Wzrost poziomu morza to przy tym pestka. Badania ujawniły jeszcze większy problem
Antarktyda uchodzi za jedno z najczystszych miejsc na Ziemi pod względem jakości powietrza. Brak przemysłu, minimalna obecność człowieka i ogromne połacie lodu sprawiają, iż stężenie cząstek unoszących się w atmosferze jest tam wyjątkowo niskie. Właśnie dlatego region ten jest tak ważny dla naukowców badających klimat. W warunkach niemal laboratoryjnej czystości można bowiem obserwować procesy atmosferyczne bez silnego wpływu zanieczyszczeń antropogenicznych.
Kluczową rolę w tych badaniach odgrywają aerozole, czyli mikroskopijne cząstki stałe i ciekłe zawieszone w powietrzu. To one stanowią jądra kondensacji, wokół których tworzą się krople chmur. Bez nich para wodna nie mogłaby skutecznie przekształcić się w chmury. A chmury nad Antarktydą mają ogromne znaczenie dla globalnego bilansu energetycznego. Odbijają promieniowanie słoneczne z powrotem w kosmos, regulując ilość energii zatrzymywanej w systemie klimatycznym. Nawet niewielkie zmiany w ich właściwościach mogą wpływać na tempo topnienia lodu i cyrkulację atmosferyczną na skalę globalną.
Co się dzieje w chmurach nad lodową pustynią?
Do zbierania danych wykorzystano samolot badawczy Polar 6 oraz specjalistyczny instrument pomiarowy T-Bird, który był holowany na kilkudziesięciometrowym kablu za maszyną. Dzięki temu możliwe było pobieranie próbek powietrza w sposób mniej zaburzony przez silniki samolotu. Równolegle prowadzono pomiary naziemne w niemieckiej stacji badawczej Neumayer III Station, co pozwoliło porównać dane z różnych wysokości i lokalizacji.
Już wstępne analizy przyniosły zaskakujące rezultaty. W niektórych rejonach wnętrza kontynentu wykryto większą liczbę cząstek aerozolowych, niż przewidywały dotychczasowe modele. Co więcej, ich skład chemiczny nie zawsze odpowiadał typowym źródłom, takim jak sól morska transportowana znad oceanu. To sugeruje, jakoby nad Antarktydą mogły zachodzić procesy tworzenia aerozoli, których rola była dotąd niedoszacowana.
Naukowcy zwracają uwagę, że nawet niewielkie różnice w liczbie i rodzaju cząstek mogą znacząco zmienić sposób formowania się chmur, między innymi ich wysokość, grubość oraz zdolność do odbijania promieniowania. A to bezpośrednio przekłada się na temperaturę powierzchni lodu i tempo jego topnienia. W dobie przyspieszających zmian klimatycznych precyzyjne zrozumienie tych mechanizmów staje się kluczowe. Badacze podkreślają, że dotychczasowe modele klimatyczne często opierały się na ograniczonych danych z obszarów przybrzeżnych. Tymczasem wnętrze Antarktydy pozostawało w dużej mierze białą plamą. Nowa kampania dostarcza unikatowych informacji, które pozwolą poprawić symulacje klimatyczne i lepiej przewidywać przyszłe zmiany w regionach polarnych.
Źródło: Alfred Wegener Institute, Eureka Alert