Wzrost poziomu morza to przy tym pestka. Badania ujawniły jeszcze większy problem

Od dłuższego czasu słyszymy o zagrożeniach wynikających z topnienia czap lodowych, co prowadzi do wzrostu poziomu mórz i oceanów na całym świecie. Bez wątpienia stwarza to realne ryzyko, lecz autorzy nowych badań mówią o nawet większym problemie. I to takim, który już teraz daje się we znaki milionom ludzi na całym świecie. Jak podkreślają członkowie zespołu badawczego, mieszkańcy większości największych delt rzecznych świata grunt doświadczają zaskakująco szybkiego zapadania gruntu.
...

Opadanie gruntu vs wzrostu poziomu morza

Tempo tego zjawiska jest wyższe niż w przypadku wzrostu poziomu mórz. Sprawa jest tym poważniejsza, że mówimy o terenach zamieszkanych na całym świecie przez około 500 milionów ludzi. Zapadanie gruntu dotyczy bowiem miast pokroju Szanghaju i Bangkoku. Potęguje to ryzyko powodzi i utraty ziemi, dlatego uczeni apelują o jak najszybszą ocenę ryzyka i podjęcie faktycznych działań.

Czytaj też: Rekordowy odwiert i gigantyczny potencjał. Australia testuje magazyn energii pod ziemią

Delta to nizinne obszary u ujścia rzek charakteryzujące się obecnością warstw nanoszonych osadów. Wykorzystując dane satelitarne pochodzące z misji Sentinel-1, autorzy publikacji zamieszczonej na łamach Nature doszli do wniosku, że w ponad połowie badanych 40 delt grunt obniża się średnio ponad 3 mm rocznie. W niektórych przypadkach spadki są nawet większe i przekraczają 4 mm rocznie. To tempo porównywalne, a w części miejsc nawet większe niż globalne tempo podnoszenia się poziomu mórz.

Setki milionów ludzi w strefie zagrożenia

Ostateczny bilans jest więc w tych miejscach zdominowany nie przez wzrost poziomu wody, lecz przez opadanie gruntu. Oczywiście efekt końcowy jest taki sam, ale opadanie nie było do tej pory uznawane za tak poważny problem, dlatego nowe ustalenia okazują się wyjątkowo martwiące. 

Przy okazji członkowie zespołu badawczego wymieniają trzy główne czynniki napędzające tę tzw. subsydencję. Należy do nich wypompowywanie wód gruntowych, zahamowanie dopływu osadów oraz rozrost miast i infrastruktury. W pierwszym przypadku chodzi o nadmierną eksploatację podziemnych zasobów wody, która powoduje kompakcję gleby i obniżenie terenu. Druga przyczyna prowadzi natomiast do sytuacji, w której dopływ osadów jest hamowany przez tamy i regulacje rzek. W ostatnim przypadku mówimy z kolei o obiektach wywierających dodatkowy nacisk na grunt.

Czytaj też: Sejsmiczna sensacja na Podhalu. Naukowcy wykryli ślady nieznanego uskoku tektonicznego

Autorzy przytoczonej publikacji podkreślają jedno: choć globalne zmiany klimatyczne i podnoszenie poziomu mórz pozostają poważnym wyzwaniem, to subsydencja gruntów jest lokalnym problemem, który w wielu miejscach już teraz silniej zwiększa ryzyko zalania niż sama zmiana klimatu. W związku z tym obok globalnych działań na rzecz ograniczenia zmian klimatu, niezbędne są konkretne, ukierunkowane działania o lokalnym charakterze. Powinny one obejmować ograniczenie nadmiernej eksploatacji wód podziemnych, lepsze zarządzanie dopływem osadów oraz planowanie przestrzenne uwzględniające ryzyko subsydencji.

Źródło: Nature