O jego morderczych możliwościach krążyły legendy. Dzbanecznik radży (Nepenthes rajah) to w końcu największa na świecie roślina mięsożerna. Żyje wyłącznie w deszczowych tropikalnych lasach góry Kinabalu w północnej części Borneo. Tam rozpościera swoje ogromne pułapki o objętości do dwóch litrów, zbudowane z liści i napełnione sokami trawiennymi. Wielkość tych pułapek przekracza typowe dla dzbaneczników potrzeby polowania na mrówki, idealnie zaś nadaje się na pułapki na szczury. Stąd przypuszczenie, że dzbanecznik radży to jedyna na świecie roślina, która wyspecjalizowała się w polowaniu na kręgowce. Potwierdzały to pojedyncze przypadki znajdowania kości zwierząt wewnątrz drapieżnych dzbanów.

Tyle, że gdy wreszcie zabrano się za porządne badania, nic tego nie potwierdziło. Analiza z 1997 r. wykazała, że pułapki zawierały wyłącznie stawonogi, z czego aż 85 proc. stanowiły mrówki. Charles Clarke z Monash University w Selangor w Malezji przez lata pracowicie zaglądał dzbanecznikom do środka. Mimo kilkuset prób ani razu nie znalazł szczątków kręgowca. A dokładna analiza 36 dzbanów dostarczyła dowodów na obecność resztek mnóstwa bezkręgowców (i znów – 79 proc. to mrówki) i zaledwie jednego kręgowca: małej jaszczurki. To skłoniło Clarke’a do postawienia pytania, po co właściwie roślina wysila się na produkcję tak wielkich pułapek, skoro łapie w nie głównie drobnicę?

 

Arsenał zielonych morderców

 

Mięsożerny styl życia wyewoluował niezależnie co najmniej sześć razy w różnych grupach roślin kwiatowych. Doliczono się już ponad 600 gatunków, które polują na zwierzęta. Ich metody zdumiewają różnorodnością i pomysłowością. Rosiczki (Drosera), które można zobaczyć na torfowiskach wysokich w Polsce, wytwarzają na liściach czerwone włoski. Ich kolor oraz wydzielane na szczycie kropelki słodkiej pachnącej cieczy przyciągają owady. Gdy komar czy meszka usiądą na liściu, grzęzną w lepkiej wydzielinie. Pod wpływem ruchów owada włoski zaginają się, coraz skuteczniej go unieruchamiając. Wydzielają też kwas mrówkowy, który rozpuszcza chitynowy pancerzyk, a następnie enzymy rozkładające białka. Gdy owad zostanie strawiony, włoski rozprostowują się, a wiatr „sprząta” resztki.

Pływacze (Utricularia) z kolei żyją w polskich wodach stojących. Ich pułapki mają postać pęcherzyków usadowionych na nitkowato podzielonych liściach. Gdy zbliży się do nich jakieś niewielkie zwierzątko – rozwielitka czy oczlik – i podrażni znajdujące się tam włoski, gwałtownie otwiera się klapka na pęcherzyku. Ofiara wraz z wodą zostaje zassana do środka, a klapka się zamyka. Uwięzione zwierzę zostaje całkowicie rozpuszczone przez enzymy.

Mechaniczną pułapkę stosuje również muchołówka amerykańska (Dionaea muscipula), która rośnie na bagnach Karoliny Północnej i Południowej w USA. Jej liście mają lekko wklęsły kształt i podzielone są na dwie części. Gdy owad przypadkiem znajdzie się między nimi, połówki gwałtownie zamykają się. Ruch liścia jest jednym z najszybszych w świecie roślin – trwa jedną dziesiątą sekundy. Potem muchołówka wydziela enzymy trawienne. Dopiero po 5–12 dniach liść otwiera się ponownie.

Liczne gatunki dzbaneczników (Nepenthes) również zbudowały swe pułapki z liści, ale o odmiennym mechanizmie działania. Przybierają one kształt wydłużonych pojemników czy też dzbanów, w których zbiera się woda i substancje wydzielane przez roślinę. Dzbanecznik przywabia ofiary słodkim nektarem. Gdy znajdą się na krawędzi pułapki, często pokrytej śliskim woskiem, tracą równowagę i wpadają do płynu w środku. Ma on przedziwne właściwości – każde jego poruszenie zmienia strukturę cząsteczek tak, że rozciągają się jak sprężyny i zwiększają siły działające na zwierzę. Zatem im energiczniej ofiara się porusza, tym bardziej otaczający ją płyn zaczyna przypominać lepką galaretę. Gdyby owad przestał się szamotać i powolutku spróbował dopłynąć ku brzegowi pułapki, miałby szansę na ratunek. To się jednak praktycznie nie zdarza. Ofiary toną szybko, a wówczas roślina może spokojnie zająć się trawieniem.