Ludzie, jak wszystkie żywe istoty, wykazują zmienność. Choć jej ocena jest subiektywna, zgadzamy się, że ludzie wyglądają rozmaicie: różnią się od siebie kolorem skóry, kształtem i barwą włosów, cechami twarzy, kształtem głowy czy wielkością ciała. Nie mamy problemów z odróżnieniem Polaka od Japończyka czy Nigeryjczyka. Większość z nas intuicyjnie wierzy w istnienie ludzkich ras i dotyczy to także biologów, którzy mianem tym określają odrębne grupy ludzkie – czasem nazywane podgatunkami – zamieszkujące wspólne terytorium, różniące się od siebie zestawem cech fizycznych i składem puli genów.

Jeśli jednak spytamy o zdanie antropologa, odpowiedź może być zupełnie inna. Pojęcie rasy odrzuca dziś 70 proc. amerykańskich antropologów; w Europie, jak wynika z moich niepublikowanych jeszcze badań, odsetek ten wynosi 50 proc., w Polsce – 25 proc. Dlaczego? Ponieważ w dobie szeroko zakrojonych badań genetycznych okazuje się, że podziały rasowe są całkowicie sztuczne i nie mają żadnego naukowego uzasadnienia.

POSZATKOWANY GATUNEK

Starożytni nie dzielili ludzi według wyglądu (cech fizycznych), ale raczej ze względu na status, klasę, wyznawaną religię czy język (cechy kulturowe). Termin „rasa” nie występował ani u Greków, ani u Rzymian. W języku angielskim po raz pierwszy pojawił się w 1508 roku w poemacie Williama Dunbara, który użył sformułowania „Książę Walii brytyjskiej rasy”. Antropologia zaś – która powstawała jako niezależna dyscyplina w XVIII wieku – zapożyczyła to określenie od hodowców zwierząt, którzy zresztą używają go do dziś. Niestety nikt wówczas nie potraktował istnienia ras ludzkich jako hipotezy, którą należałoby zweryfikować. Przeciwnie – została ona uznana za pewnik, a konsekwencje tego błędu ponosimy do dziś. W literaturze naukowej termin „rasa” – w odniesieniu do człowieka – pojawił się za sprawą francuskiego przyrodnika Georges’a Buffona w 1749 roku.

W stworzonej kilka lat później klasyfikacji Karola Linneusza, ojca współczesnej taksonomii, mowa jest o czterech „odmianach”: Homo europaeus (biali), asiaticus (żółci), afer (czarni) i americanus (czerwoni). Karierę w antropologii rasy zawdzięczają jednak głównie niemieckiemu przyrodnikowi Johannowi Blumenbachowi, którego dzieło „De generis humani varietate nativa” (1776) zyskało ogromną popularność. Blumenbach wymyślił też termin stosowany do dziś na określenie Europejczyków – „Caucasian” (kaukazoidzi). Jak to się stało? Otóż uznał czaszki ludzi, którzy żyli w okolicach łańcucha górskiego Kaukazu, za najpiękniejsze i tak też nazwał jedną z pięciu wyróżnionych przez siebie ras. Przez kolejne stulecia naukowcy dzielili ludzkość według przesłanek etno-geograficznych i typologicznych: ze względu na rejon zamieszkania, cechy kulturowe i wygląd.

Na początku XIX wieku francuski zoolog Georges Cuvier wyróżnił trzy wielkie rasy ludzkie. Sto lat później (kiedy w nauce dominowała typologia) liczono je już w dziesiątkach. Zaczęło się odnajdowanie ras w rasach, dzielenie ich na podrasy i inne mniejsze kategorie, co doprowadziło do wyróżniania nawet kilkuset (!) ras. Ukształtowanie się w latach 1930–1950 nowoczesnego ewolucjonizmu, powstałego w efekcie połączenia odkryć genetyki populacyjnej z osiągnięciami zoologii, botaniki i paleontologii, ostatecznie zakończyło typologiczne rozumienie gatunków. W antropologii nie oznaczało to jednak rezygnacji z koncepcji rasowej. Narodziła się populacyjna koncepcja rasy. Według niej człowiek był częścią rasy, a nie rasa częścią człowieka. Rasę stanowiła populacja różniąca się od innych częstością występowania genów. Według wybitnego genetyka amerykańskiego Theodosiusa Dobzhansky’ego – rasy były systemami genetycznie otwartymi (w odróżnieniu od gatunków – systemów genetycznie zamkniętych).

POLAK, MASAJ – DWA BRATANKI

Rasa ludzka funkcjonowała jako sposób widzenia rzeczywistości przez całe dziesięciolecia i dopiero od połowy XX wieku zaczęto takie podejście kwestionować. Jednym z pierwszych, którzy się na to odważyli, był amerykański antropolog Ashley Montagu. Wykazał on, że nowoczesne osiągnięcia biologii pozostają w sprzeczności z koncepcją rasy. Podkreślał przy tym, że termin „rasa” był wielokrotnie nadużywany politycznie i stracił przez to całą wartość naukową. W tym samym czasie zoolodzy, m.in. Edward O. Wilson (późniejszy ojciec socjobiologii) i William Brown zakwestionowali koncepcję „podgatunku” w biologii (rasa u ludzi miała mieć właśnie status podgatunkowy), wnioskując, że jednostka ta w ogóle powinna zniknąć z systematyki ze względu na jej arbitralność.

Pod koniec lat 50. amerykański antropolog Frank Livingstone, badając częstości występowania genu wywołującego chorobę krwinek – anemię sierpowatą – wykazał, że zmiany tej częstości w przestrzeni są stopniowe, a nie skokowe. Nawiasem mówiąc, przez wiele lat uważano anemię sierpowatą za chorobę ludności Czarnej Afryki, ale mutacja ta rozpowszechniła się na wszystkich terenach objętych malarią: w Afryce (Centralnej i Zachodniej), Europie (basen Morza Śródziemnego) i Azji (Indie). Wykorzystując swe obserwacje, Livingstone przedstawił i uzasadnił swoją słynną opinię: „nie ma ras, są tylko kliny” (stopniowe zmiany częstości występowania cech). Dowodził, że nie można dzielić naszego gatunku na jakiekolwiek nieciągłe jednostki – rasy. Podkreślił przy tym, że stwierdzenie braku ras nie oznacza niedostrzegania zmienności wewnątrzgatunkowej człowieka.