W badaniu uczestniczyło 15 mężczyzn i 103 kobiety. Wszyscy brali udział w ponadgodzinnych wywiadach psychoterapeutycznych, w których opowiadali o swoich związkach, przeszłości i postrzeganiu siebie. 99 badanych stanowili pacjenci kliniki psychoterapeutycznej, którzy mieli różne problemy, począwszy od zaburzeń jedzenia do niepokoju. Oni również wypełniali kwestionariusze na temat depresji i zachowań interpersonalnych.

Następnie, badacze prowadzeni przez Johannesa Zimmermana z Uniwersytetu w Kassel liczyli zaimki w pierwszej osobie liczby pojedynczej i pierwszej osobie liczby mnogiej używane w każdym wywiadzie.

Pacjenci, którzy używali więcej zaimków w liczbie pojedynczej, mieli też więcej punktów na skali depresji. W ich przypadkach dało się także zauważyć więcej problematycznych zachowań, takich jak potrzeba skupiania uwagi czy niezdolność do spędzenia czasu w samotności.

Uczestnicy, którzy częściej używali zaimków typu "my", "nasze" są "zimni" w relacjach interpersonalnych - jak określili badacze. Jednak według nich, pozwala im to funkcjonować w pozytywny sposób i utrzymywać odpowiednie granice relacji, a jednocześnie pomagać innym.

"Korzystanie z zaimków pierwszej osoby liczby pojedynczej podkreśla postrzeganie siebie jako odrębnego podmiotu" - mówi doktor Zimmermann i dodaje: "tymczasem zaimki pierwszej osoby liczby mnogiej podkreślają  zakorzenienie w relacjach społecznych." Zdaniem autorów badania, częstsze stosowanie zaimków liczby mnogiej może być częścią strategii zwiększania sieci kontaktów i poszerzania kręgu przyjaznych relacji.

Zdaniem dr Zimmermana, nie ma dowodów na to, że częstsze stosowanie słówka "ja" powoduje depresję, ale mówienie wyraźnie odzwierciedla, w jaki sposób ludzie postrzegają siebie i relacje z innymi ludźmi".