Kilka lat temu w Berlinie miał miejsce tragiczny wypadek. Mężczyzna zginął wraz ze swoim psem pod kołami wagonu metra. Pies zeskoczył na tory na stacji, a jego właściciel za nim, aby go ratować. Niestety właśnie wtedy nadjechał pociąg.

Człowiek jest jedynym gatunkiem, który poświęca się dla innego, obcego sobie gatunku. Większość właścicieli zwierząt domowych dzieli się z nimi cennymi zasobami. W przyrodzie, jeśli ktoś dzieli się pożywieniem, schronieniem, miejscem przy wodopoju, to jest to najczęściej matka z dzieckiem, dalsi krewni lub partnerzy seksualni.

Tymczasem ludzie gotowi są płacić bardzo dużo na utrzymanie psa czy kota, poświęcać im swój czas, który, podobnie jak pieniądze, mogliby przeznaczyć dla swoich dzieci lub krewnych. Dlaczego utrzymują „darmozjadów”? Ponieważ ze zwierzęciem łączy ich również emocjonalna wieź – to miłość do pupila każe człowiekowi opiekować się nim. Ale czemu właściwie kochamy te zwierzaki?

Sukces naszym kosztem

Z punktu widzenia ewolucyjnego dostosowania miłość do zwierząt jest tak samo absurdalna jak opieka nad starszymi ludźmi. O ile jednak poświęcenie dla schorowanej matki można wyjaśnić na gruncie etyki, o tyle trudno jest uznać trzymanie psa w domu za czyn szlachetny. A jednak posiadanie zwierząt domowych, podobnie jak szlachetność, może być znakiem rozpoznawczym naszego gatunku.

Trudno wyobrazić sobie kotka, który chodziłby na spacery z myszką, czy aligatora, który karmiłby rybki! Nie może być również mowy o miłości do kleszczy lub pcheł, które liczne gatunki zwierząt noszą na sobie. Podobnie jak nie można mylić z miłością opieki nad pisklętami kukułki, którymi zajmują się z wielkim oddaniem pleszki, świergotki, trzcinniczki czy pliszki.

Są to przykłady popularnego w przyrodzie pasożytnictwa, czyli zwiększania własnego sukcesu reprodukcyjnego kosztem innego gatunku. Niewątpliwie oba nasze udomowione zwierzaki osiągnęły wielki sukces dzięki człowiekowi – mimo że każdy właściciel stara się na ogół mieć pod kontrolą reprodukcję swojego pupila. Czy oznacza to, że zwierzęta: psy i koty są naszymi pasożytami?

Jak twierdzi prof. John Archer, wybitny psycholog ewolucyjny z brytyjskiego University of Central Lancashire, zaprzeczyć temu twierdzeniu będzie można tylko wtedy, jeśli uda nam się udowodnić, że koszt miłości do pupila jest niższy niż zysk wynikający z tej relacji. Uczony przyznaje przy tym, że nie znalazł przekonujących dowodów na to, by posiadanie zwierzęcia domowego zwiększało sukces reprodukcyjny człowieka.

Czasami jednak bywa tak, że cecha lub zachowanie, które nie ma już znaczenia dla naszego przetrwania, odgrywało bardzo ważną rolę, gdy byliśmy łowcami-zbieraczami lub początkującymi rolnikami. Można więc wyobrazić sobie, że posiadanie wiernego psa przynosiło korzyści w postaci obrony przed dzikimi zwierzętami i pomocy przy polowaniu.

Kot również mógł być przydatny przy usuwaniu nieproszonych gości ze spiżarni. Jednak historia udomowienia obu gatunków wskazuje raczej na to, że pierwsze psy i koty trzymane były jako zwierzęta do towarzystwa. A nawet jeśli były wykorzystywane do konkretnych celów od samego początku, to czym wytłumaczyć emocjonalne przywiązanie do nich? Nikt raczej nie kocha krowy czy wieprza za to, że staną się kotletami. Dlaczego więc mielibyśmy darzyć uczuciem żywą pułapkę na myszy?