Antyczna filozofia nie ma dziś sensu? Przeciwnie

Filozofia w antycznej Grecji i Rzymie była bliższa life coachingowi niż filozofii akademickiej uprawianej w naszych czasach. Czy coaching filozoficzny może podbić współczesny świat?

Wyobraź sobie, że umierasz. Spójrz wstecz na swoje życie. Jaki był jego cel? Co po sobie zostawiasz? Po co żyłeś? Rozluźnij się, pozwól swojemu umysłowi wniknąć w to wyobrażenie. Nie spiesz się, nie jesteś w pracy.

Tak mogłoby wyglądać ćwiczenie zaaplikowane na dzień dobry przez filozoficznego coacha jego klientowi. Coach działałby w całkowitej zgodzie z opinią Sokratesa, według którego filozofia to ćwiczenie się w śmierci. Tylko zderzając się z faktami egzystencjalnymi, takimi jak ludzka śmiertelność, umysł adepta mądrości, czyli filozofa, może się odkleić od pospolitych namiętności i poszybować w stronę pełni życia. Jak to ujmuje wybitny badacz filozofii antycznej Pierre Hadot, „przejść ze stanu życia nieautentycznego, przyćmionego nieświadomością, nękanego troską, do stanu życia autentycznego, w którym człowiek osiąga samoświadomość, precyzyjne widzenie świata, wewnętrzny spokój i wolność”.

Tylko jaki klient chciałby z takim coachem współpracować? Ludzi nie interesuje śmierć, tylko ekspansja. Zysk, nie utrata. Idą do coacha po to, by się wzbogacić (w każdym tego słowa znaczeniu). Wydaje się zatem, że w naszych czasach starożytny filozof-coach nie zarobiłby na chleb i czynsz. Czy jednak na pewno?

Jak to robili starożytni
Dopiero w średniowieczu filozofia stała się przedmiotem wykładanym na uniwersytetach

Punkt wyjścia greckiego czy rzymskiego filozofa do działań coachingowych był inny niż punkt wyjścia coacha. Ten drugi pomoże klientowi „zostać skutecznym liderem”, „poznać sekret udanych związków”, „odnieść sukces”, „zarobić większe pieniądze” (cytaty ze stron internetowych). Szczęście klienta ma być skutkiem osiągnięcia tych celów.

Tylko że – jak wiedzą filozofowie, którzy wnikliwie zbadali naturę ludzką – nie jest. Dla Epikura na przykład klient, choćby był na starożytnej liście bogaczy „Forbesa”, nie zazna prawdziwego szczęścia, o ile nie doświadczył prostej radości istnienia. Nie jest bezpieczny, dopóki nie nauczy się technik prowadzących do tego stanu ciała i umysłu i nie ćwiczy się jak najczęściej w ich stosowaniu. Uczniowie Platona i Arystotelesa, stoicy, cynicy, sceptycy i neoplatończycy, pracując z pojedynczymi uczniami lub z grupami adeptów, uczyli zawsze tego samego – odnajdywania szczęścia w sobie samym.

Filozofia, jaką znamy dzisiaj – abstrakcyjny przedmiot wykładany na uniwersytetach – zrodziła się dopiero w średniowieczu, gdy ludzie Kościoła zredukowali ją do dyscypliny pomocniczej wobec teologii. Z akademickiego zamrożenia właściwie nigdy nie odtajała. Co nie znaczy, że w przyszłości tak się nie stanie. Jeśli tak – starożytna Grecja i Rzym dostarczają gotowych wzorców.

W świecie antycznym filozof był nauczycielem mądrości i jednocześnie jej poszukiwaczem. Nie otwierał ust, żeby pochwalić się swoją wiedzą (tak robili sofiści), tylko żeby uruchomić proces przekształcenia świadomości u ucznia albo u grupy słuchających go uczniów. Dla Epikura każda wypowiedź, która nie służy ulżeniu ludzkiemu cierpieniu, była pusta.

Poczytajmy dialogi Platońskie. Sokrates odpowiada w nich na konkretne problemy pojedynczych ludzi, słowami albo własnym przykładem, a dokładniej – całkowicie w duchu coachingu – pomaga szukającym znaleźć ich własne odpowiedzi. Nawet w ostatnim akcie swojego życia, wypijając cykutę, odpowiada na pytanie ucznia o prawo człowieka do samobójstwa.

Epikur kupuje ogród po to, by gromadzili się tam jego uczniowie na sesje ćwiczeń mentalnych. Seneka jest prywatnym coachem młodego Nerona, co przyniesie marny skutek wychowawczy, gdy jego uczeń zostanie cesarzem. Epiktet osiada na starość w Nikopolis, mieścinie na wybrzeżu Adriatyku, gdzie odwiedzają go największe osobistości, by im udzielał rad. Marek Aureliusz robi notatki wspomagające codziennie proces przekształcenia własnej świadomości. Ułożą się one później w jedno z najbardziej porywających dzieł filozofii antycznej – „Rozmyślania”. Katon Młodszy, polityk i dowódca wojskowy, uchodzi w Rzymie za wybitnego filozofa stoickiego. Pisze jakieś dzieło filozoficzne? Uczy stoickiej doktryny w publicznych miejscach? Nie. Miano filozofa zdobywa wyłącznie sposobem życia.

 

Czego starożytni coachowie uczyli swoich uczniów?
Sztuka życia przeszłość i przyszłość to tylko cienie życia: jeden zwiędły, drugi niepewny

Stoik Epiktet mawiał, że tak jak tworzywem dla cieśli jest drzewo, tworzywem dla tego, czym on się zajmuje, jest życie. Uczył więc aktywnego kształtowania życia – nie poprzez zmienianie rzeczywistości, lecz swojej psychiki. Jak aktor w sztuce zwanej życiem, która i tak potoczy się nie tak, jak ty byś chciał, tylko jak chce scenarzysta, pouczał swoich uczniów. Albo jak gość na bankiecie, który całkowicie rozluźniony zbiera najlepsze kąski z tacy, lecz kiedy taca znika, pozwala jej odpłynąć bez żalu.

Epikur wylicza trzy warunki wystarczające, by doznawać szczęścia równego szczęściu bogów: nie być głodnym, nie by spragnionym, nie cierpieć zimna. Jego metoda to zwalczanie lęku, który przenika ludzkie istnienie. Formuła: „Bogów nie ma co się bać, śmierć nie niesie ryzyka, dobro łatwo zdobyć zło łatwo znieść” uprawiana była w jego ogrodzie za pomocą konkretnych technik mentalnych, na przykład  ćwiczeń wyobraźni.

Marek Aureliusz naucza, by za pomocą wyobrażeń, eksperymentów myślowych i powtarzania w myślach inspirujących prawd umieścić swoje wylęknione ego w szerszej perspektywie odwiecznego kosmicznego procesu. Strapienia tkwią w twoim sądzie (opinii, wyobrażeniu). Również tam znajduje się uleczenie ze strapień. A to warunek konieczny mądrego życia.

Marek Aureliusz zaleca także, by widzieć wszechświat jako bezosobowy dynamiczny proces, w którym nie ma nic stałego: „Nabądź teoretycznej wiedzy, jak wszystko przechodzi w co innego, ciągle się tym zajmuj i ćwicz się w tej gałęzi mądrości. Nic bowiem nie wyrabia bardziej wielkoduszności. Człowiek wyzbywa się wtedy ciała i świadom tego, że będzie musiał wnet to wszystko porzucić i ludzi pożegnać, cały się poświęca sprawiedliwości w czynach swoich, a w innych zdarzeniach zdaje się na wszechnaturę”.

Starożytni filozofowie, bez względu na szkołę, polecają, by utrzymywać uważność na codziennych czynnościach. Są świadomi tego, co robią i co myślą. Panują nad mową wewnętrzną. Dla nich życie toczy się tylko teraz. Przeszłość i przyszłość to jedynie cienie życia, jeden zwiędły, drugi niepewny. Ludzie, którzy są tego nieświadomi, to zatopieni w odrętwieniu zombie – nie żyją, ale dopiero „mają żyć”, twierdzi Seneka.

Ten rzymski filozof mówi też o wielkim błędzie człowieka, który dopiero przewiduje śmierć – bo śmierć już się dokonuje. Jest programem natury uruchamianym w tej samej sekundzie, gdy niemowlę przychodzi na świat – to sam proces życia jest umieraniem. Z realnością i koniecznością śmierci filozof musi się zmierzyć, musi być gotów umrzeć bez żalu w każdej chwili, bo tylko tak pokona lęk.

Nie znaczy to, że starożytni filozofowie karmili uczniów konkretnymi wizjami życia po śmierci, jak ich średniowieczni następcy. Stoicy dopuszczali różne opcje. Możliwe, że jesteśmy zbiorem atomów, które rozpadną się w proch. Czy jest się czym martwić? Nie, gdy przyjdzie śmierć, nas już nie będzie. Możliwe, że jesteśmy częścią inteligentnej całości; myśli twórczej wszechświata – to, co pozostanie po rozpadnięciu się naszej ziemskiej osobowości, wróci do źródła.

Lektury, słuchanie mistrzów sztuki życia, budowanie nawyków myślenia za pomocą ćwiczeń, proste i uczciwe życie, wrażliwość społeczna. Coaching starożytnych integruje wszystkie działania człowieka w jedną postawę życiową. Rezultat to świadome i swobodne życie.

 

Współczesny stoik
Wstrząs metafizyczny obdziera  z urojenia nieśmiertelności,  a tym samym ze strachu

Austriacki psychiatra Viktor Frankl twierdził, że w człowieku istnieje potrzeba potężniejsza niż pogoń za przyjemnościami, władzą czy bogactwem. Jest to potrzeba sensu. Jeśli miał rację, coaching filozoficzny ma wielką przyszłość.

Prawda o cierpieniu, prawda o przemijaniu, prawda o pierwotnym lęku – egzystencjalnym cierniu, który tkwi w sercu każdego człowieka: wszystkie one pewnego dnia każą nam się z sobą zmierzyć. Wypieranie ich za pomocą zdobywania dóbr materialnych, przyjemności, pogoni za sławą, alkoholu, narkotyków czy obietnic religii jest strategią nieskuteczną. Bo każdy z nas zachoruje, utraci bliskich, umrze. A wtedy nic nie pomoże majątek, sława ani nawet urojenie nieśmiertelności.

Współczesny coaching filozoficzny (popularny m.in. w USA, Wielkiej Brytanii i Izraelu) najczęściej wygląda tak: kl ient przedstawia problem, coach naświetla go z punktu widzenia różnych systemów filozoficznych albo oferuje filozoficzne narzędzia do zgłębienia tego problemu, takie jak krytyczne myślenie lub eksperyment myślowy. Tylko czy takie postmodernistyczne skakanie po systemach filozoficznych nie zamienia się w intelektualną zabawę?

Starożytni filozofowie działali inaczej. Doprowadzali ucznia do konwersji – wstrząsu metafizycznego, który zmienia całkowicie perspektywę. Uniezależnia od ludzkich przesądów i konwencji społecznych i wprowadza w rezonans z uniwersalnymi prawami natury ludzkiej. Konwersja metafizyczna obdziera z urojenia nieśmiertelności i stałości, a tym samym ze strachu, ciągle podsycanego przez zaprzeczające tym urojeniom doświadczenia.

Filozoficzny obraz świata różni się tak bardzo od obrazu potocznego (czy też, jak mówili starożytni, „pospolitego”) jak mechanika kwantowa od klasycznej.

Dla człowieka pospolitego to, co naoczne – dom, kamień, słońce, on sam – istnieje niezależnie jako mający swoje osobne centrum przedmiot w zbiorze obiektów zwanym światem. Filozof wie, że tak nie jest. Rzeczywistość jest zwariowanym ruchem niepewnych elementów, które łączą się i rozpadają w szalonym tempie. Schopenhauer ujął to w dramatycznym odkryciu, że istnienie człowieka możliwe jest tylko dzięki ciągłej przemianie materii ulegającej reakcjom chemicznym, do której podtrzymania potrzebny jest dopływ elementów z zewnątrz. Życie organiczne jest jak balansująca na czubku palca tyczka, która musi być bez przerwy w ruchu, by nie upaść. Jest więc „ciągłym byciem w potrzebie”,  „wciąż odnawiającym się brakiem”. Mimo to właśnie życie organiczne jest jedyną podstawą ludzkiej świadomości.

Współczesny coach filozoficzny – by trzymać się najlepszych antycznych tradycji –  musiałby swoimi działaniami kierować umysł klienta w kierunku tego samego wglądu w kruchość świadomości. Zachęcić go perspektywą wolności od strachu i swobody życia, jaką ten wgląd daje. I z pomocą tej zachęty budować jego medytacyjną dyscyplinę bycia w chwili obecnej. Tylko w teraźniejszości utrapienia nie są w stanie zmącić prostej radości życia.

Skupienie na chwili obecnej leczy z jednej z największych chorób współczesnego człowieka – widzenia świata nie jako wiata, ale jako środka do zaspokajania swoich potrzeb. A człowiek bez potrzeb, jak mawiał Sokrates, jest bogiem.