Depresja zwana pożądaniem

Podobny mechanizm selekcji związany z liczbą posiadanego potomstwa daje się zauważyć także w przypadku niektórych cech osobowości. Badania brytyjsko-fińskiego zespołu przeprowadzone w Senegalu dowodzą, że więcej dzieci mają kobiety „humorzaste”: nerwowe, ze skłonnością do depresji, lęków, częstej zmiany nastroju. Im wyższy status społeczny takiej pani, tym więcej ma potomków. Sytuacja ta jest identyczna zarówno dla małżeństw mono-, jak i poligamicznych. A jeśli kobieta jest neurotyczna, wiele wskazuje na to, że i jej córki takie będą – cecha osobowości może więc zostać wypromowana przez ewolucję.

Skąd się jednak bierze atrakcyjność neurotyczek? Tego uczeni nie są pewni, choć nie brak ciekawych koncepcji. Peter Kramer w książce „Czym jest depresja” twierdzi, że kobieta o takiej osobowości może być po prostu wierniejsza. Depresyjny rys osobowości sprawi, że będzie raczej siedziała w domu i zajmowała się dziećmi, zamiast rozglądać się za atrakcyjniejszym partnerem i używać życia. Oczywiście ciężka depresja to choroba poważna i zagrażająca życiu, ale też rozwijająca się powoli – zanim stanie się naprawdę groźna, kobieta może zdążyć urodzić dzieci, a przecież o to w ewolucji chodzi przede wszystkim.

Czy czynnikiem selekcji naturalnej może być religia? Wskazują na to badania przeprowadzone w Australii na 2710 parach bliźniąt. „Była ogromna różnica w liczbie dzieci rodzących się w rodzinach różnych wyznań” – mówi dr Ian Owens z Imperial College London. Uczeni podzielili badanych na cztery grupy: niewyznających żadnej religii, chrześcijan niekatolickich (ta grupa objęła protestantów, prawosławnych, fundamentalistów), katolików oraz wyznających inne religie (muzułmanie, buddyści itd.). Jak się okazało, w rodzinach katoliczek na świat przychodziło najwięcej dzieci.

„Wiele z badanych przez nas bliźniaczek-katoliczek miało piątkę potomostwa, podczas gdy inne panie jedno–dwoje” – mówi dr Owens. Czy to oznacza, że katolicy są skazani na ewolucyjny sukces? Niekoniecznie. Kultura jest jednym z tych czynników, które dość szybko ulegają zmianie. Natomiast trendy związane
z charakterem, wagą czy wzrostem są znacznie bardziej stabilne, bo zakotwiczone głęboko w naszej biologii. Ba – niewykluczone, że za jakiś czas zaczną one wpływać na naszą kulturę.

Prof. Stearns zdaje sobie doskonale sprawę z tego, iż prorokowane przez niego zmiany nie odzwierciedlają obowiązujących obecnie na Zachodzie kanonów piękna. Ładna dziewczyna musi być wysoka i chuda. „Być może jednak za 400 lat kanony się zmienią” – twierdzi uczony. Optymizmem napawa też inny wniosek z jego badań. Najwięcej dzieci (w tym, rzecz jasna, córek) mają panie mogące się poszczycić niskim poziomem złego cholesterolu oraz niezbyt wysokim ciśnieniem krwi. Tak więc kobieta przyszłości powinna być nie tylko niska i neurotyczna, ale też zdrowsza.