Nie tacy bohaterscy Rzymianie. Brudna prawda o starożytności

Rzymianie dumnie głosili, że pokonali Hannibala dzięki swoim cnotom, męstwu, miłości do ojczyzny, powszechnej zgodzie. Prawda wyglądała nieco inaczej…
Nie tacy bohaterscy Rzymianie. Brudna prawda o starożytności

Kłopoty zaczęły się już na początku całej awantury. W 218 roku p.n.e. senat zamierzał wypowiedzieć wojnę Kar-taginie. Zgodnie z ustrojem republiki decyzję w tej sprawie mieli podjąć obywatele na komicjach centurialnych (zgromadzeniach ludu rzymskiego). Rzymianie zazwyczaj chętnie wojowali. Byli pewni swej przewagi militarnej i demograficznej, uwielbiali napadać na sąsiadów, grabić i zagarniać cudze ziemie. Kartaginę już raz rzucili na kolana, bogate państwo punickie uważali za łatwy łup. Powinni więc rwać się do boju. Nic podobnego. Dlaczego?

Otóż w poprzednim roku Rzymianie stoczyli krótką wojnę w Ilirii (tzw. drugą iliryjską). Większość zdobyczy ze zbrojnej wy-prawy za Adriatyk wzięli jednak arystokraci. Oburzeni tą „niesprawiedliwością” obywatele nie chcieli walczyć z Kartaginą. Gniew ich załagodzono ustawą o statkach senatorów. Prawo to zabraniało senatorom i ich synom posiadania okrętów nośności większej niż 300 amfor. Rzymskie „masy ludowe” zostały w ten sposób przekonane, że tym razem senatorowie nie zagarną wszystkich łupów – będzie to fizycznie niewykonalne – zgodziły się więc na wojnę.

…ŻE NARODU RZYMSKIEGO  NIE OPUSZCZĘ

Pozornie łatwa rozprawa z Kartaginą stała się dla państwa rzymskiego śmiertelnym zagrożeniem. Znakomity wódz punicki Hannibal na czele zahartowanej w zwycięskich bojach armii wyruszył z Hiszpanii, przekroczył Pireneje, sforsował Alpy i runął na zaskoczonych Rzymian jak jastrząb. W 217 roku p.n.e. wciągnął w zasadzkę i zmasakrował legiony konsula Gajusza Flaminiusza nad Jeziorem Trazymeńskim, w roku następnym zadał miażdżącą klęskę znacznie silniejszej armii rzymskiej na apulijskiej równinie pod Kannami. Była to zapewne najbardziej krwawa jednodniowa bitwa w dziejach świata. Według greckiego dziejopisa Polibiusza z Megalopolis  70 tysięcy rzymskich trupów zostało na placu boju. Śmierć poniósł jeden z konsulów Lucjusz Emiliusz Paulus, 29 z 48 trybunów wojskowych oraz 80 senatorów i dygnitrzy, którzy mieli wejść do senatu. Niedobitki zbierały się w mieście Kanuzjum. Nastroje były posępne. Młodzi arystokraci, którym przewodził Marek Cecyliusz Metellus, uznali Rzeczpospolitą za „zgubioną i pogrzebaną”. Zamierzali na okrętach opuścić Italię i wstąpić na służbę u któregoś z monarchów hellenistycznych na Wschodzie. Jak zanotował historyk Liwiusz [patrz Laurkowe dzieje], zapobiegł temu 20-letni trybun wojskowy Publiusz Korneliusz Scypion, który później, w 202 roku, rozgromił Hannibala w batalii pod Zamą i zdobył zaszczytny przydomek Afrykańskiego. Jeśli wierzyć dziejopisowi, pobiegł ze swoimi zwolennikami do kwatery Metellusa i z mieczem w ręku zmusił go do złożenia przysięgi: „Zgodnie z mym szczerym przekonaniem oświadczam, że rzeczypospolitej narodu rzymskiego nie opuszczę i żadnemu innemu obywatelowi opuścić jej nie pozwolę. Jeśli świadomie zawiodę, to niech Jowisz Najlepszy i Największy na mnie, na mój dom i rodzinę, i mienie moje najstraszniejszą ześle zgubę”.

Przysięga nie uchroniła Marka Cecyliusza i jego towarzyszy przed karą. Przeniesiono ich do najniższej klasy obywateli (aerarii), którzy nie należeli do żadnej jednostki po-działu terytorialnego, tzw. tribus, nie mogli  głosować ani pełnić urzędów.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

NIERZYMSKIE OFIARY, NIEWIERNE MATRONY

Po Kannach Rzym ogarnęła zgroza. Od-prawiono ceremonie religijne, aby przebłagać gniewne bóstwa. Złożono nawet ofiary z ludzi. Na Rynku Wolim (Forum Boarium) pogrzebano żywcem Gala i Galijkę, Greka i Greczynkę – Celtów i Hellenów Rzymianie uważali od wieków za wrogie ludy. Zawstydzony nieco tym barbarzyństwem Liwiusz napisał o „by-najmniej nie rzymskim rodzaju ofiary”.Ale Rzymianie dokonali też ogromnego wysiłku mobilizacyjnego: podniesiono po-datki, obniżono zawartość srebra w monetach. W 212 roku p.n.e. republika miała pod bronią, wraz z oddziałami sprzymierzeńców i obsadami okrętów, może nawet 250 tysięcy ludzi. Nie wszyscy obywatele byli jednak skłonni do wieloletniej, pełnej wyrzeczeń i niebezpieczeństw wojaczki. Dwa lata wcześniej cenzorowie, wysocy urzędnicy odpowiedzialni za prowadzenie spisów obywateli, przeprowadzili drobiazgowe dochodzenie. Jak pisze Liwiusz, „ze spisów ludzi podlegających obowiązkowi służby wojsko-wej wydobyli imiona wszystkich tych, którzy od czterech lat nie byli w wojsku, nie mogąc się usprawiedliwić ani przysługującym im zwolnieniem, ani chorobą. Ponad dwa tysiące takich ludzi przeniesiono do najniższej klasy obywateli i usunięto z dzielnic trybusowych. Senat zaś do tak strasznego napiętnowania cenzorskiego dodał jeszcze dotkliwą uchwałę, żeby wszyscy ukarani przez cenzorów służy-li w piechocie, i żeby ich wysłać na Sycylię i dołączyć do wojska pozostałego po klęsce pod Kannami. A ta kategoria żołnierzy miała kończyć służbę wojskową nie pierwej niż po wypędzeniu wroga z Italii”.

Liwiusz pisze o dwóch tysiącach dekowników, ale współcześni naukowcy uważają, że było ich znacznie więcej. Rzymianie nie chcieli wyruszać w pole także dlatego, że podczas długiej rozłąki żony nie zawsze dochowywały im wierności. Władze musiały interweniować, aby podnieść morale obywateli. W 213 r.p.n.e. roku edylowie plebejscy Lucjusz Williusz Tappulus i Marek Fundaniusz Fundulus „oskarżyli przed ludem kilka matron o cudzołóstwo. Niektóre z nich skazano i ukarano wygnaniem”. Matrony to kobiety zamężne. Bez wątpienia było ich więcej niż kilka. Zjawisko miało charakter masowy, skoro Liwiusz uznał, że nie może go przemilczeć…

LAURKOWE DZIEJE

Wiadomości o niepochlebnych dla potomków Romulusa wydarzeniach zachowały się przede wszystkim w obszernym dziele Tytusa Liwiusza z Patavium. „Narodowy” historyk Rzymian żył w czasach Oktawiana Augusta (I w. p.n.e. / I w. n.e.) i korzystał z wielu dobrych źródeł. Aby nie zranić dumy Kwirytów, nieprzyjemne dla nich fakty pokrył grubą warstwą patriotycznych przeinaczeń i zmyśleń, próbował umniejszać ich znaczenie albo w ogóle je pomijać.

OJCZYZNĘ KOCHAĆ I OGRABIĆ

Mordercze zmagania z Hannibalem doprowadziły do niemal powszechnej nędzy. Państwo zabrało nawet depozyty wdów i sierot, zapewniając, że odda po zwycięstwie. Niektórzy jednak wykorzystali wojnę do bezwstydnego wzbogacenia się kosztem skarbca publicznego. Byli to prywatni przedsiębiorcy i finansiści, tak zwani publicani (ponieważ robili interesy z państwem – publicum) – swego rodzaju dzierżawcy robót i zleceń publicznych, niekiedy także podatków. Często łączyli się w spółki (societates). W gospodarce republiki rzymskiej, która nie miała aparatu administracyjnego zajmującego się sprawami ekonomii, odgrywali doniosłą rolę [patrz obok].

Wczesną jesienią 215 roku p.n.e. do senatu dotarł list, którzy wysłali Publiusz (ojciec Publiusza Scypiona) i Gnejusz Scypionowie, dowodzący armią rzymską walczącą z Kartagińczykami w Hiszpanii. Prosili o odzież, żywność i żołd dla wojska. „Co się tyczy żołdu, to gdyby skarb był mało zasobny, sami znajdą jakiś sposób zdobycia pieniędzy od Hiszpanów. Ale resztę koniecznie trzeba przysłać z Rzymu; inaczej nie da się utrzymać ani wojska, ani kraju”.

W senacie odbyła się narada w tej sprawie. Patres („ojcowie”, tak nazywano senatorów) wiedzieli, że żądania Scypionów są słuszne, tym niemniej skarbiec świecił pustkami. Postanowiono więc, że pretor Kwintus Fulwiusz Flakkus wystąpi przed zgromadzeniem ludowym, poinformuje o potrzebach republiki i wezwie przedsiębiorców do udzielenia państwu długoterminowego kredytu poprzez pod-jęcie się dostaw dla wojska w Hiszpanii. Kiedy zaś w skarbcu znów pojawią się pieniądze, oni będą pierwszymi, którym zwróci się koszty. Pretor wypełnił polecenie.

W wyznaczony przez niego dzień zjawiły się trzy spółki publikanów, w sumie 19 ludzi. Liwiusz wymienia imiona tylko dwóch – byli to Marek Postumiusz z Pyrgi i Tytus Pomponiusz z Wejów.

Przedsiębiorcy postawili warunki – na czas wykonywania tej usługi dla państwa mieli zostać zwolnieni ze służby wojskowej, ponadto republika zwróci im wszelkie straty poniesione wskutek działalności wroga czy też burzy. Jak pisze Liwiusz: „Na wszystko uzyskali zgodę, zlecenie przyjęli i sprawę publiczną załatwiono z pomocą kapitału prywatnego. Takie obyczaje i taka miłość ojczyzny łączyła wszystkie stany jakby jedną więzią”.

Te słowa to mydlenie czytelnikom oczu. W rzeczywistości po raz pierwszy publikanie ośmielili się negocjować z państwem jak równy z równym, a postawione przez nich warunki były wprost bezczelne. Współcześni naukowcy dziwią się, dlaczego senat zdecydował się je przyjąć, a nie skonfiskował majątków prywatnych. Zapewne patres, którym nie wolno było przyjmować zleceń państwowych, w ukryciu sami uczestniczyli w wysoce dochodowej działalności przedsiębiorców…

Już dwa lata później okazało się, że publikanie, zaopatrujący armię w Hiszpanii, bezwstydnie oszukują swą ojczyznę i zagarniają pieniądze publiczne. „Ludzie ci, ponieważ państwo brało na siebie straty spowodowane burzami na morzu w transporcie dla wojska, podali kłamliwie wiele przypadków rozbicia się statków – pisał Liwiusz. – Zresztą i inne, choć rzeczywiste rozbicia, zdarzyły się tylko w wyniku ich machinacji, a nie przypadku. Na stare, rozkołatane statki ładowali trochę tanich rzeczy, potem topili je na pełnym morzu, załogę ratowali na z góry do tego przewidzianych łodziach, a w sprawozdaniach podawali fałszywie, że było tam wszelkiego towaru”.

O skandalicznych przekrętach doniesiono pretorowi Markowi Emiliuszowi, a ten zawiadomił senat. Patres jednak nie podjęli żadnych działań. Według Liwiusza postąpili tak, ponie-waż w trudnym czasie wojny nie chcieli zrażać do siebie wpływowego stanu podnajemców zleceń publicznych. To z pewnością tylko część prawdy. Przynajmniej niektórzy senatorowie chronili publikanów, bowiem brali udział w ich ciemnych interesach.

Lud jednak burzył się. Rzymianie widzieli bowiem, że gdy jedni zaciskali pasa, wielu finansistów, przedsiębiorców i wysoko postawionych spekulantów pławiło się w luksusie i chełpiło bogactwem. Senat usiłował zatrzeć złe wrażenie. Już w 215 roku p.n.e. przyjęto ustawę, zabraniającą niewiastom noszenia kolorowych szat oraz złotej biżuterii o wadze powyżej pół uncji (ok. 13,5 g). Gdy trudniący się wymianą pieniędzy Lucjusz Fulwiusz ośmielił pojawić się w biały dzień na forum w wieńcu z róż na głowie, obywateli ogarnęła taka furia, że lekkomyślny elegant został pojmany i gnił w więzieniu aż do końca wojny.

SPÓŁKA Z PAŃSTWEM

Dziejopis Polibiusz z Megalopolis tak pisze o publikanach, których znaczenie w historii republiki rzymskiej trudno przecenić: „Skoro bowiem wiele jest robót, które cenzorowie wydzierżawiają w całej Italii celem naprawy albo budowy gmachów publicznych, tak że niełatwo można by je wyliczyć, prócz tego wiele rzek, portów, ogrodów, kopalń, gruntów, słowem wszystkiego, co podlega władzy Rzymian – więc to wszystko ma lud w swych rękach i krótko mówiąc niemal wszyscy obywatele biorą udział w dzierżawach oraz płynących stąd zarobkach. Mianowicie jedni nabywają sami u cenzorów prawo wypuszczania w dzierżawę, drudzy mają z nimi spółkę, jeszcze inni ręczą za przedsiębiorców, inni wreszcie składają za nich swój majątek w skarbie państwa. W tym wszystkim ma senat głos rozstrzygający; może on bowiem przedłużyć termin wpłaty i w razie nieszczęśliwego wypadku obniżyć opłatę, a jeśli zajdzie jakaś konieczność uniemożliwiająca dotrzymanie umowy – całkowicie zerwać układ dzierżawy”.

DZIKA AWANTURA NA FORUM

Pokazowe represje niewiele jednak pomogły. Sprawy nie udało się też zatuszować. W 212 roku p.n.e. lud rzymski żądał ukarania przedsiębiorców aferzystów. Doszło do gwałtownych zamieszek. Wymieniony przez Liwiusza poblikanin Tytus Pomponiusz znajdował się wtedy w kartagińskiej niewoli, schwytany podczas łupieskiej wyprawy na sprzymierzoną z Hannibalem Lukanię (w południowej Italii).

Wtedy publikanie, ich stronnicy i klienci postanowili rozbić zgromadzenie. Uformowali się po wojskowemu w szyk klina i przepychali wśród ciżby, wykłócając tak z ludem, jak z urzędnikami. Wydawało się, że dojdzie do walki i popłynie krew. W ostatniej chwili do akcji wkroczył konsul Kwintus Fulwiusz Flakkus (pretor w 215 roku p.n.e.) i przemówił do trybunów: „Czyż nie widzicie, że was przymuszono do podporządkowania się i że sytuacja zmierza do buntu, jeśli czym prędzej nie rozwiążecie zgromadzenia?”. Zgromadzenie rozwiązano i natychmiast zwołano posiedzenie senatu.

Sytuacja była poważna. Butni przedsiębiorcy dopuścili się prawdziwej zbrodni przeciw rzymskiemu porządkowi ustrojowemu. Zgodnie z prawem zgromadzenie powinno odbywać się spokojnie, pod przewodnictwem i całkowitą kontrolą urzędnika, który je zwołał. On decydował, co się stanie, jakie sprawy zostaną omówione, czy i komu udzielić głosu. Senatorowie oburzali się na Postumiusza, „który pozwolił sobie odebrać ludowi rzymskiemu prawo głosowania, likwidować zgromadzenie ludowe, trybunów zmuszać do podporządkowania się ich woli, zorganizować przeciw ludowi rzymskiemu szyk bojowy” – jak to opisał Liwiusz. Zachęceni przez senat trybunowie ludowi tym razem wytoczyli chciwemu publikaninowi proces o zdradę, za co groziła kara śmierci. Postumiusz przezornie nie stawił się na rozprawę, wolał iść na wygnanie. Jego majątek sprzedano. Innych uznanych współwinnymi udziału w zamieszkach wtrącono do więzień. Tak państwo rozprawiło się w końcu z zuchwałymi aferzystami.

Współcześni naukowcy przypuszczają jednak, że ten skandal to tylko wierzchołek góry lodowej. Po awanturze na forum senat musiał zareagować, jednak wielu publikanów z innych spółek przez całą wojnę z Kartaginą kosztem państwa i współobywateli nabijało sobie kiesę. Afery publikanów trwały przez cały okres republiki. Jak pisze Liwiusz, ci przedsiębiorcy byli powszechnie uważani za gwałcicieli prawa, którzy łupią prowincje i krzywdzą sprzymierzeńców. Dokonywanie nadużyć umożliwiał im jednak system rządów oligarchicznych, w którego ramach nie istniała żadna systematyczna kontrola nad gospodarką szybko rosnącego państwa.

Rzymianie zwyciężyli znakomitego wodza Hannibala i podbili cały świat śródziemnomorski nie z powodu swych rzekomych moralnych walorów czy cnót, lecz dzięki miażdżącej przewadze gospodarczej i demo-graficznej, łamaniu traktatów, drapieżnemu charakterowi militarnego państwa, które uważało zagarnianie cudzych krain i królestw za święte prawo. Potomni chcieli pamiętać jednak głównie o bohaterstwie swych przodków. I taka wizja wojny punickiej przetrwała. Nic dziwnego. Przecież historię piszą zwycięzcy. A że przy okazji byli aferzystami…