Niemiecki okręt podwodny zatonął przez awarię toalety. Kuriozalna historia U-1206

Koniec wojny był już niemal przesądzony, gdy 14 kwietnia 1945 roku niemiecki okręt podwodny U-1206 prowadził rutynowy patrol u szkockich wybrzeży. Dla 27-letniego kapitana Karla-Adolfa Schlitta był to pierwszy rejs bojowy w roli dowódcy. Młody oficer mógł się spodziewać wielu zagrożeń: alianckich okrętów, min morskich czy samolotów. Z pewnością jednak nikt na pokładzie nie brał pod uwagę, że największe niebezpieczeństwo czai się wewnątrz jednostki, w miejscu, które na lądzie uznajemy za bezpieczne i prozaiczne.
...

Nowoczesna toaleta, która okazała się przekleństwem

U-1206 należał do nowoczesnych okrętów typu VIIC. Dysponował potężnym uzbrojeniem: pięcioma wyrzutniami torped i dwoma działami przeciwlotniczymi. Pływał na głębokości około 60 metrów, a jego zaawansowany system sanitarny miał być technologicznym atutem. Paradoksalnie, to właśnie ta innowacja, mająca poprawić komfort załogi, doprowadziła do serii wydarzeń, które na zawsze zapisały tę jednostkę w morskich annałach. Okręty podwodne typu VIIC wyposażono w skomplikowany system toaletowy.

Czytaj też: Rzymskie tabliczki odkrywają tajemnice życia na granicy imperium. To sekrety zamknięte w drewnie

Zamiast gromadzić nieczystości w zbiornikach, nowa technologia pozwalała na ich natychmiastowe usunięcie za burtę przy użyciu sprężonego powietrza. Rozwiązanie teoretycznie było lepsze, gdyż oszczędzało miejsce i zwiększało dyskrecję okrętu. W praktyce okazało się pułapką, ponieważ jego obsługa wymagała ścisłego przestrzegania skomplikowanej procedury otwierania i zamykania zaworów. Na każdym U-boocie musiał znajdować się specjalnie przeszkolony marynarz, który dokładnie znał ten proces. Ciśnienie wewnątrz systemu było bardzo wysokie, by przeciwdziałać ciśnieniu wody morskiej. Pomyłka w sekwencji działań mogła mieć fatalne skutki, co potwierdziły późniejsze wydarzenia.

Ósmy dzień patrolu przyniósł fatalną w skutkach pomyłkę

Kapitan Schlitt, korzystając z toalety, postanowił samodzielnie uruchomić system spłukujący. Nie czuł się w tym pewnie i coś poszło nie tak. Wezwany na pomoc inżynier okrętowy, próbując naprawić sytuację, popełnił krytyczny błąd. Odkręcił niewłaściwy zawór. Zamiast wypchnąć odpady na zewnątrz, wpuścił do wnętrza okrętu potężny strumień słonej wody zmieszanej ze ściekami. W ciągu kilku minut sytuacja wymknęła się spod kontroli. Mieszanka zaczęła zalewać pomieszczenie z akumulatorami, co wywołało niebezpieczną reakcję chemiczną.

Czytaj też: Świątynia Herkulesa na przedmieściach Rzymu. To odkrycie okazało się jedynie wstępem

Kontakt wody morskiej z kwasem z akumulatorów spowodował wytworzenie się śmiercionośnego gazu chlorowego. Załoga zaczęła się dusić, a okręt nabierał wody. Schlitt stanął przed dramatyczną decyzją. Pozostanie pod wodą oznaczało śmierć przez zatrucie lub zatonięcie. Wynurzenie się w świetle dnia na wodach kontrolowanych przez aliantów było niezwykle ryzykowne. Kapitan wybrał to drugie. Aby szybciej wypłynąć na powierzchnię, załoga musiała wystrzelić część torped, pozbywając się tym samym głównego środka obrony i ataku.

Atak z powietrza dopełnił tragedii

Gdy U-1206 wynurzył się u wybrzeży Aberdeenshire, został natychmiast wykryty. Brytyjskie samoloty zaatakowały praktycznie bezbronny okręt. W wyniku ostrzału zginął jeden marynarz, a trzech kolejnych utonęło, próbując dopłynąć do brzegu. Około pięćdziesięciu rozbitków, w tym kapitan Schlitt, trafiło do niewoli. Brytyjczycy, dowiedziawszy się o przyczynie całego zdarzenia, złośliwie ochrzcili je mianem „Gównianej Rzeszy” (The Turd Reich). Sam Schlitt dożył sędziwego wieku, ale zapewne do końca życia wspominał ten absurdalny i tragiczny dzień. Wrak U-1206 odkryto dopiero w latach 70. ubiegłego wieku podczas prac przy podmorskich rurociągach naftowych. Okręt spoczął na dnie zaledwie na kilka miesięcy przed końcem wojny.