Dolan, który jest ekspertem w dziedzinie nauk behawioralnych z London School of Economics i autorem książki “Happy Ever After”, powiedział, że najnowsze dane wskazują, iż tradycyjne mierniki sukcesu społecznego, takie jak małżeństwo i macierzyństwo, niekoniecznie muszą odpowiadać poziomowi szczęścia u ludzi.

Podczas gdy mężczyźni zazwyczaj "uspokajają się" po ślubie, podejmując mniej osobistego ryzyka i zarabiając więcej pieniędzy, to samo nie dotyczy kobiet. Najzdrowszą i najszczęśliwszą podgrupą ludności są kobiety, które nigdy nie wyszły za mąż ani nie miały dzieci.

Profesor Dolan mówi, że piętno społeczne związane z pozostaniem w związku małżeńskim może w niektórych przypadkach wywołać efekt domina i w końcu pozostawić po sobie poczucie nieszczęścia. Wyjaśnia:

- Widząc samotną czterdziestolatkę, która nigdy nie miała dzieci, pomyślisz "Och, co za szkoda. Może pewnego dnia spotka odpowiedniego mężczyznę i jej los się odmieni. Nie – może spotka nieodpowiedniego faceta i wszystko się zmieni. Takiego, który sprawi, że będzie mniej szczęśliwa, pogorszy się stan jej zdrowia i szybciej umrze.”

Dolan równie szczerze komentuje posiadanie dzieci: 

“Oczywiście to byłoby kategorycznie okropne, gdyby coś im się stało, ale prawda jest taka, że doświadczenia, jakie przeżywamy z dziećmi, są w dużej mierze nieszczęśliwe.”

...i małżeństwa w ogóle:

“Małżeństwa są szczęśliwsze niż inne podgrupy społeczne, ale tylko wtedy, gdy ich współmałżonek jest w tym pokoju,  gdy zadaje się im pytanie, jak bardzo są szczęśliwi. Kiedy małżonka nie ma w pokoju, druga połowa często odpowiada, że jest cholernie nieszczęśliwa” 

Psychologiczne korzyści wynikające z pozostania singielką to ostatnio gorący temat. Niedawno historyk dr Bob Nicholson opublikował Tweeta ze zdjęciami stron czasopisma “Tit-Bits” z 1889 roku, aby przedstawić kilka pouczających spostrzeżeń na temat singielek z XIX wieku. Redakcja magazynu zapytała wówczas swoje czytelniczki o to, dlaczego nie wyszły za mąż. Ich odpowiedzi były doskonałe!

 

 

Przykładowo, jedna z kobiet odpowiedziała, że nie widzi potrzeby powiększenia swojego stada domowych zwierząt o kolejne, wszak mężczyzna jest “mniej potulny niż pies, mniej przywiązany niż kot i mniej zabawny niż małpa”. Inna z kolei napisała, że nie jest żoną, bo ma w perspektywie lepszą pracę, która zajmie jej mniej czasu i zapewni lepsze zarobki. 

Wychodzi na to, że już wiktoriańskie kobiety potrafiły sprzeciwić się ogólnej presji społecznej i żyć po swojemu, tak więc to, że 150 lat później ta presja jest nadal obecna, wydaje się, delikatnie mówiąc, lekkim zacofaniem. Najważniejszym wnioskiem wynikającym z badań Dolana nie powinno być jednak to, by za wszelką cenę unikać małżeństwa lub ciąży, ale to, by nie uginać się pod żadnym naciskiem i robić to, co daje nam szczęście.