Psi wirus nosówki w ostatnich latach przeszedł ewolucję i obecnie zagraża nie tylko naszym czworonożnym przyjaciołom.

Weterynarze z Wildlife Vets International alarmują, że wirus zagraża indonezyjskim tygrysom. Lekarze chcą opracować strategię ochrony tych zwierząt.

Blisko spokrewniony z odrą, wirus psiej nosówki (CDV) po raz pierwszy opisano na początku XX wieku. Jest on wymieniany jako przyczyna wyginięcia wilków workowatych (Thylacine). Jeszcze 30, 40 lat temu nosówka była wyłącznie chorobą psów - mówi doktor John Lewis z Wildlife Vets International. "W następnych latach wirus przeszedł głęboką ewolucję i teraz może atakować także inne gatunki, w tym ssaki morskie i duże koty" - dodaje.

W latach 90-tych ok. 30% lwów w Afryce zmarło z powodu nosówki. Chorobę przenosiły psy z okolicznych wiosek. Obecność wirusa zauważono także w populacji wielkich kotów z Azji.

Weterynarze z Indonezji zwracają uwagę na dziwne, nietypowe zachowanie tygrysów. Zarażone mogą cierpieć z powodu chorób układu oddechowego, mieć drgawki lub tracić lęk przed kłusownikami. Coraz częściej zdarza się, że wielkie koty same przychodzą do wiosek.

Tygrysy sumatrzańskie występują tylko na wyspie. Liczebność ich populacji od lat 90- tych ciągle spada. Szacunki z 2007 wskazują na 441–679 osobników, przy czym jedynie populacje z Gunung Leuser i Bukit Tigapulu przekraczają 50 osobników zdolnych do rozrodu. Jest to zdecydowanie poniżej bezpiecznego poziomu gwarantującego stabilność populacji.

Największym problemem w ochronie ginących tygrysów jest wysoka cena jaką gotowi są płacić kłusownikom zwolennicy tygrysich afrodyzjaków.