W związku z tym autorzy najnowszych doniesień w tej sprawie apelują, by zamiast skupiać się wyłącznie na odtwarzaniu dawnych warunków, uwzględnić też przyszłe środowisko i tworzyć warunki sprzyjające długoterminowemu funkcjonowaniu ekosystemów. Te oczywiście od zawsze podlegały przemianom, w wyniku których zmieniały się zasięgi występowania gatunków, skład zbiorowisk biologicznych oraz warunki środowiskowe. Nowym wyzwaniem jest jednak tempo tych procesów.
Zmiany, które w przeszłości zachodziły przez stulecia, a niekiedy tysiąclecia, obecnie mogą dokonywać się w ciągu zaledwie kilku dekad. Jak zauważa Tina Heger z monachijskiej uczelni, nawet ustabilizowanie temperatur w najbliższej przyszłości nie zatrzymałoby natychmiast przemian przyrodniczych. Ekosystemy będą jeszcze przez długi czas reagować na zmiany, które już zaszły.
Czytaj też: Jonathan ma już 194 lata. Naukowcy odkryli sekret jego długowieczności
Autorzy publikacji zamieszczonej w Nature Climate Change mówią o zjawisku pojawiania się nowych układów ekologicznych, niemających bezpośredniego odpowiednika w przeszłości. Powstają one między innymi wtedy, gdy gatunki zmieniają zasięgi występowania, a dotychczasowe społeczności biologiczne ulegają przekształceniu.
Sęk w tym, iż tradycyjna ochrona przyrody oraz renaturyzacja często koncentrują się na przywracaniu historycznego stanu środowiska. Celem jest odtworzenie wcześniejszego składu gatunkowego, przywrócenie naturalnych siedlisk lub utrzymanie zagrożonych organizmów w miejscach ich dotychczasowego występowania.
Problem pojawia się wtedy, gdy klimat i warunki środowiskowe zmieniają się tak bardzo, że gatunki nie mogą już funkcjonować w swoich dawnych siedliskach. Nawet dobrze zaplanowane działania ochronne mogą wówczas nie przynieść oczekiwanych rezultatów. Co więcej, próby utrzymania historycznego stanu przyrody mogą niekiedy utrudniać rozwój nowych, funkcjonujących ekosystemów.
Naukowcy nie mówią jednak o rezygnacji z ochrony zagrożonych gatunków ani uznaniu wszystkich zmian za korzystne. Zwracają uwagę, iż nowe układy ekologiczne mogą mieć zarówno pozytywne, jak i negatywne konsekwencje dla bioróżnorodności. Każdy przypadek wymaga więc oceny uwzględniającej konkretne warunki i potrzeby ochronne. Przykładem takich przemian są rafy koralowe. Wraz ze wzrostem temperatury oceanów tropikalne ryby rozszerzają swoje zasięgi na chłodniejsze obszary, gdzie spotykają inne gatunki. Jednocześnie koralowce wrażliwe na wysokie temperatury ustępują miejsca bardziej odpornym odmianom.
Czytaj też:Morze Martwe tworzy własny klimat. Naukowcy odkryli ukryte pod powierzchnią formy
Zmiana składu raf wpływa również na warunki życia ryb, ponieważ różne gatunki koralowców tworzą odmienne siedliska. W rezultacie przekształceniu ulega cała społeczność organizmów, a nie tylko pojedynczy element ekosystemu. Badacze przewidują, że podobne procesy będą zachodzić w wielu innych środowiskach na świecie.
Zdaniem Heger kluczowe powinno stać się pytanie, jakie warunki pozwolą ekosystemowi prawidłowo funkcjonować za 20, 50 lub 100 lat. Takie podejście wymaga uwzględnienia przewidywanych zmian klimatycznych, zdolności adaptacyjnych gatunków oraz społecznych konsekwencji transformacji środowiska. Przemiany przyrody wiążą się bowiem nie tylko z wyzwaniami biologicznymi, ale i z poczuciem straty oraz niepewnością odczuwanymi przez ludzi. Dlatego strategie adaptacyjne powinny uwzględniać także społeczne znaczenie krajobrazów i ekosystemów.
Źródło: Nature Climate Change
