Obudź się z amerykańskiego snu. U nas to nie działa

Dlaczego przepis na sukces zza oceanu nie zawsze działa nad Wisłą? Zebraliśmy odpowiedzi ekspertów.

Amerykański mit kariery od pucybuta do milionera jest atrakcyjny zarówno dla mieszkańców Stanów Zjednoczonych, jak i Polski. Tysiące osób pragną osiągnąć poziom bogactwa, który pozwoli im porzucić zwykłą pracę i korzystać z uroków życia. Aby zdobyć majątek, naśladują amerykańskich milionerów i korzystają z rad amerykańskich coachów. Efekt? Na 38,5 mln Polaków mamy ponad 100 tys. milionerów, jak wynika z  badania SMG/KRC. W USA na 313,8 mln mieszkańców aż 3,07 miliona osób ma wolny milion dolarów na inwestycje (badanie Capgemini/ RBC). U  nas odsetek milionerów wynosi więc 0,00259, a w USA 0,00978 – czyli ponad trzy razy więcej niż w Polsce! Dlaczego amerykańskie zasady sukcesu nie są tak samo skuteczne za Wielką Wodą i w Polsce? Co blokuje osiągnięcie sukcesu? Intelektualną podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na te pytania rozpocznijmy od najbardziej klasycznego zestawu wskazówek. Wystąp, Napoleonie Hillu. 

Proces Napoleona Hilla

JAK STAĆ SIĘ BARDZIEJ ENERGICZNYM, POZYTYWNYM CZŁOWIEKIEM 

Napoleon Hill w książce „Myśl i bogać się” wymienia 13 czynników sukcesu: pragnienie, wiarę, autosugestię, wiedzę specjalistyczną, wyobraźnię, dobre planowanie, umiejętność podejmowania decyzji, wytrwałość, potęgę sojuszu umysłów, tajemnicę seksualnej transmutacji (chodzi o siłę, jaką daje pożądanie), podświadomość, mózg, szósty zmysł. Wszystkie one dotyczą indywidualnych cech pojedynczego człowieka. Nawet potęga sojuszu umysłów jest rozpatrywana indywidualnie, jako okazja do korzystania z wiedzy, której samemu się nie ma, do szukania wskazówek i inspiracji u innych ludzi. Czynniki sukcesu wymienione przez Hilla niewątpliwie pozwalają stać się bardziej świadomym siebie, umożliwiają dokonywanie dobrych wyborów i trzymanie się ich mimo przeciwności. Są to wskazówki, które można podsumować zdaniem: oto jak wybrać dobry samochód w komisie. Pozostaje jednak niewypowiedziane założenie: pod warunkiem, że żadne z wystawionych w komisie aut nie jest totalnym złomem, że jeden z nich faktycznie nadaje się do bezpiecznego używania. 

Cóż, zasady Hilla tak naprawdę nie są zasadami „jak odnieść sukces w biznesie”, ale zasadami „jak stać się bardziej energicznym, pozytywnym człowiekiem”. Jeśli odwołać się do struktury kapitałów w ekonomii, mieszczą się w kapitale ludzkim. To suma umiejętności, zdrowia, edukacji, psychicznego nastawienia i samooceny. Każdy z nas ma nieco inną kombinację tych cech, która tworzy się przez osobiste życiowe doświadczenia. Zasoby kapitału ludzkiego są dość plastyczne, można je rozwijać, zmieniać i dopasowywać do potrzeb. Jedni mogą nimi manipulować łatwiej, innym przychodzi to trudniej. 

 

Kapitał ludzki

POWŚCIĄGLIWOŚĆ I SKROMNOŚĆ NIE WSZĘDZIE SĄ POŻĄDANE 

Różnica w kapitale ludzkim między Amerykanami a Polakami jest na pierwszy rzut oka oczywista. „Miałem okazję zobaczyć, jak zachowują się Amerykanie na rozmowie kwalifikacyjnej w Polsce. Byli w stanie, który określiłbym jako hipomaniakalny” – opowiada dr Marek Suchar, prezes firmy doradczej IPK. „Myślałem, że mam do czynienia z ludźmi zaburzonymi, którzy nie dali sobie rady za oceanem, więc próbują szczęścia w kraju, w którym karierę robi się łatwiej. Dopiero później się dowiedziałem, że przesadny optymizm, żywiołowe reakcje, mówienie o sobie w samych superlatywach to zachowanie standardowe w Stanach Zjednoczonych. Tam powściągliwość i skromność byłyby wręcz nie na miejscu”. 

Podobne doświadczenia ma Marek Prujszczyk, właściciel firmy doradczej Marek Prujszczyk Consulting, w przeszłości dyrektor personalny w regionalnych strukturach wielu międzynarodowych korporacji. „Przyglądając się niemieckim i polskim inżynierom, łatwo zauważyć różnicę. Ci pierwsi dobrze funkcjonowali, dopóki wszystko szło według planu. Małe odchylenie i się gubili, nie wiedzieli, co robić. Co innego Polacy. Gdy zawiodły wszystkie założenia, gdy do kosza trafiły przygotowywane wcześniej skrupulatnie scenariusze i procedury, dopiero wtedy rozwijali skrzydła”. 

Każdy Polak jest w stanie nauczyć się zachowywać jak Amerykanin, Niemiec czy Anglik. Większość Polaków jest też w stanie opanować wiedzę specjalistyczną, wymaganą do osiągnięcia sukcesu, i ogólną wiedzę psychologiczną zawartą we wskazówkach takich jak lista Napoleona Hilla. Jednak kapitał ludzki to tylko jeden element układanki kapitałów. Ważne jest jeszcze to, co się dzieje, gdy jeden człowiek (choćby bardzo pozytywnie nastawiony) spotyka drugiego człowieka. 

 

Kapitał społeczny

ĆWIERKAŁY JASKÓŁKI, ŻE NIEDOBRE SĄ SPÓŁKI 

Wszystko w USA jest zorganizowane tak, by ludzie mogli osiągać w ymierne sukcesy. Można w yczuć powszechne wsparcie i zrozumienie dla przedsiębiorców, ponieważ prowadzenie własnego biznesu to rzecz naturalna. „Jest całkowicie zrozumiałe, że pracę w administracji czy nawet w czyjejś firmie, może poza sektorem hi-tech, traktuje się jako low profile – nie przynosi chluby i nie można liczyć na wielki sukces. Dlatego praktycznie każdy prowadzi na boku jakiś projekt czy biznes, przynajmniej od czasu do czasu” – wyjaśnia Marcin Strzałkowski, prezes firmy InteliWise, dostarczającej systemy informatyczne oparte na sztucznej inteligencji, która ostatnio otrzymała patent w Stanach Zjednoczonych. „Nie ma typowo polskiej zawiści. Wiadomo, że jeśli Smith zarobi więcej niż dotąd, to kilka innych osób, Johnson, Allen i Gruber, też na tym zyskają”. 

Polacy generalnie mają problemy ze współpracą. Dotyczy to zwłaszcza średniego i starszego pokolenia. „Nie trzeba czytać »Diagnozy społecznej« prof. Czapińskiego, by wiedzieć, że jesteśmy narodem podejrzliwym i nieufnym” – zauważa Marek Prujszczyk. „Gdy Amerykaninowi ktoś zaproponuje interes życia, ten natychmiast liczy spodziewane zyski. Polak w ten samej sytuacji zastanawia się, jak potencjalny partner chce go oszukać. Bo przecież »ćwierkały jaskółki, że niedobre są spółki«”. 

Zaufanie, współpraca, wsparcie – te zasoby kapitału społecznego nie są łatwo dostępne w Polsce. W takich warunkach jednostki o wybitnie rozwiniętym kapitale ludzkim: przedsiębiorcy, artyści, naukowcy, giną w powodzi przeciętności, zamiast osiągnąć sławę i bogactwo. Skąd biorą się te negatywne postawy względem innych ludzi? Z kapitału kulturowego. 

 

Kapitał kulturowy

ZWYCIĘZCA TO ZARÓWNOE TEN, KTO WYGRYWA, JAK I TEN, KTO POMIMO PORAŻKI WSTAJE 

Gdy po raz pierwszy przyjeżdżasz do Stanów Zjednoczonych, atmosfera cię przytłacza. Niespotykane wcześniej skupienie na pracy, zarobkach, posiadaniu. „Większość Amerykanów po prostu o niczym innym nie myśli. Praca i osiągnięcia, padanie i powstawanie, sukces mierzony parametrem »więcej« – więcej pieniędzy, domów, samochodów – to wszystko jest wpisane w DNA tego narodu” – mówi Marcin Strzałkowski z  InteliWise. „Cała kultura i mentalność są nastawione na gloryfikację zwycięzców, reszta to no-bodys, którzy się nie liczą. Co ciekawe , zwycięzca to zarówno ten, kto wygrywa, jak i ten, kto mimo porażki wstaje i  próbuje ponownie. Stąd przy ocenie now ych przedsięwzięć nie bierze się w ogóle pod uwagę wcześniejszych porażek osób, które są zaangażowane w te projekty. Jeśli mają genialny pomysł, nikt się nie przejmuje błędami czy wpadkami, które wcześniej się im przydarzyły”. 

Potwierdza to Witold Kempa, prezes agencji Netizens Peppermint, która od lat współpracuje z amerykańskimi spółkami i ma przedstawicielstwo w Nowym Jorku. „Na jednej z konferencji, na której przedstawialiśmy aplikacje dla sektora zdrowia, podszedł do nas Amerykanin i zaproponował współpracę przy ich sprzedaży” – opowiada prezes Kempa. „Tłumaczył, że pracodawca dał mu szansę spróbowania swoich sił na zupełnie nowym rynku. Później się dowiedzieliśmy, że ten człowiek został dopiero co zwolniony z pracy”. 

„My, Europejczycy, na piedestale stawiamy inteligenta. Tak nas ukształtowały lektury, podręczniki do historii, tradycje i zwyczaje. Tymczasem Amerykanie wychwalają nie profesorów akademickich, ale osoby, które przerwały naukę, założyły biznes i zdobyły fortunę” – podsumowuje Marek Suchar. 

W Polsce do sukcesu nie wypada się przyznawać. W dobrym tonie jest za to narzekanie, rozpamiętywanie porażek i hołubienie niepopartego racjonalnymi argumentami przeświadczenia, że gdybyśmy tylko chcieli, to przenieślibyśmy góry. No i szukanie słabych stron w przedsięwzięciach innych osób. Dlaczego tak robimy, zamiast wziąć się do roboty? Nie bez znaczenia są trudności w dostępie do pieniędzy na rozkręcenie interesu. 

 

Kapitał finansowy

PADANIE I WSTAWANIE JEST WPISANE W CYKLE KONIUNKTURY GOSPODARCZEJ 

„Ameryka to najbardziej dynamicznie rosnący rynek przedsięwzięć internetowych i adaptacji innowacji w gospodarce. Istnieje tam rozbudowana sieć funduszy inwestujących w przedsięwzięcia z branż technologicznych w różnych fazach rozwoju” – wskazuje Witold Kempa. „Jeśli dostaniesz odmowę z jednego funduszu, masz do dyspozycji dziesiątki innych. Któryś w końcu powie »tak«”. 

Tylko czy młodej firmie uda się przeżyć do momentu usłyszenia tego „tak” z ust dyrektora funduszu inwestycyjnego? „W Polsce uzyskanie pożyczki dla firmy typu start-up graniczy z cudem. Banki żądają różnego rodzaju zabezpieczeń i gwarancji, na przykład zdeponowania pieniędzy, niejednokrotnie w wysokości pożyczki” – wyjaśnia Radosław Ceplin, członek zarządu Front-Row, właściciela sklepu internetowego z  lu ksusową odzież ą Front-Rows.com. „Praktycznie nie ma możliwości, aby w trakcie poszukiwania i pozyskiwania inwestora móc pożyczyć od kogoś pieniądze w zamian za udziały w swojej firmie ani też uzyskać szybką pożyczkę dla firm, które są w trakcie rozmów z inwestorami. A przecież wiadomo, że kiedy pozyskasz inwestora, to wówczas te udziały będą znacznie więcej warte. Moi kontrahenci w USA skorzystali z tak zwanej bridge loan, szybkiej pożyczki w banku, o określonym oprocentowaniu i zabezpieczeniu w postaci kilku procent udziałów w przedsięwzięciu. Pieniądze zdeponowane są na koncie Escrow w USA, przelewy do spółki następują na podstawie faktur”. 

„Padanie i wstawanie jest wpisane w cykle koniunktury gospodarki amerykańskiej, które przebiegają gwałtowniej niż w Polsce czy nawet w Unii Europejskiej” – uzupełnia Marcin Strzałkowski. „Ale przedsiębiorcy są do tego przyzwyczajeni. Fundusze inwestujące w nowo powstające firmy też są do tego przyzwyczajone. Banki również. Ryzyko jest policzalne i ściśle powiązane z potencjalnym sukcesem, mierzonym na przykład przychodem czy wartością kursu akcji”. 

 

Kapitał infrastrukturalny

CZY MOBILNOŚĆ ZAWODOWA PODNOSI KOMFORT ŻYCIA? 

Podróż w poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie: skąd bierze się różnica w skuteczności Polaków i Amerykanów, dysponujących tymi samymi zasadami sukcesu, trwa. Same zasady to niewiele. Na szansę sukcesu wpływają działania innych osób: nieufność lub zaufanie zamykają lub otwierają wiele drzwi. Jeśli ktoś uważa błąd lub porażkę za dramat, za ostateczne potwierdzenie swojego braku wartości, to będzie budować bariery w dostępie do kapitału nie tylko sobie, ale i innym. W ten sposób mało kto odważy się w ogóle spróbować, a jeśli spróbuje, to szybko poczuje nieprzyjemną rzeczywistość pustej kasy firmowej. 

Jest na to rada – przenieść się gdzieś indziej. Gdzieś, gdzie jest łatwiej, mniej stresująco, bardziej przyjaźnie. Taka przeprowadzka wiąże się jednak z kolejną barierą, wynikającą z kapitału infrastrukturalnego. „Amerykańskie poradniki i ich polskie kalki przekonują, że mobilność zawodowa podnosi komfort życia” – mówi Suchar z IPK. „To teza prawdziwa, również w Polsce, ale odnosi się głównie do kadry menedżerskiej, która wszędzie jest godziwie opłacana. Natomiast szeregowym pracownikom czy początkujących specjalistom wyjazd za pracą do innego miasta lub do innego kraju może w yjść bokiem. Owszem, są tam wyższe zarobki, ale i koszty życia są wyższe. Korzystanie z wielkomiejskiej infrastruktury mieszkaniowej (wynajem mieszkania), transportowej (komunikacja miejska, żywność w sklepach), mediowej (droższy prąd, woda, kablówka) – to wszystko sprawia, że człowiek ma w kieszeni mniej pieniędzy niż przed przeprowadzką, z którą wiązał nadzieje na poprawę sytuacji finansowej. Do tego dochodzą jeszcze więzy rodzinne. Ich podtrzymanie wymaga nie tylko czasu, ale i pieniędzy: telefonu, połączeń międzymiastowych, dostępu do internetu, dobrego komputera, biletów na pociągi, autokary czy samoloty. Amerykanom, którzy należą do najbardziej ruchliwych nacji na świecie, łatwiej znaleźć gdziekolwiek lokum bez obniżania standardu życia czy ponoszenia większych w ydatków. W Polsce jest to wciąż bardzo zróżnicowane, co może nie przeszkadza samej migracji do miast, ale zamyka szansę wysokiego awansu”. 

 

Globalny sen, wersja 2.0 

KRONENBERG ODNIÓSŁ SUKCES W TYPOWO POLSKIM ŚRODOWISKU GOSPODARCZYM, KTÓRE WZMACNIAŁO OGRANICZENIA 

Połączenie kapitałów: ludzkiego, społecznego, kulturowego, finansowego i  infrastrukturalnego – sprawia, że w USA osoby nastawione na sukces mają więcej możliwości osiągnięcia go, a ewentualne wpadki zwykle nie wywołują tragicznych konsekwencji. Ale i tam nie wszędzie milionerom żyje się równie łatwo. Dziesięć miast skupia 1,86 miliona milionerów, czyli ponad połowę (dane Capgemini 2010 US Metro Wealth Index). To duża nierównowaga, nawet jeśli się weźmie pod uwagę przeprowadzki do dużych miast po osiągnięciu statusu milionera. Dlatego też w najnowszych książkach dla aspirujących milionerów, przedsiębiorców i fanów rozwoju osobistego autorzy proponują coś więcej niż standardową dawkę psychologicznej wiedzy o motywacji i determinacji. Pojawiają się opisy działań rozwijających i wzmacniających nie tylko ludzki kapitał przedsiębiorcy szukającego przepisu na sukces. 

MJ DeMarco w książce „Fastlane milionera”, opisując przykazania bogactwa, odnosi się do pojęć biznesowych i ekonomicznych, takich jak potrzeby ludzkie, bariery wejścia na rynek, skala działania. W książce pojawia się wiele przykładów przedsięwzięć, których właściciele lubili swoją branżę i mieli pasję działania, ale przeszacowali wielkość i chłonność rynku, przyjęli złą strategię marketingową lub nie dopracowali kanałów dystrybucji. Podobnych wskazówek udziela Loral Langemeier w książce „The Millionaire Maker’s Guide to Creating a Cash Machine for Life”. Langemeier otwarcie mówi, że robienie tego, co się lubi, to świetne marzenie, ale by stworzyć maszynkę do zarabiania pieniędzy, najpierw trzeba opanować podstawy zarządzania biznesem. Dlatego kluczowym etapem w coachingu biznesowym jest stworzenie listy tych działań, w których jesteśmy biegli, które przychodzą nam bez wysiłku, i przełożenie ich na biznes dostarczający określoną kwotę co miesiąc. 

Tim Clark, Alexander Osterwalder i Yves Pigneur, autorzy innowacyjnego modelu analizy biznesu „Business Model Canvas”, w  najnowszej książce „Business Model You. A  One Page Method for Reinventing Your Career” piszą, jak stworzyć biznesowy pomysł na siebie. Proces zaczyna się tradycyjnie od oceny własnych zasobów i działań opartych na tych zasobach, ale zaraz pOtem następuje przeskok do analizy klientów (komu pomagasz?), kanałów dystrybucji (jak dostarczasz wartość klientom?), przychodów (ile zarabiasz?) i kosztów (ile cię to kosztuje?). Jeśli to wszystko ze sobą współgra, a przychody przewyższają koszty, dopiero wtedy można powiedzieć: OK, teraz mam pomysł na zarabianie.

Ironią jest to, że te nowe zasady sukcesu znamy w Polsce od dawna, a dokładnie od lat 90. XIX wieku, kiedy to polski przedsiębiorca Leopold Kronenberg budował swoje biznesowe imperium. Kronenberg funkcjonował w typowo polskim środowisku gospodarczym, które wzmacniało ograniczenia, w którym strach przed ryzykiem zamykał różne ścieżki, a bankructwo firmy praktycznie równało się wpisaniu na czarną listę w  bankach. Poza tym na życie gospodarcze ogromny wpływ miały kwestie polityczne – kontakty z Rosjanami nie należały ani do łatwych, ani do racjonalnych. A jednak Kronenbergowi się powiodło. Nie tylko dlatego, że miał pasję i energię, by dążyć do sukcesu (bo miał), ale też dlatego, że zanim porwał się na wielkie inwestycje kolejowe, uczył się korzystać z istniejących połączeń kapitałów w branży tytoniowej i cukrowniczej. Mamy zatem w Polsce znakomitą możliwość rozwijania przedsiębiorczości i osiągania sukcesu. Trzeba podjąć mądrą decyzję, pamiętając, że to tylko pierwszy krok na drodze do sukcesu.