Piramida pozostałością po mieście sprzed 12 tysięcy lat?
Autorem tych rewelacji jest George Gelé, emerytowany architekt, który od kilkudziesięciu lat bada obszar Chandeleur Sound w Zatoce Meksykańskiej, około 80 kilometrów od Nowego Orleanu. Jak twierdzi, już od lat 70. prowadził dziesiątki wypraw badawczych i analizował obrazy sonarowe dna morskiego. Na ich podstawie doszedł do wniosku, że pod warstwą osadów mogą znajdować się setki struktur przypominających budynki.
Czytaj też: Robotnicy przypadkowo przenieśli się do XVII wieku. Te beczki pokazują realia ówczesnej Europy
Najbardziej spektakularnym elementem jego teorii jest rzekoma piramida o wysokości około 85 metrów. Gelé przekonuje, iż obiekt nie tylko ma regularną, geometryczną formę, lecz również emituje pole elektromagnetyczne, które zakłóca działanie urządzeń na łodziach przepływających nad tym miejscem. Relacje takie potwierdzać miał lokalny rybak, który zauważył, jak kompasy i elektronika pokładowa przestają działać w pobliżu wskazywanej lokalizacji.
Badacz nazwał domniemaną osadę Crescentis i uważa, że mogła ona powstać około 11-12 tysięcy lat temu, zanim podnoszący się poziom mórz i oceanów zalał nadbrzeżne tereny Ameryki Północnej. Jednym z jego głównych argumentów są znaleziska w postaci granitu, czyli skały, która naturalnie nie występuje w Luizjanie. Według Gelé kamienie te miały zostać przetransportowane i wykorzystane do budowy monumentalnych struktur.
Doniesienia poszukiwacza rozpalają wyobraźnię, ale środowisko naukowe trzyma dystans
Mimo spektakularnych twierdzeń środowisko naukowe pozostaje sceptyczne. Eksperci zwracają uwagę, że brak jest jakichkolwiek publikacji w recenzowanych czasopismach, a przedstawione dowody nie spełniają standardów naukowych. Alternatywne wyjaśnienia wydają się znacznie bardziej przyziemne. Już w latach 80. sugerowano, jakoby granitowe bloki były balastem wyrzucanym przez statki europejskie, które wpływały na płytsze wody Zatoki Meksykańskiej.
Inna hipoteza mówi o sztucznej rafie stworzonej w XX wieku poprzez zrzucanie kamieni na dno morza, co miało sprzyjać rozwojowi rybołówstwa. Tego typu działania były w regionie prowadzone, co dodatkowo podważa sensacyjny charakter odkrycia. Historia zaginionego miasta wpisuje się zarazem w długą tradycję opowieści o zatopionych cywilizacjach, które miały zniknąć wraz ze zmianami klimatu po epoce lodowcowej. Mimo to, bez twardych dowodów – takich jak dokładne badania archeologiczne, datowanie znalezisk czy jednoznaczne struktury architektoniczne – większość naukowców traktuje te doniesienia jako interesującą, lecz mało wiarygodną hipotezę. Na razie więc Crescentis pozostaje bardziej w sferze spekulacji niż faktów.
Źródło: New York Post
