Wspomniana świątynia była przez stulecia ukryta pod grubą warstwą osadów naniesionych przez powódź rzeki Adygi. Jak w ogóle przebiegały działania w sprawie odkrycia? Początkowo ekipy techniczne prowadziły standardowe kontrole terenu pod kątem niewybuchów z czasów II wojny światowej. Wtedy zwrócili uwagę na pierwsze fragmenty kamieni z tajemniczymi inskrypcjami. Gdy na miejsce wezwano archeologów, szybko okazało się, że pod niemal trzymetrową warstwą błota i żwiru znajduje się rozległy kompleks religijny pochodzący jeszcze z epoki przedrzymskiej.
Czytaj też: To ogromne naczynie pomieściło szczątki kilkudziesięciu osób. Zagadkowa historia z laotańskiej dżungli
Największe zainteresowanie badaczy wzbudziły kamienne słupy ceremonialne zwane cippi. Wiele z nich pokrywały napisy wykonane zarówno alfabetem łacińskim, jak i językiem Wenetów, czyli ludu zamieszkującego północną Italię jeszcze przed ekspansją Rzymu. Według ekspertów część inskrypcji pochodzi z V i IV wieku p.n.e. i prawdopodobnie miała charakter wotywny. Oznacza to, że kamienie mogły być składane jako ofiary religijne w świętym miejscu kultu.
W trakcie dalszych wykopalisk światło dzienne ujrzały fundamenty monumentalnych budowli. Archeolodzy są przekonani, że były to świątynie należące do dużego sanktuarium. Jedna z nich miała formę tak zwanego perypterosu, czyli budynku otoczonego kolumnami ze wszystkich stron. Tego typu architektura była niezwykle kosztowna i stosowano ją wyłącznie w miejscach o ogromnym znaczeniu religijnym lub politycznym. Sam rozmach konstrukcji sugeruje, iż sanktuarium mogło pełnić funkcję jednego z najważniejszych centrów kultu w regionie jeszcze przed romanizacją Półwyspu Apenińskiego.
Jeśli zastanawiacie się, na czym polega wyjątkowość tego odkrycia, to spieszę z odpowiedziami. Poza już przytoczonymi argumentami nie sposób pominąć fakt, iż mamy do czynienia z dowodami na płynne przejście między kulturą lokalnych Wenetów a późniejszym panowaniem Rzymian. W sanktuarium archeolodzy odnaleźli elementy typowo przedrzymskie, ale i ślady późniejszej przebudowy z czasów rzymskich. Zdaniem badaczy miejsce nie zostało nagle opuszczone po podboju regionu przez Rzym. Wręcz przeciwnie: święty kompleks nadal funkcjonował, choć zmieniały się rytuały, język oraz styl architektury.
Kluczową rolę w zachowaniu stanowiska odegrała katastrofalna powódź rzeki Adygi. W starożytności przepływała ona znacznie bliżej Ponso niż obecnie. Potężny żywioł zniszczył tamtejsze świątynie i przykrył cały teren grubą warstwą mułu, żwiru oraz piasku. Paradoksalnie właśnie ta katastrofa sprawiła, że ruiny przetrwały niemal nienaruszone przez ponad dwa tysiące lat. Osady odcięły dostęp powietrza i zabezpieczyły kamienne konstrukcje oraz inskrypcje przed erozją i działalnością człowieka. Możemy sobie jedynie wyobrazić, co jeszcze kryją tamtejsze warstwy.
Źródło: InItaly

