Ta niewygoda związana ze zmianami to swego rodzaju test dla naszych relacji. Ta część z nich, która osadzona jest w zaufaniu i wzajemnej chęci bycia blisko, przetrwa. Ale będą też takie, które się wykruszą – część osób z naszego otoczenia nie będzie potrafiła odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Zasada jest prosta: jeśli chcemy innej jakości w naszym życiu, to ona się nie pojawi poprzez utrzymanie status quo, bo „szaleństwem jest zachowywać się w ten sam sposób i oczekiwać innego rezultatu”. Dlatego też pracując jako psycholog, w jakimś sensie „ostrzegam” moich klientów, że taki moment może nastąpić. Naturalnie chodzi o to, żeby tam gdzie ma zrobić się nowe, stare się skruszyło. To trudny moment w procesie rozwoju, bo dla wielu może przypominać chwilową samotność i nakazywać myśleć, że „już lepiej było tak jak było i nie trzeba było nic zmieniać”. Swego rodzaju odwagą jest przetrwać ten moment z wiarą, że zmiany, których właśnie dokonujemy, są dla nas i otoczenia właściwe i dobre.

 

BYĆ DOBRYM DLA SIEBIE

Co robić, kiedy dzieją się te zmiany? Po pierwsze nie bać się prosić o pomoc przyjaciół, znajomych, rodzinę albo lekarza, psychologa czy psychiatrę. Po drugie równie istotne jest kształtować w sobie życzliwość do samego siebie (ang. self-compassion). To potężna umiejętność wręcz konieczna w naszej codzienności. Znakomicie przebadała i opisała ją dr Kristin Neff z uniwersytetu w Austin w Teksasie. Neff wskazuje, że self-compassion składa się z trzech elementów: łagodności dla samego siebie, uważności oraz świadomości, że nie tylko ja tak mam.

Ten pierwszy element to nic innego jak łagodny monolog wewnętrzny, który dzięki życzliwości możemy w sobie wyrobić i mieć właściwie dwadzieścia cztery godziny na dobę. To ogromne narzędzie wsparcia. Przeciwieństwem takiego głosu jest głośny, ostry i surowy głos krytyka wewnętrznego, który szczególnie w trudnych chwilach staje się jeszcze bardziej aktywny. Odwagą jest w trudnych momentach nie tylko poprosić kogoś o pomoc, ale też potraktować siebie samych tak, jak byśmy traktowali najlepszego przyjaciela, który cierpi. Dla wielu osób to perspektywa jest tak abstrakcyjna jak wygrana na loterii i bardzo trudno jest im sobie wyobrazić, że zamiast mówić do siebie: „Ale z ciebie jest kretyn. Beznadziejny jesteś” – mogliby powiedzieć: „Uch. Wiesz… trochę głupie było to zachowanie, ale pamiętaj, że zawsze możesz za nie przeprosić i naprawić sytuację”. Warto uczyć się tej umiejętności, bo ona staje się dla nas potężnym filarem, na którym możemy podeprzeć nasze budowle z życia prywatnego i zawodowego.

Kristin Neff opisała szeroko pojęty wpływ self-compassion na nasze życie w książce „Jak być dobrym dla siebie”. Jej wyniki są jednoznaczne. Życie bez bycia życzliwym dla siebie samych to życie wysokiego ryzyka. Więcej chorujemy, mamy niższą odporność, gorzej znosimy niepowodzenia. Paradoks polega na tym, że większość z nas była od małego uczona życzliwości do innych a bardzo rzadko, jeśli w ogóle, uczono nas bycia czułym, łagodnym i życzliwym dla siebie. To ogromny błąd. O ile trudniej iść ze sobą samym przez całe życie, kiedy się siebie nie lubi? Boleśniej iść w takiej parze, w której jest się swoim największym krytykiem i w której ciągle słyszymy: nie nadajesz się, nie wyszło ci, jesteś beznadziejna, daruj sobie. Nie tylko trudniej się z tym żyje na co dzień, ale i zdecydowanie trudniej też wyruszyć w tę podróż do własnego wnętrza, kiedy nie mamy własnego wsparcia. A ta podróż prędzej czy później i tak się nam przytrafi. Czasem zaproszą do niej zewnętrzne zdarzenia, a czasem wewnętrzny przełom sprawi, że już dłużej nie będziemy potrafili ani chcieli tkwić w danym miejscu i zapragniemy zmiany.

Najczęściej początkiem takiej podróży jest tzw. zdarzenie inicjujące. Dla jednych rozwód jest lodowatym prysznicem pozwalającym trzeźwo spojrzeć na to, jak budują relacje, kogo wybierają na swojego partnera albo jak budują wspólne szczęście. Dla innych wypadek albo choroba stają się impulsem do zatrzymania, czasem dosłownie fizycznego unieruchomienia, które stawia przed nimi pytania: czy chcę, żeby tak wyglądało moje życie? Czy praca jest tego warta? Jak dbam o swoje ciało? Czy w ogóle o nim myślę? Dla jeszcze innych zwolnienie z pracy stawia pod znakiem zapytania własną tożsamość, bo skoro już nie zarządzam milionami, to jak szacuję swoją wartość? Jakkolwiek zaczyna się ta podróż do wewnątrz, ważne, żeby w nią wyruszyć ze wsparciem. A źródła wsparcia są dwa: wspomniana wcześniej życzliwość dla siebie oraz empatia, czyli coś co otrzymujemy od innych osób, bo siła płynie wówczas do nas z naszego otoczenia.