To jest najtrudniejsze do opisania, bo czasem brakuje słów, brakuje emocji, brakuje sposobów na wyrażenie. Często nie można od razu wskazać jednej przyczyny jakiegoś zjawiska, stąd dla naszych umysłów to trudny czas, bo one potrzebują wszystko, szybko wiedzieć. Nie tylko nasze umysły szwankują i robią rekalkulacje jak GPS. Nasi bliscy robią to również. Czasem się wkurzają, czasem martwią, czasem obrażają na wszelki wypadek.  

Nie mając świadomości, że czasem odpowiedź przychodzi dopiero później, próbują dokonać skrótu myślowego i ubierają sytuację w takie słowa: co to znowu za fanaberie? Za dużo wolnego czasu masz chyba? A co to za foch? Może lepiej weź się do roboty? Ogarnij się! Masz okres? Za mało seksu? Ktoś cię wk*rwił? Ktoś ci nadepnął na odcisk? Za dużo myślisz. Etc.

Świat zewnętrzny często potrzebuje szybko znać przyczynę, żeby jeszcze szybciej ułożyć sobie historie – bo jak nie ma danych, to strasznie go to stresuje. 
Lubi konkretnie jak w matematyce: 1+2=3. 
Jak w wypracowaniu: początek czyli zdarzenie, środek czyli przeżycie i koniec czyli wniosek. 
Pokłóciłem się, wiec jest mi smutno. 
Zdenerwowałam się, wiec jest we mnie poczucie winy. 
Straciłem projekt, wiec czuję wkurw. 

Tak by było idealnie, ale tak nie ma. Piszę to ja, psycholog po mat-fizie. Wewnętrzne procesy przemian nie przebiegają na powierzchni, tym samym po pierwsze są mało widoczne, a po drugie rządzą się innymi prawami niż świat materialny zewnętrzny. 

Przebiegają w swoim tempie i ciemnościach nieświadomości. I to jest OK. Cała sztuka empatii polega więc na odczuwaniu tego, co czuje ten drugi. Bez tłumaczenia. Bez doradzania. I bez dawania wskazówek albo gotowych recept. Chodzi o to, że kiedy komuś jest ciemniej w życiu, nie zaświecajmy na chama światła. Tylko usiądźmy w tej ciemności obok. Przytulmy i nie konkludujmy na siłę. Bo na siłę jest słabo. 

Takie bycie to jedna z kluczowych kompetencji w przyjaźni, miłości, relacjach. Kompetencja zwana: Zrozumieć bez rozumienia.