Naukowcy przeprowadzili doświadczenie, w którym w osobnych klatkach umieścili pary gryzoni. Po pewnym czasie mysie pary wydały na świat potomstwo. W jednej grupie od razu po narodzinach młodych myszek ich ojców usunięto z klatek, natomiast w drugiej grupie ojcowie zostali przeniesieni dopiero po kilku dniach, aby w ciągu tych dni mieli szansę na kontakt zarówno z matką, jak i z dziećmi. W ostatniej grupie ojców przesiedlono do sąsiednich klatek – pozostawiając im tym samym możliwość patrzenia na swoich potomków i obwąchiwania ich. Po pewnym czasie samce przeniesione zostały w zupełnie inne miejsce, a po sześciu tygodniach, gdy potomstwo podrosło, ojcowie wrócili do swoich rodzinnych klatek. Naukowcy pozostawili w nich tylko męskich potomków myszy - w doświadczeniu nie wzięły udziału córki gryzoni, gdyż ich ojcowie często łączą się z nimi w pary, co utrudniłoby interpretację wyników badania.  Badacze założyli, że ojcowie, którzy nie atakowali swoich synów i nie obwąchiwali ich, poznali i zaakceptowali swoje dzieci.

Okazało się, że u samców, którzy komunikowali się ze swoimi dziećmi, doszło do wzrostu liczby neuronów w opuszkach węchowych i w hipokampie. Liczba ta wzrosła w granicach od 25 do 40%. Biolodzy zbadali genetycznie zmutowane myszy, których komórki mózgu nie są wrażliwe na hormon prolaktynę. Hormon ten jest odpowiedzialny za produkcję mleka u samic i rozwój instynktu macierzyńskiego u obu płci. Naukowcy nie zaobserwowali u tych osobników wzrostu liczby neuronów. Ponadto zmutowane myszy po sześciu tygodniach nie poznawały swojego potomstwa. Okazuje się więc, że to właśnie prolaktyna odpowiada również za wzrost komórek nerwowych.

Jak więc widać, wzajemne oddziaływania społeczne sprzyjają rozwojowi mózgu, a to z kolei poprawia komunikację pomiędzy osobnikami – twierdzi autor badania, Samuel Weiss.

źródło: www.ucalgary.ca